ONA:
Zauważyłam ostatnio pewną tendencję. Komedie romantyczne są coraz bardziej dirrty. Właściwie, wątek romantyczny jest bardzo ograniczony.
I dobrze!
Bohaterowie w filmie „Bad teacher” są tak strasznie irytujący i przerysowani, że aż boli.
Elizabeth Halsey jest klasyczna blacharą, lecącą na hajs. Bawi się w nauczycielkę, chodzi po szkolnym korytarzu w Lauboutinach, ignoruje dzieci i wychowuje ich za pomocą filmów. Ona nie ma ochoty uczyć, ona ma ochotę bogato wyjść za mąż. Rzuca szkołę, pędzi do swojego ukochanego i… Niestety, plany jej mocno się psują, bo wychodzi na to, że nie jest to takie proste, szczególnie w kontekście zerwania zaręczyn przez jej ostatniego kochasia. Po drodze ocenia się na jakieś 8 na 10, ale dodatkowe punkty powinien jej dać większy cyc. Więc, jak znowu wraca na szkolne korytarze, za wszelką cenę chce uzbierać na operację.
Scott Delacorte to ciotowaty nauczyciel matmy, który rok po rozstaniu ze swoja ukochana, ciągle trzyma jej zdjęcie na tapecie w telefonie. Ale jest dziany, także nasza droga Ela ostrzy sobie na niego zęby. Niestety, w pobliżu jest konkurencja.
Konkurencja nazywa się Amy Squirrel. Jest ruda i tak, nazywa się Squirrel. Jest tak irytującym babonem, że aż szczypie. Przez takich nauczycieli, dzieciaki idą do szkoły z giwerą. Ona wszystko chce bardziej. Do tego jest nadaktywna, dość szybko zauważa, że Halsey to bździągwa.
Jeszcze mamy tu dyrektora, pana Snur, który ma solidne skrzywienie w stronę delfinów.
Jest Lynn Davies, która jest starą, bardzo sympatyczną nauczycielką bez charakteru.
Jest Russell Gettis, wuefista, który chce zamieszać w Elizabeth, ale ona nie chce, bo koleś jest tylko nauczycielem. Koniec końców, on jest najbardziej pozytywną osobą w tym filmie.
Co, poza irytującymi bohaterami, możemy znaleźć w tym dziele?
Otóż:
- palenie trawki przez nauczycieli
- sposoby podrywu, gdy w grę wchodzi 2 facetów
- sex przez ocieranie się w ubraniach (heloł, I’m sixteen)
- dużo przekleństw
- cynizm
- knucie
- pieprzniętych rodziców
- pieprznięte dzieciaki
- ze 3 śmieszne momenty.
Niemniej, ja wracam do tego filmu. Jest specyficznie słodko-kwaśny.
ON:
Nie lubię Pani Diaz. Ani ona przesadnie ładna, ani uśmiechu nie ma ślicznego (o taki żabi), ani wybitna z niej aktorka. No i ktoś Panią Diaz postanowił osadzić w roli Pani pedagog, słabej blachary, która spotyka się z facetami tylko dla kasy, która nie ma pomysłu na życie, poza powiększeniem sobie biustu (podobno to jest potrzebne, aby lecieli na Ciebie nowi faceci)
Widziałem ten film jeden raz i pół. Pół bo podczas drugiego, usnąłem. Uśmiechnąłem się na nim kilka razy. Tylko kilka. Obraz ten nie wnosi nic do gatunku głupkowatych komedii, nie jest rolą życia pani Diaz, nie ma w nim nic. Kompletnie nic. Jak oglądałem „School of Rock” z Jack Blackiem to mimo podobnej tematyki w tym filmie było coś, był śmieszny.
Dam wam dobrą radę. Omijajcie Bad Teacher z daleka.
