ON
Gra „The Magic Circle: Gold Edition” pierwotnie pojawiła się na konsoli PS4, a teraz mamy możliwość zagrać w nią na konkurencyjnej platformie. To dość dziwaczny tytuł, który najłatwiej zaliczyć do przygodówek. Nie jest to jednak typowa, czerpiąca z klasyków pozycja – to coś zupełnie innego. Postawiono tu stawia na swoiste rozwiązania. Problemem jest jednak to, że nie każdy może się nimi zachwycić. The Magic Circle: Gold Edition – recenzja
Trudny los developera
Ta niezależna opowieść mówi o piekle, jakie trzeba przejść, aby ukończyć i wydać grę. Wcielamy się w testera, gracza niedokończonej pozycji, kultowej produkcji, nad którą od samego początku pojawiają się ciemne chmury. Jej Twórca angażuje się bardzo w proces powstawania. Jest to jego swoista ucieczka przed problemami osobistymi. Głowę ma przepełnioną ideałami, fabuła zaczyna rozrastać się jak balon, ale jest coś, a właście ktoś, kto go stopuje. To popularna let’s playerka. Znana i lubiana musi przecież wiedzieć, czego oczekują od produkcji gracze. Laska ta ma przerośnięte ambicje i chce mieć swój wkład w produkcję. Na sam koniec pojawia się jeszcze programistka. Ona bardzo, ale to bardzo uwielbia powstały 20 lat temu oryginał gry. Uważa, że jest wspaniały, kultowy i nowa bazująca na nim pozycja musi czerpać z niego garściami.
I trudny los testera
Nasze zdanie to przetestowanie wczesnej wersji „The Magic Circle: Gold Edition”, następnie zmierzymy się z demem, które ma się pojawić na targach E4, a potem… No właśnie, jest też coś jeszcze. Twórcy postanowili jednak, że ciężką pracę, jaką należy wykonać przedstawią w krzywym zwierciadle. Rozprawiają się oni ze wszystkimi. Z załogą devloperów, graczami, recenzentami, influencerami itd. Każdy dostaje po dupie, bo tak naprawdę każdy z tej grupy ma na swoim sumieniu mniejsze lub większe grzeszki. Świetne jest to, że to kpienie odbywa się w bardzo inteligenty sposób. Wytykane są błędy branży, wszystkie przywary, które doprowadziły do obecnej sytuacji w „growym świecie”.

Zmieniaj kod
Testując grę przemierzamy świat, który wydaje się być nieskończony. Podczas tej podróży, czasami komentowanej przez awatary wspomnianych wcześniej postaci, musimy znaleźć błędy i naprawić kod. Rozgrywka sprowadza się do eksploracji i zmianie poszczególnych elementów gry. Dzięki temu możemy odblokowywać kolejne jej części. Rozwiązanie takie sprawdza się nie tyle przy walce, co przy rozwiązywaniu kolejnych zagadek. Gra dosłownie zachęca nas do eksploracji, wyszukiwania błędów. To wszystko ma swój urok, ale jest jeden mały zgrzyt. „The Magic Circle: Gold Edition” jest cholernie hermetyczna. Nie trafi do każdego. Jej grafika może odrzucić, mechanika znudzić i tylko prześmiewczy scenariusz broni się w całości.
„The Magic Circle: Gold Edition” nie pretenduje do gry roku, to niezależna niszowa produkcja, która potrafi się obronić. Na pewno nie polecę jej każdemu, bo szkoda wydać pieniądze na tytuł, który nie sprawi Wam przyjemności.


