Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

Addicted to Love

ON:

Mam kilka takich „komedii romantycznych”, które widziałem w połowie lat 90-tych. Wszystko dzięki temu że mieliśmy jakiś tam dekoder, już nie pamiętam czy „C+”, czy „HBO”. Miałem wtedy jakieś 15, może 17 lat i łykałem każdy film, który tylko pojawiał się jako premiera. Niezależnie czy był dobry, zły, głupi, nudny, czy była to komedia, czy horror – po prostu musiałem go zobaczyć. W ten sposób po raz pierwszy zobaczyłem „Polubić czy poślubić” oraz „Miłość jak narkotyk”.Właśnie ten drugi mieliśmy okazję oglądać ostatnio. Paulina powiedziała, że szuka filmu o kuchni i gotowaniu. Szybko przeczesałem swoje pokłady pamięci i rzuciłem tymże tytułem. Dlaczego właśnie to dzieło? Co ma wspólnego z gotowaniem? Jeden z głównych bohaterów ma francuską restaurację. Jak by nie patrzeć mój wybór mieści się w kategoriach wyszukiwania. Wiem, że ten film jest płyciutki, ale mam do niego jakiś sentyment, może właśnie, dlatego że przypomina mi czasy mojej młodości. Cała historia kręci wokół czterech osób. Sam spotykał się Gwen, a Meggie z Antonem (to ten od restauracji). Jednak dnia pewnego Sam dostaje list, że jego ukochana już ma go dość, że złapała wiatr w żagle i zostaje w innym mieście. Kolo jest trochę ciapowaty i stwierdza, że to tylko chwilowy kryzys, po czym jedzie szukać swojej miłości. Gdy już dociera pod drzwi jej nowego mieszkania, okazuje się że w środku poza jego ukochaną siedzi sobie jakiś gadający z francuskim akcentem żigolo. Dzielny inaczej facet ucieka i postanawia z ukrycia obserwować swoją była i Francuza. Do tego celu wykorzystuje remontowaną kamienicę, znajdującą się po drugiej stronie ulicy. To miejsce będzie jego obozem pracy przez najbliższe kilka tygodni. Podczas inwigilacji kilka razy zauważa dziwnego motocyklistę, który kręci się wokół Antona i jego blond laski. W końcu dochodzi do konfrontacji i okazuje się, że jest to Meggie, czyli była ukochana francuskiego amanta. Kobieta chce zemścić się niemiłosiernie za to, czego doświadczyła od ukochanego. Jej plan jest prosty: zniszczyć tego faceta, doprowadzić do tego, aby cierpiał jak nigdy, aby stał się zerem, aby błagał o przebaczenie. Meggie jest przykładem kobiety cyklonu, zniszczy wszystko, co stanie na jej drodze i będzie przeszkadzało osiągnąć zamierzony cel. Tak oto Sam i jego nowa towarzyszka zaczynają współpracę. Swoją drogą zauważyliście, że wszystkie cyklony, tajfuny i inne dziwne katastrofy są nazywane kobiecymi imionami. Przypadek? Nie sądzę.

„Miłość jak narkotyk” jest prosta i przewidywalna, ale także bardzo sympatyczna. Właściwie nie mam nawet zamiaru przekonywać was do seansu, gdyż to typowe kino walentynkowe, a do święta zakochanych jeszcze ponad sześć miesięcy. Jeśli jednak koło 14 lutego będziecie sobie chcieli zrobić maraton filmów o miłości, to możecie sobie śmiało dorzucić go do kolejki odtwarzania.

ONA:

– Jeśli powiesz żebym została – zostanę…

– Zostań.

No i poleciała w pizdu!

Tak zaczyna się ta historia. Sam (Matthew Broderick) jest astronomem, który bardzo ceni sobie życie, które ma. Ma śliczną kobietę, fajną pracę i żyje sobie ze swoim spokojem. Problem zaczął pojawiać się, gdy ukochana zapragnęła odmiany. Wyruszyła do dużego miasta. Gdy zbliżał się czas jej powrotu, Sam chciał zrobić jej idealne powitanie. Tymczasem ona kończy tą znajomość za pomocą liściku. Facet jest zrozpaczony i nie umie uwierzyć, że to koniec. Ciągle ją kocha. Chcę ją odszukać. I co się na miejscu okazuje? Że ten jego blond włosy ideał znalazł sobie nowy obiekt westchnięć i żądzy. Z zacięciem obsesyjnego analityka obserwuje kochanków licząc, że odkryje kiedy ich uczucie wygaśnie. Zatraca się w tym totalnie. I kiedy tak podgląda sobie tych dwóch gołąbeczków, ktoś odkrywa jego słodką tajemnicę. W jego życiu pojawia się zamaskowana osoba. Kim jest? Dobra, w końcu to muszę napisać – ten film jest komedią romantyczną, więc pojawienie się kolejnego bohatera nikogo nie powinno zdziwić. Tajemniczą osobą jest  Maggie (Meg Ryan), kobieta, która została porzucona przez aktualnego kochanka byłej laski od Sama. Jezu, jakie to skomplikowane! Zatem mamy parę osób, które nie potrafią pogodzić się ze stratą ukochanej osoby. Różnica jednak jest taka, że Sam chce odzyskać swoją ex, natomiast Meggie – chce byłego unicestwić. On jest pierdołą, ona jest cwana i żądna krwi. Naturalnym zabiegiem typowym dla tego gatunku jest połączenie tych dwojga w jedność. Ale zanim to nastąpi, czeka na nas 1,5 godziny męki.

Gnieciuszek. Szukałam jakiegoś filmu „o jedzeniu”, więc mój mężczyzna rzucił tym tytułem. Chyba za bardzo nie wiedział czego oczekuję. Filmy o jedzeniu to na przykład „Julie i Julia” albo „Ratatuj”, a nie komedia, w której jeden z bohaterów ma restaurację. Męczyłam się przeokrutnie. Nie pomogło nic, nawet zjedzenie tabliczki czekolady. Jęczałam z nudów jak przeciętna gwiazda porno, a on ciągle mi powtarzał „Przepraaaaaaszaaaam!!!”. Ale specjalnie dla Was wspięłam się na wyżyny i dotrwałam do końca. Fabuła jest tragiczna i zupełnie błaha, natomiast miło było zobaczyć Ryan w roli wrednej i mściwej suki. Za to Broderick dołącza do grona aktorów, którzy są przejrzyści i o których się zupełnie zapomina. Bez googlowania nie jestem sobie w stanie przypomnieć żadnego filmu z nim.

W dalszym ciągu uważam, że komedie romantyczne to najdurniejszy i najbardziej podły gatunek filmowy, aczkolwiek – chętnie zweryfikuję to, tylko niech mi ktoś poda jakiś wartościowy tytuł.