ONA:
Filmy wojenne zawsze kojarzyły mi się tylko z tymi, które dotyczyły World War II, względnie Wietnamu, czy wojny na terenie USA, niezależnie, czy bracia zza wielkiej kałuży walczą z czerwonoskórymi, czy z ufokami. Lubię taki kino, a jak do tego reżyseruje je Michael Bay, to klaszczę z radości wszystkimi organami, które klaszczeć mogą.
A ten film, też o wojnie, był zupełnie inny… Tym razem krew przelewa się w Afryce, dokładnie w Sierra Leone. Głównymi bohaterami są dwaj panowie, zupełnie różni, z totalnie inną moralnością, ale jak się dość szybko okaże – mają wspólny (poniekąd) cel. Danny Archer (Leo DiCaprio) ma dość szemraną pracę. Zajmuje się szeroko rozumianym przemytem, głównie broni i diamentów. I jest w tym dobry. Drugim bohaterem jest czarnoskóry rybak, Solomon, który trafia do niewoli, po tym, jak czuby z jakieś wrzeszczącej bojówki stwierdziły, że nadaje się do ciężkiej pracy przy szukaniu kamyczków, za które dostają szmal. Bo te małe, średnie i całkiem duże kamyczki są życiodajnym źródłem kasy, gdyż każda kobieta marzy o pierścionku, na którego jej ukochany wyda potrójną wypłatę. I podczas typowego dnia w pracy, Solomon znajduje coś sporego, unikatowego, coś co da mu wolność i spokój, ale tylko pod warunkiem, że nie wpadnie w niepowołane ręce. Różowy, dość sporawy diament. Następne sceny dzieją się bardzo szybko. Broń, krew, trupy, pospieszne zakopanie kamyka w ziemi, potem więzienie. I właśnie tam drogi Danny’ego i Solomona się przecinają. Jeden kamyk – dwa zupełnie różne pomysły na wykorzystanie go. Szczególnie, gdy w grę wchodzi ludzkie życie.
Film jest piękny. Całkiem niezła obsada w rolach głównych i drugoplanowych (tu ukłon szczególnie dla Jennifer Connelly i jej boskich brwi). Jest dość dynamiczny, ogląda się go przyjemnie, a piękne, afrykańskie krajobrazy, pełne kolorów i „surowości” do których nasze oczy nie są przyzwyczajone, dopełniają sposób prezentacji. Cała historia również może być zaliczona do przyjemnego obyczajo-dramatu, gdzie happy end jest tylko połowiczny. Widziałam kilka filmów Edwarda Zwicka i jego sposób przedstawiania historii na niezwykłym tle krajobrazowym i politycznym podoba mi się bardzo. I mocno mnie zaszokował Leoś. Dla mnie to aktor jednej roli, z której będzie go znał cały świat i w której wypadł żałośnie. A tu się okazuje, że role w obyczajo-dramatach wychodzą mu również całkiem nieźle. Uwielbiam go w „This boy’s life”, gdzie musiał zmierzyć się z Robertem De Niro, dawał radę w „Shutter island”, natomiast „Romeo + Juliet”, czy „Titanic” mocno pokazało jego braki. Na szczęście w „Blood Diamond” widzimy całkiem niezłego aktora, który i bawi, i wzrusza, i daje do myślenia.
Film do obejrzenia, bez poczucia, że zmarnowało się czas.
Jedna refleksja mnie dopadła po tym seansie. Dobrze, że ja nie mam „władzy” i możliwości, bo te wszystkie problemy militarne, które toczą się w różnych regionach świata w mojej ocenie można rozwiązać bardzo szybko i skutecznie…
ON:
Jest dla mnie jest niezrozumiałe to, co się dzieje w afrykańskich państewkach – nędza, sodoma i przemoc. Mimo pomocy z różnych stron świata, stan tam zastany może przerazić. Nie rozumiem dlaczego po zdławieniu jednej wojskowej rebelii, pojawia się następna. Wyżynanie się pomiędzy sobą jest naprawdę bezsensowne. Wiem, że w krajach bardziej rozwiniętych, takie sytuacje także mają miejsce, ale w Afryce jest to nagminne. Ostatnio czytałem, że w Kenii udało się utrzymać pokój przez trzy czy cztery lata, ale znów jakaś partyzantka zaczęła terroryzować mieszkańców i w ciągu jednej nocy zabiła 40 policjantów. Zastanawiam się skąd się biorą takie osoby jak Joseph Kony czy Idi Amin, którzy za nic mają ludzkie życie. Prawo w takich krajach jak Uganda ustalane są przez najsilniejszych, a dyktatura często wspierana jest z zewnątrz, przez chciwych handlarzy bronią oraz państwa, które chcą położyć swoje łapy na złożach naturalnych.
