ONA:

„Długi pocałunek na dobranoc” to jeden z tych filmów, do którego wracam stosunkowo często. Znam go na tyle dobrze, że po prostu czasem jest „tłem” do pracy, sprzątania, czy robienia innych rzeczy, trochę na zasadzie „niech coś leci”. Towarzyszy mi od naprawdę długiego czasu i jest jedną z tych produkcji, które wykształciły moją słabość do sensacji z dowcipnym elementem. 

Nie mam zamiaru Wam tu na siłę wciskać, że ten film jest fenomenalny, zapierający dech w piersiach, bo niestety tak nie jest, a ciągnie go wyłącznie Samuel L. Jackson, ale i tak jest godny polecenia. Wszystko zaczyna się w małej mieścinie, gdzie żyje pewna nauczycielka, Samantha Cain (Geena Davis). Na pierwszy rzut oka kobieta nie różni się wiele od przeciętnej kobiety. Ma córkę, ma faceta, ma domek i pracę. Ale ma też wielką dziurę w pamięci – dziurę, w której trzyma większość swoich wspomnień, dziurę, w której jest jej prawdziwa tożsamość. Nie potrafi połączyć teraźniejszości z przeszłością. Nie wie kim była, czym się zajmowała, nie wie nawet dlaczego straciła pamięć. Niemniej stara się żyć „normalnie”. I wtedy przez przypadek zostaje rozpoznana. Nasza droga Samantha okazuje się być agentką, zawodową morderczynią, na którą ktoś właśnie teraz wydał wyrok. W tym momencie jej życiowa sielanka się kończy, a zaczyna walka ze śmiercią. Kobieta po tym, jak spektakularnie zabija napastnika, za wszelką cenę chce dowiedzieć się kim do cholery była, a pomaga jej w tym detektyw klasy B, Mitch Henessey (Samuel L. Jackson), który jest takim trochę szemranym typem, kombinatorem, ale w tę sprawę angażuje się mocno. I wtedy kobieta odkrywa całą prawdę. Okazuje się, że wszystkie ślady prowadzą do śmierdzącego spisku, w który zamieszani byli skorumpowani agenci i pewien handlarz bronią. Wtedy też Samantha dowiaduje się, że ma na imię Charlie… Reszta ruszy lawinowo.

Po tych kilkunastu latach, po tych setkach filmów, które widziałam, mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że przygody Samanthy/Charlie to taki trochę Bourne w spódnicy. Zanim jednak wyśmiejecie mnie i stwierdzicie, że powinnam się leczyć, za takie porównania, dopiszę, że „Długi pocałunek na dobranoc” to film z lat 90., więc on musi mieć w sobie te wszystkie niedoróbki, ten cały kicz i tą niepoprawność. To sprawia, że jest on bardzo charakternym dziełem, obok którego ciężko przejść ot tak. Dla mnie tak wysmakowane połączenie sensacji – naprawdę dobrej sensacji, dodam, z ciekawą fabułą, która zaskakuje, z dodatkiem nieco cynicznego humoru – jest idealne. Davis nie należy do grona moich ulubionych aktorek, zupełnie, ale jak już wspomniałam, Jackson wziął ten film na plecy i poprowadził nas aż do napisów końcowych. Ja jestem na tak!

A, jakby komuś było mało, dodam, że występuje tu Craig Bierko, czyli 196 cm nieziemsko przystojnego aktora.

ON:

„Długi pocałunek na dobranoc” jest jednym z tych filmów, które chyba nie poradziły sobie z upływającym czasem. Niby od „Tożsamości Bourna” dzieli go 5 lat, ale okazuje się, że to bariera jakiej nie da się przeskoczyć. Dzieło z Mattem Damonem wydaje się być spójne i potrafi naprawdę wciągnąć w opowiadaną przygodę, a w przypadku „Pocałunku” zbyt dużo jest luk, które powodują, iż scenariusz jest sitem, jakiego nie da się zatkać.

Samantha Caine zostaje znaleziona kilka lat temu ranna i nieprzytomna. Nie pamięta nic sprzed tego wydarzenia. Przez kolejne, upływające miesiące, stara sobie ułożyć życie i trzeba przyznać, że się jej to bardzo dobrze udaje. Poznała fajnego faceta, urodziła córeczkę i udziela się w lokalnej społeczności rodzicielskiej. Nie trzeba nic więcej, aby była szczęśliwa. Czasem ma jakieś dziwne przebłyski, nawroty pamięci, ale nie jest to nic wielkiego, co pozwoliłoby na przypomnienie sobie przeszłości. Wielokrotnie wynajmowała ona prywatnych detektywów, ale była to kasa wyrzucona w błoto. Jedynym, który pozostał i stara się robić swoją robotę, jest były policjant Mitch Henessey. Mężczyzna widzi, że można wyciągnąć z babeczki trochę kasy, a ponieważ sam nie jest czysty jak łza – każdy dolar się przyda.

Jednego dnia następuje przełom. Podczas powrotu z imprezy kobieta ma wypadek, a odniesione obrażenia powodują flasbacki. W krótkim czasie wraca praktycznie cała wiedza, jaką posiadała. Trzeba przyznać, że jest ona dość specyficzna. Samantha odkrywa umiejętności, których nie powstydziłby się niejeden zawodowy żołnierz. Biegle włada nożami i bronią, umie walczyć wręcz i jest wyjątkowo ogarnięta jeśli chodzi o technologie. Wszystko dlatego, że w „poprzednim życiu” była jedną z najlepszych agentek wywiadu. Szkoda tylko, że rząd zapomina o swoich „zabawkach”, a gdy coś idzie nie tak – bardzo szybko się ich pozbywa. Nie trzeba czekać długo by zabójcy wzięli na celownik jej rodzinę.

„Długi pocałunek na dobranoc” jest filmem na raz. Czasami bez sensu się dłuży i ma dużo błędów logicznych, o których wspominałem. To dzieło mogło być bardziej dopasowane, ale niestety, gdzieś w całej produkcji zabrakło polotu, możliwe, że to dlatego film ten nie ma się co równać z analogiczną historią stworzoną na bazie prozy Ludluma.