Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

William Gibson – „Peryferal”

ON:

„Peryferal” Williama Gibsona rzuca nas na głęboką wodę już na samym początku. Autor przyzwyczaił swoich wielbicieli do takiego stylu wiele lat temu. O całym backgroundzie dowiadujemy się ze strzępków rozmów, drobiazgów, które musimy sami wyłapać, a więcej informacji dostajemy dopiero w połowie książki. Brak tutaj też klasycznej narracji, przez co książkę odbiera się trudno i trzeba się na niej bardzo, ale to bardzo skupić. Ja „Peryferal” czytałem do poduszki, po kilka kilkanaście stron. Dzięki temu powoli, ale systematycznie śledziłem losy dwóch światów, połączonych ze sobą chińskim serwerem.

Gibsonowska wizja przyszłości/przeszłości nie jest prosta w odbiorze. Ich wielowymiarowość jest czasami bardzo chaotyczna i ciężko ją ogarnąć, szczególnie jeśli przyzwyczajeni jesteśmy do opisywanego w wielu innych pozycjach zjawiska paradoksu czasowego. Autor z niego rezygnuje. Każda zmiana przeszłości tworzy nowe kontinuum czasowe, będące nową rzeczywistością. Jest jeszcze jeden mały szczegół, który tak bardzo rożni „Peryferal” od innych książek, w których pojawia się możliwość manipulowania czasem. Tutaj nie można podróżować w czasie, można za to przenieść informacje, dane, czyli tak naprawdę największą broń współczesnego świata. William Gibson pokazuje nam niedaleką przyszłość. Jak bardzo niedaleką? W pewien sposób bardzo bliską, z drugiej strony niesamowicie odległą i praktycznie nierzeczywistą.

Istnieją dwie nici rzeczywistości, a w jednej z nich żyje Burton Fisher – emerytowany Marines, który utrzymuje się z niewielkiego zasiłku, który otrzymał za rany poniesione w jakiejś „nienazwanej” wojnie. Aby dorobić do utrzymania zatrudnia się jako ochroniarz w płatnej, wirtualnej grze. Jego celem jest obrona londyńskiego budynku przed atakami „robali”. Ponieważ Burtonowi zaczyna brakować czasu na wykonywanie zadań, prosi o pomoc swoją siostrę Flynne. Podczas jednej z sesji jest ona świadkiem morderstwa celebrytki Aelity West. Wydarzenie to ma ogromny wpływ na życie rodzeństwa. Tajemnicza korporacja o nazwie Milagros Coldiron, która wynajęła Fishera, ma dość ciekawe informacje do przekazania. Prowadzi to do przedstawienia nam drugiej postaci: egzystującego przeszło siedemdziesiąt lat później reklamiarza Wilfa Nethertona, który popełnił tragiczny w skutkach błąd, mieszając życie zawodowe z prywatnym, przez co niejako został zmuszony do zasilenia szeregów Leva Zubova, celem realizacji jakichś niejasnych planów w przeszłości.

Autor stworzył bardzo trudny w odbiorze świat i jego zrozumienie wymaga wiele cierpliwości. Z „Peryferal” zrezygnuje wielu czytelników tylko dlatego, że jego styl i wizja nie są podane na tacy. To trochę różni Gibsona od Stephensona, który jest trochę bardziej dostępnym malarzem przyszłości. William Gibson lubuje się w enigmatycznych dialogach, które wydają się błahe, a po stu stronach okazują się kluczowe dla rozgrywanej akcji. Od czasów „Trylogi Ciągu” jego warsztat nie zmienił się, jeśli więc ktoś miał problem z „Grafem Zero”, czy też późniejszymi dziełami takimi, jak „Idoru”, to „Peryferal”, będzie dla niego nie lada wyzwaniem. W pewien sposób książka ta ma coś z „eXistenZ” Davida Cronenberga. Wspólne elementy są bardzo widoczne dla znającego fabułę filmu czytelnika. Jednak nie można mówić o kalce, bowiem to zupełnie inne światy, ale trzeba przyznać, że wizjonerstwo obu twórców jest ogromne.

Czytając najnowszą książkę „Ojca Cyberpunka” mamy wrażenie, że nie pozostawiono w niej miejsca na błędy. Pisarz zrobił wszystko, aby jego świat był plastyczny, ciekawy i odpowiednio wykreowany. Każda z pojawiających się na stronach postaci ma swoje charakterystyczne cechy i kieruje się swoimi zasadami, dzięki czemu akcja nie stoi w miejscu, a my nie mamy możliwości jednoznacznej oceny bohaterów tego futurystycznego dramatu rozegranego w 124 rozdziałach/aktach.

William Gibson – „Peryferal” – recenzja, marudzenie