ON:

Tej nocy pokażemy wam osiem najlepszych sposobów zabicia człowieka po cichu.” od tych słów Haldeman rozpoczął pisanie „Wiecznej Wojny” – powieści wyjątkowej, brutalnej i diabelnie mocnej. Gdy sięgam po nią wiele lat po premierze, nadal mam w pamięci „swobodne spadanie” i połamane żebra przebijające płuca i klatkę piersiową. Nie ma leku na szaleństwo, spowodowane rządzą mordu, a przecież wszystkie istoty boskie są sobie równe, wszystkie mają ten sam kolor krwi.

Wojna jest czymś, bez czego dorośli nie potrafią się obejść. To taka zabawka dla dużych ludzi. Pokazujemy ją wszędzie: widać ją w komiksach, książkach w filmach i telewizji, przez co już od młodych lat jesteśmy na nią przygotowani. Każdy nasz dzień potrafi być małą batalią, a od jej wygranej zależy nasze życie.

W literaturze o walce pisało się od zawsze. Czasem to byłe chwalebne pieśni i wiersze wspominające poległych na polu bitwy, czasem książki rozprawiające się z historią i zrywami narodowo-wyzwoleńczymi, a czasem wojna jest podłożem, żyzną glebą, podwalinami pod świetną fantastykę. Braknie mi palców na obu rękach aby wymienić polskich i zagranicznych pisarzy, u których wokół walk kręci się cała powieść. Dla miłośników takiej beletrystyki Fabryka Słów przygotowała bardzo smakowitą wakacyjną niespodziankę, a mianowicie antologię „I żywy stąd nie wyjdzie nikt”.

10 nazwisk i 10 różnych spojrzeń na wojnę. Każde inne i każde osobliwe, a wszystko dlatego, że antologia ma to do siebie, iż pozwala na dość swobodną interpretacje głównego tematu. W przypadku „I żywy…” postarano się jednak o całkiem spójny dobór tekstów, a co za tym idzie pomimo różnego ich poziomu (historie/język), mamy smakowitą lekturę na wakacyjne dni.

Tom otwiera utwór Andrzeja W. Sawickiego pt. „Żegnaj laleczko”. Nawiązuje ona do Chandlera, nie tylko tytułem, ale i pierwszoosobową narracją. Jednak na tym kończy się porównanie. Tekst ten jest ciężki, wulgarny, a historia dziwaczna. Lethem napisał „Pistolet z pozytywką”, a u Sawickiego mamy do czynienia z pistoletem z duszą „endeka”. Co z tego wyjdzie?

Kolejne utwory przeplatają wojnę na różnych frontach i różne są jej aspekty. Joanna Maciejewska wysyła nas na gorącą planetę, gdzie w przepełnionej zielenią dżungli czyha na nas niebezpieczeństwo. Marcin Pągowski bawi się historią. Jego opowiadanie „Evviva l’arte!” to utwór pokazujący Polskę silną i bezlitosną, twardą i trzymającą się w ryzach. To kraj niedający sobie w kaszę dmuchać. A co jeśli..? Znajdzie się miejsce dla opowieści o bezsensownym i nielogicznym wykonywaniu rozkazów, o żołnierzach, którzy pewnego dnia mają dość bycia mięsem armatnim. Tego dnia wojna z okupantem staje się nieważna, walczyć trzeba zacząć z własnymi dowódcami. Grzegorz Piórkowski daje nam zaś postapokaliptyczną wizję świata. Jego wielkie drzewo kojarzy mi się z ogromnym zielonym tworem z „Cieplarni” Aldisa. Jednak to zupełnie inne historie, technologicznie oddalone od siebie o miliardy lat świetlnych.

To tylko kilka krótkich zdań opisujących zawartość antologii. Świetne w takich książkach jest to, że opisywane wydarzenia rozgrywają się w różnych światach i w różnych czasach. Takie rozwiązanie pozwala sięgnąć po zbiór tym, którzy kochają typową wojenną stylistykę oraz tym uwielbiającym twarde sci-fi. „I żywy stąd nie wyjdzie nikt” jest naprawdę wartym uwagi czytadłem.