ON:
Bracia Arkadij i Borys Strugaccy to rosyjska marka, która sprzedała się bardzo dobrze na Zachodzie. Jest kilka takich nazwisk, które wypłynęły poza granicę „Federacji Rosyjskiej”. W naszym kraju sci-fi i fantastyka od kilku dobrych lat przeżywa boom. To bardzo dobrze. Gdzieś w latach 90-tych pojawiła się luka na rynku wydawniczym. Księgarnie obsługiwała „KAW”, a mali wydawcy sprzedawali się na polowych łóżkach, poupychanych na bazarach i na ulicach pod arkadami. Tam też po raz pierwszy wpadł mi w ręce „Władca Pierścieni”, wydany przez Czytelnik CiA-Books/SVARO. Wróćmy jednak do Strugacckich.
Chyba nigdy nie wychyliłem się poza kanon. Mam za sobą „Piknik na skraju drogi”, „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, „Ślimaka na zboczu”, „Przenicowany świat” i „Trudno być bogiem”. Właśnie ta ostatnia książka jest jedną z tych najlepszych, które na długo pozostały w mojej pamięci. Myślę, że to przede wszystkim przez jej uniwersalność. Pomimo tego, że mamy do czynienia z dość twardym sci-fi, przynajmniej na pewnym poziomie, to jest to tytuł, który idealnie rozprawia się z ludzkimi fobiami, pragnieniami i zachowaniami. Gdyby nie to, że zaklasyfikowano ją do gatunku science-fiction, pewnie można by ją rozkładać na czynniki pierwsze na lekcjach języka polskiego. Niestety, w naszym kraju w ministerstwach pracują osoby, które łby trzymają w wiadrach, a do kanonu lektur dobierają utwory nie mające dla młodego człowieka żadnej wartości. Współczesny nastolatek ma szczerze wyjebane na „Dziady” i daleko w dupie ma „zniknienie Orszuli”. Ja rozumiem, że to jest kanon, klasyka, że utwory są naszym dobrem narodowym. Super, ale ich ponadczasowość zdechła, To, co było napisane 20 lat temu, potrafi się zdewaluować, a nie mówiąc już o dziełach sprzed kilkuset lat. Oczywiście, nie ujmuję wielkości „Odysei”, czy „Boskiej komedii”, takie utwory powinny być pokazane młodemu człowiekowi, tak samo jak „Don Kichot”, „Mistrz i Małgorzata” i wiele wiele innych. Nie można jednak na siłę wbijać do głowy młodego człowieka narodowo-wyzwoleńczej papki. Kurwa, ludzie co nam to dało? Szlachta zawsze wypinała się na wszystko dupą, ci co najwięcej krzyczeli, spieprzali za granicę kraju, a ci, co pozostali, zawsze dostawali wpierdol. Czasy naszej wielkości zakończyły się kilkaset lat temu. Koniec. Po kiego grzebać się w przeszłości tak odległej, jeśli współczesna literatura także rozprawia się z problemami, ba – robi to nawet lepiej, bo są to problemy dobrze jej znane. Dlatego warto skupić się na literaturze uniwersalnej, która nawet jeśli nie wpasowuje się w ramy lektur, to nie lepie,j niż jedna książka z listy, opowie o problemach.
Kurde, rozpisałem się, a nawet jeszcze nie rozprawiłem się z „Trudno być bogiem”. Wracając do powieści Strugackich. Pojawiła się ona 1963 lub ’64 roku – zależnie od źródeł. Jest chyba najbardziej udaną historią rosyjskiego duetu. Przede wszystkim dlatego, że czyta się ją jak świetną sensację. Jednocześnie jednak, pod przykrywką akcji, przemycono do nie elementy, które spowodują, że wielokrotnie zastanowimy się nad kondycją ludzkości. Strugaccy już ponad 50 lat temu postawili sobie pytanie o sens ludzkiej egzystencji i o kroki jakie może podjąć jednostka posiadająca władzę praktycznie absolutną. Czy przy nieograniczonych możliwościach wygra sumienie, rozkazy, czy może jeszcze inny czynnik?
W alternatywnej rzeczywistości ludzie odkrywają odległą planetę, na której żyją istoty w 100% podobne do nas, jednak ich cywilizacja jest na etapie feudalnej Europy. Odkrycie to stanowi nie lada gratkę. Dość szybko postanawiają wysłać na miejsce grupę naukowców, którzy „wtopią się w tłum” i z najbliższej możliwej odległości będą obserwować rozkwit cywilizacji. Obserwatorów obowiązuje zasada obiektywizmu i nieingerencji. Nie wolno stosować także przywiezionej z Ziemi technologii, która może zmienić bieg historii tejże planety. Jednym z naukowców jest Anton, który na „nowej Ziemi” przyjął nazwisko Don Rumata. Mężczyzna przesiąknięty jest humanistycznymi ideałami, jednak nie godzą się one z otaczającą go sytuacją. Wszędzie widać wyzysk biedoty, śmierć, bród. Cywilizacja, która jeszcze dobrze nie rozkwitła, zaczyna się powoli chylić ku upadkowi. Rumata jest specyficznym agentem, to mężczyzna wysportowany, przystojny i diabelnie niebezpieczny. Jest swoistym psem na baby, tyle, że brzydzi go ogólny brak higieny oraz wszy wielkości karaluchów. Zdrowa owca wydaje się być bardziej ponętna, niż szlachcianka, która nie widziała mydła od kilku dobrych tygodni. Dość szybko jego intelekt staje się przekleństwem, bowiem zostaje wplątany w rozgrywki dworskie, które mają na celu wprowadzenie wielu zmian. W pewnym momencie nasuwa się pytanie: czy przewaga Rumaty nad lokalnymi mieszkańcami daje mi prawo do „zabawy w Boga”?
Bracia Strugaccy w dobie głębokiego komunizmu napisali książkę antykomunistyczną, bo można znaleźć w niej wiele odniesień do ówczesnego świata, ale jak na ich możliwości jest ich i tak bardzo mało. Na rozprawienie się z „czerwoną władzą” jeszcze przyjdzie czas.
Z czystym sumieniem polecam tę pozycję każdemu czytelnikowi, nie tylko wielbicielom sci-fi. To klasyka jakich mało.
