ON:

Jeśli ktoś zapyta mnie o komiksy ze stajni DC, to w pierwszej chwili do głowy wpada mi Batman, potem myślę o człowieku ze stali, czyli Supermanie, gdzieś tam pojawi się Zielona Latarnia i inni. Ale DC to także Vertigo ze wspaniałymi historiami, np. o Sandmanie. Rzadko zdarza się, że pojawia się gra, która powstała na kanwie komiksu i jest dziełem wybitnym, dobrym, wręcz genialnym. Raz na dekadę, no dobra – raz na kilka lat pojawia się taki tytuł, przed którym padamy na kolana i błagamy, aby nigdy się nie kończył, aby trwał wiecznie. Tak właśnie było, gdy po raz pierwszy odpaliłem „Batman: Arkham Asylum”, gdyż już po pierwszych minutach oddałem się cały dziełu powstałemu w Rocksteady Studios.Barman na komputery i konsole nie miał łatwego życia. To, co do czasów Arkham Asylum pojawiało się na te platformy, ciężko było nazwać świetną grą o nietoperzu. Nie mówię tyko o grafice, bo to nie jest najważniejsze w grach komputerowych (przynajmniej dla mnie), ale o miodności, fabule, klimacie. Tego zawsze było brak. Zawsze! Minęło kilka dobrych lat, pojawił się „Lego Batman”, który z jajem podchodził do tematu, ale nadal nie był to tytuł dla prawdziwych graczy. Nam, twardzielom trzeba było czekać, ale cierpliwość została nagrodzona. W 2009 pojawia się „Barman: AA” i kopie tyłki wszystkim grom wydanym w tymże roku. Pudełko doczekało się logo GOTY, dodatkowych DLC i przy pomocy batrangów, klimatu i samej historii, wdarło się na stałe do kanonu najlepszych gier o nietoperzu, jakie pojawiły się na PC i konsole.

Wszystko zaczyna się pewnej nocy, gdy Batman przewozi do szpitala/więzienia w Arkham złapanego wcześniej Jokera. Deszcz zacina jak nigdy, wiatr ugina drzewa aż do samej ziemi. Takiej nocy jeszcze nie było. Całe szczęście Jokuś nie stwarza problemu, łatwo się daje okiełznać i bezproblemowo pozwala odstawić do celi. To właśnie nie daje spokoju Batmanowi, coś tu nie gra, jest za spokojnie. I jak by nie patrzeć „Arkham Asylum” jest historią tego szalonego złoczyńcy z pomalowana twarzą, który lubi psikusy. Scenarzyści postawili na jego osobę i nie zawiedli się ani na chwilę. Wszystko za sporawą genialnego Marka Hamilla, który wspiął się na wyżyny swojej zajebistości, wcielając się w tego psychopatę. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że za kontynuację Batmana, czyli „Arkham City”, zgarnął w 2011 nagrodę British Academy Video Games Awards. Ale wrócimy do nocy, kiedy to nietoperz przywozi „klauna” do Arkham. Bogacz, pilnujący Gotham, nie mylił się ani chwilę, gdyż cały „cyrk”, jaki powstał podczas ucieczki Jokera, to tylko przykrywka dla grubszej akcji, która ma doprowadzić do upadku miasta. Gdy już jesteśmy pod samą celą przestępcy, światła na chwilę gasną, kraty się otwierają, wejście główne zamyka i zostajemy w pułapce, sam na sam ze zgrają psychopatów, którzy przesiadują w szpitalu. Naszym zadaniem będzie wydostanie się z wyspy i przy okazji naklepanie temu, komu trzeba. Jak wiadomo człowiek nietoperz nie zabija swoich ofiar, tak samo jest i w grze. Tłuczemy złoczyńców aż padną na ryj i zasną na jakiś czas. Myli się każdy, kto uważa, że gra sprawdza się do prostego mordobicia, bowiem to tylko tło do zapoznania się z fabułą, która wyszła spod pióra Paula Dini. Jeśli ktoś go nie zna, to powiem, że współpracował on z Kevinem Smithem, a najstarsi pamiętają jego He-mana i także całą masę animowanych historii o nietoperzu.  Scenariusz co chwila jest w stanie nas zaskoczyć. Dini stara się prowadzić historię w taki sposób, aby żaden z graczy nie spodziewał się tego, co czeka go w kolejnych lokacjach. Poza Jokerem pojawia się Strach na wróble, Croc, Człowiek zagadka i inni, mniej lub bardziej znani bohaterowie ze świata DC. Naprawdę jest co podziwiać. Gra ma syndrom jeszcze jednego zadania. Jest 4 rano, a my siedzimy i staramy się rozwiązać kolejną zagadkę Riddle’a.

Pod względem wizualnym i dźwiękowym nie mamy się do czego przyczepić. Oczywiście, „Arkham Asylum” najlepiej wygląda na 40 calowym TV z podpiętym kinem domowym, bowiem wtedy możemy się cieszyć każdym smaczkiem, jaki pojawia się na ekranie i wypłynie z naszych głośników. Jeśli chodzi o udźwiękowienie, to Batmanowi nadal daleko do genialnego pod tym względem „Dead Space”, przy którym ciary przechodzą po plecach, a granie po nocach bez pieluch kończy się kleksem. Po mimo tego gra Rocksteady Studios nadal zalicza się do topowych produkcji.

Co tu wiele pisać „Barman: Arkham Asylum” postawił poprzeczkę zajebiście wysoko i ciężko było ją przeskoczyć, aż do „Arkham City”, ale to już zupełnie inna historia. Reasumując, jeśli ktoś jeszcze nie grał ten trąba i ma tak szybko, jak tylko się da zakupić swoją kopię i wraz z gackiem ratować Gotham.