Filmów o Afryce było wiele, wiele jeszcze powstanie i będzie tak do czasu, jak sytuacja na tym kontynencie się nie zmieni. Widzieliśmy „Ostatniego Króla Szkocji”, którego z Paulą oceniamy bardzo różnie, ja śledziłem to, co działo się z kampanią „The Invisible Children”, mającą na celu złapanie i doprowadzenie przed sąd Kony’ego, a ostatnio długo po premierze przyszło nam oglądać „Krwawy diament”. Historię, której tłem jest wojna domowa w Sierra Leone, jaka miała miejsce w latach 90-tych XX wieku. Na tle tych burzliwych wydarzeń, jakie doprowadziły do krwawych walk oraz do tego, że wiele osób straciło domy, dobytek oraz bliskich, poznamy historię dwóch mężczyzn, których związał „krwawy diament”. Jest to także opowieść o wielkich korporacjach i rządach innych krajów, które „maczają swoje palce” tam, gdzie tylko widzą możliwość zysku. Danny Archer to przemytnik i najemnik, handlarz bronią i diamentami. Nie ma dla niego świętości, czarny ląd jest jego domem, a czerwona ziemia zroszona jest jego krwią. On, jak i jemu podobni, pojawiają się zawsze tam, gdzie ktoś potrzebuje wynająć mordercę lub przemytnika. Archer jest całkiem dobry w tym co robi, ale nie udało mu się jeszcze zarobić tyle, aby raz na zawsze rzucić w cholerę to zajęcie. Podczas przemytu kamieni przez granicę, gdzieś na sawannie został aresztowany, a cały dobytek i kamienie zostały skonfiskowane. Mężczyzna ląduje w więzieniu. W tym czasie w innej części kraju, Solomon Vandy odprowadza swojego syna do szkoły. Wierzy on, że jego potomek będzie mógł robić coś więcej niż jego ojciec będący rybakiem. Marzeniem mężczyzny jest to, aby jego pierworodny został lekarzem. Niestety, tego dnia sen ten zostanie brutalnie przerwany przez bojówki kolejnego samozwańczego partyzanta, który chce tylko równości. Aby zrealizować ten piękny sen plądruje wioski, porywa nastoletnich chłopców, których wciela do swojej armii. Innym obcina ręce, aby nie mogli walczyć i głosować. Jego prawdziwym celem jest jednak coś innego. Zdobyć taką ilość diamentów, aby uciec z tego czarnego piekła. Tego dnia Solomon został rozdzielony ze swoją rodziną. Dzięki temu, ze jest wielki i silny jak wół, nie pozbawiono go rąk, ale wywieziono do kopalni diamentów, gdzie miał pracować dla „swojego wybawcy”. Rodzina Vandy’ego zdołała umknąć i dotarła do jednego z obozów dla uchodźców, lecz on sam został złapany podczas obławy na kopalnie i zamknięty w tym samym więzieniu co Archer. Tutaj ich drogi przeplatają się. Wszystko dlatego, że rybak znalazł wielki, czerwony diament, który podobno ukrył w tylko sobie znanym miejscu. Od teraz Danny stara przekonać ciemnoskórego mężczyznę, że tylko on może mu pomóc, a zapłatą za tą pomoc ma być kamień. Legenda o diamencie dociera także do pułkownika Coetzee, któremu przemytnik wisi pieniądze. Zaczyna się walka na śmierć i życie, walka o odzyskanie rodziny przez Solomona, walka o kamień, walka o marzenia Danny’ego.
„Krwawy diament” to film mocny i brutalny, pokazujący beznadzieję egzystencji w Afryce, gdzie nie liczy się nic poza przemocą, gdzie często nie ma szans na spokojne przeżycie kolejnego dnia. To obraz o ciągłej wojnie, która odbywa się w naszych sercach. Na pewno warto go zobaczyć choć raz, aby zdać sobie sprawę z tego, jak to dobrze, że żyjemy tu gdzie żyjemy.
