ONA:

Forrest Gump postarzał się. Ma już sto lat, mieszka gdzieś w Skandynawii, przez co mówi dziwnie i właśnie po raz kolejny postanawia mniej lub bardziej świadomie wywrócić swoje życie do góry nogami. 

Zanim ten film tak „na prawdę” się zaczął – ja miałam już za sobą już pierwsze, głośne śmianie się. To dobra wróżba. Alan Karlsson, nasz tytułowy bohater, w ekspresowym tempie wyjaśnił nam dlaczego trafił do domu opieki. Wysadził lisa. Dosłownie. Rudy szkodnik zamordował jego ukochanego kota, więc dziadeczek postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. A, że wybuchy kręciły go od najmłodszych lat, zrobił pożytek ze swojego hobby. A kiedy już trafił do „umieralni”, postanowił wyskoczyć przez okno i zniknąć. Tak po prostu. W dzień swoich setnych urodzin. Pomyślicie sobie: w jaki sposób, będąc w tak posuniętym wieku, można wywrócić swoje życie do góry nogami? A odpowiedź jest prosta: trzeba mniej lub bardziej przypadkowo „posiąść” grubą kasę, trzeba mieć kompana i mafię na karku. Bo trzeba mieć fantazję i pieniądze, synku!

W trakcie „spektakularnej” ucieczki Alana, poznajemy trochę jego historii życiowej. A wierzcie mi, jest co wspominać. Jest trochę wojny, pierwsze wybuchy, trochę rewolucji i szpiegostwa też mamy. Nasz bohater był zawsze w dobrym miejscu: a to pomagał konstruować bombę, a to pił na Kremlu. Znał przywódców i prezydentów, wpływał na losy świata i on, z takim bagażem doświadczeń, miałby teraz siedzieć w domu opieki? No way!

„Stulatek…” to bardzo fajna komedia, która jest naprawdę godna polecenia. Jest tu wszystko, co powinno być. Mamy absorbującą i wciągającą historię, która jest równie śmieszna, co abstrakcyjna, mamy fajny, bardzo wredno-cyniczny humor, który przecież przystoi starszym osobom, bo im już wolno wszystko. Mamy też świetną podróż po niezłym kawałku historii naszego świata, z wzlotami i upadkami, a w tym wszystkim, jak się okazuje, mieszał Alan. Ogląda się to naprawdę świetnie i nawet ten śmieszny język, którym posługują się bohaterowie, nie przeszkadza AŻ TAK bardzo.

I co? Da się stworzyć fajną, nieco prześmiewczą, ale nadal intrygującą komedię bez fekalno-odbytniczych klimatów? Okej, dziadek jest bardzo niepoprawny i im starszy, tym na więcej sobie pozwala, ale chrzanić to – jest w tym jakiś autentyzm! Szybko zaczynamy żyć przygodami Karlssona, bawią nas one i dają – o dziwo – do myślenia.

ON:

Okazuje się, że najlepiej na wszystkim wyjdzie zawsze wioskowy głupek. Pokazywano to w skeczach i filmach Monty Pythona, pokazuje to także Felix Herngren w „Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął”.

Ten szwedzki film, mieszający ze sobą wiele gatunków, pojawił się w polskich kinach z sześciomiesięcznym opóźnieniem w stosunku do jego światowej premiery. Nie jest to dziwne, bowiem europejskie, a jeszcze bardziej „nordyckie” kino jest specyficzne i ciężko naprawdę trafić na obrazy, które pokochają kinomaniacy. Wiadomo: interes musi się kręcić, tak więc filmy, które pojawiają się na dużym ekranie powinny przynosić zysk. Możliwe, że dlatego „Stulatek…” musiał przeleżeć swoje.

Allan Karlsson został już okrzyknięty europejskim Forestem Gumpem, ale czy to dobre porównanie? W filmie Herngrena także będziemy mieli opowieść pewnego niezbyt ogarniętego mężczyzny, który całe życie znajdował się w niewłaściwym miejscu i czasie, ale nie powodowało to, że jego życie było nudne lub beznadziejne. Podobnie jest z Allanem – pomimo tego, że jego ojciec został zabity zanim chłopak dorósł, a jego mama odeszła niedługo później, dał on sobie radę w otaczającej go popieprzonej rzeczywistości. Od małego kochał trotyl, kochał wysadzać co tylko się dało. Od kupek kamieni, przed budynki, a nawet spasionego lokalnego kupca. Ta ostatnia zabawa w wysadzane zapewniła mu długi pobyt w szpitalu dla porypanych. Po opuszczeniu jego murów, a było to wiele lat później, Allan zaczyna swoją podróż po świecie. Ląduje w Hiszpanii podczas wojny domowej, współpracuje z amerykanami przy projekcie Manhattan, a także popijał z ruskimi na Kremlu. Całe jego życie stało było jedną wielką przygodą, wszystko dlatego, że umysł Allana nie był zbyt bystry. Poza budowaniem ładunków i wysadzaniem w powietrze różnych rzeczy, nie można było oczekiwać od niego większego zaangażowania w sprawy doczesne. Niedługo przed swoimi 100-tnymi urodzinami dziadeczek w ramach zemsty na rudym lisie wysadza go w powietrze wraz z kurnikiem. Po tym zdarzeniu ląduje w domu starców. Nie gości tam jednak długo, bowiem cztery ściany nie są dla dziadka, który tyle przeżył. Ucieczka przez okno to dopiero początek kolejnej porcji dziwacznych zbiegów okoliczności. Wszystko zaczyna się od wielkiej szarej walizki i dziwnego kolesia, który z nią podróżuje.

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” ma momenty. Czasem naprawdę można parsknąć ze śmiechu, gdy widzimy co dzieje się na ekranie lub słyszymy, co mówią kolejne pojawiające się w filmie postaci. Czy można porównać przygody dziadeczka do tych, które miał Forest Gump? Wątpię, to zupełnie inna historia, ale także jest niezła.