Ta historia wydarzyła się naprawdę”. W maju 1845 roku dwa okręty HMS Erebus oraz HMS Terror wyruszają ku północym wybrzeżom Kanady, celem odnalezienia Przejścia Północno-Zachodniego. To ciąg przesmyków pomiędzy zmarzniętymi wysepkami, archipelagami, lodowymi górami Archipelagu Arktycznego, który zabrał już wiele istnień, dzielnych marynarzy i odkrywców, którzy szukali możliwości opłynięcia Ameryki Północnej „od góry”. Majowa wyprawa miała zakończyć się inaczej niż wszystkie…

Dan Simmon, który znany jest wielu czytelnikom przede wszystkim z cyklu „Hyperion”, zabrał się za powieść wymykającą się wszelkim klasyfikacjom. „Terror” to jednej strony bardzo szczegółowa książka historyczna i obyczajowa, to także historia przygodowa, przeplatana inuickimi wierzeniami oraz horror. Bardzo naturalistyczny i mrożący krew w żyłach horror. Bazując na ogromnej ilości materiałów historycznych „dopowiada swoją wersję wydarzeń“, które działy się pomiędzy 1845 a 1848 rokiem, gdzieś na lodowej Północy.

Wspomnianą wyprawą dowodził doświadczony, ale bardzo zadufany w sobie Sir John Franklin. Brakowało mu wyobraźni, często kierował się tylko swoim dobrem i chęcią zdobycia sławy. Każde niepowodzenie starał się ukryć i co najgorsze – nie wywiązywał się ze swoich obowiązków, które mogły uratować całą załogę, gdy była w największej potrzebie. Drugim z dowódców, niższym rangą, ale cholernie poukładanym, posiadającym niesamowitą intuicję i charyzmę, był Kapitan Francis Crozier. Ta dwójka miała pod sobą ponad 200 członków załogi – bardzo doświadczonej załogi. Okręty HMS Erebus oraz HMS Terror zaopatrzono w zapasy żywności, mogące wystarczyć nawet na 5 lat podróży, mieli specjalnie skonstruowane okręty, które mogły sobie poradzić z niejedną krą i górą lodową. Wydawało się, że nic podczas tej podróży nie może pójść źle. Niestety, wiele rzeczy poszło nie tak, jak zaplanowano. Do dziś nie znaleziono zwłok ponad 1/3 załogi, kolejne misje ratunkowe nie były wstanie odtworzyć przebiegu wydarzeń, a wokół wyprawy zaczęły pojawiać się kolejne opowieści i legendy. Wyprawa Sir Johna Franklina uznawana jest za jedną z najtragiczniejszych i najbardziej tajemniczych, jakie miały miejsce.

Dan Simmons nie ukrywa, że stworzenie tej opowieści wymagało czasu i ogromnej wiedzy z zakresu żeglugi, marynistyki, historii odkryć geograficznych oraz wydarzeń, które towarzyszyły całej ekspedycji. Zebrane dokumenty, przeczytane książki, a nawet artefakty, znalezione przez kolejne wyprawy, stały się podwalinami pod tę niesamowicie grubą, bo liczącą około siedmiuset stron, książkę. Autor nie ograniczył się do suchych faktów, których jest tak niewiele i dołożył coś do siebie. Prze wszystkim postanowił dodać element nadprzyrodzony, coś nie z tego świata, co miało polować na członków załogi, to coś miało wywodzić się z wierzeń Inuitów, które jak każdy mit – mogą mieć w sobie odrobine prawdy. Kolejna rzecz, to ogromna liczba błędów i zaniedbań, które doprowadziły załogę na skraj wyczerpania i śmierci z zimna i głodu. Podobno marynarze z misji ratunkowych opowiadali o śladach zębów, ludzkich zębów – na kościach towarzyszy. Czy doszło do kanibalizmu, czy ludzie z Erberusa i Terroru zjadali się nawzajem? Mówi się o ogromnym zatruciu ołowiem, które spowodowane było źle przygotowanymi puszkami z żywnością, wspomina się o szaleństwie i niepoczytalności. Każdy z tych elementów mógł mieć miejsce w tym 1845 roku i w latach kolejnych. Nawet dziś wyprawy arktyczne mogą być zagrożone, bowiem temperatury, które występują na Północy nie należą do najprzyjaźniejszych człowiekowi.

Wiadomo, że oba okręty utkwiły w lodzie, na nich przeczekano pewien czas, ale gdy zaczęły się kończyć zapasy, gdy skończył się węgiel, którym ogrzewano statki, gdy kolejni marynarze umierali na skutek chorób i tajemniczego stworzenia na zewnątrz, istoty, która poruszała się pomiędzy zamarzniętymi lodowymi bryłami, Crozier podjął jedyną słuszną decyzję. Należało wyruszyć w stronę otwartego morza, zabrać ze sobą łodzie i spróbować uratować tych 105 marynarzy, którzy mogli jeszcze raz zobaczyć ziemię ich ojców.

„Terror” sunie swoim powolnym tempem, jest jak lód wokół Erebusa, który ściska go w swoich zimnych szponach, by w odpowiedniej chwili wydrzeć z niego ostatnie tchnienie. Z jednej strony przepełniona jest długimi opisami, dzieje się na dwóch płaszczyznach, a z drugiej po pewnym momencie staje się podróżą po lodowej płycie, z ogromnym monstrum na karku, z chorymi marynarzami wokół, którzy padają na szkorbut, krwawią z każdego otworu swojego ciała. Im bliżej końca, tym bardziej staramy się wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że ktoś taki jak ci ludzie zasługują na coś więcej, zasługują na coś lepszego… „Terror” to hołd dla tych, którzy oddali swoje życie wsiadając na pokład HMS Erebus oraz HMS Terror w maju 1845 roku.