ON:

Marvel robi to dobrze! Gry ze stajni są coraz lepsze i powodują, że chce się w nie grać. Filmy idealnie wbijają się we współczesną popkulturę, a efekty specjalne są na tak wysokim poziomie, że oglądanie przygód kolejnych superbohaterów jest po prostu epicką przygoda. Byli już X-meni, byli The Avengers, pojawił się Punisher i kilku innych, a teraz przyszedł czas na Deadpoola.

Z opowieściami o Deadpoolu jest jeden problem: to nie są historyjki dla dzieci. Tutaj się przeklina, pierdzi i beka, a do tego mówi o wackach, pieprzeniu i innych, nie do końca ładnych rzeczach. Dlatego lepiej nie bierzcie swoich pociech do kina na opowieść o kolesiu w czerwono-czarnym stroju bowiem, możecie wyjść z kina bardzo zniesmaczeni. Ten film jest tak bardzo niepoprawny, jak niepoprawne były komiksy i gra z tym kolesiem. Napierdalamy się tutaj przede wszystkim z superbohaterów oraz kina akcji, a także samej branży filmowej. Oczywiście, to wszystko pomiędzy kolejnymi strzałami, chamskimi tekstami, gagami, dowcipami i trupami, które padają, jak muchy!

Wade Wilson jest szczęśliwym kolesiem. Znalazł dziewczynę marzeń. Śliczną, seksowną, mądrą i bardzo nerdowską dupę, która uzupełnia jego osobę i idealnie pasuje do jego wacka. Ich związek to codzienność przepleciona gorącym seksem i namiętnymi zabawami. Wade z „wykształcenia” jest byłym wojskowym, który zabijał dla rządu, teraz jest zakapiorem do wynajęcia, ale jego miłość sprawiła, że trochę się uspokoił i postanowił się ustabilizować. Niestety, los miał inne plany. Zaawansowany rak narządów wewnętrznych dość szybko pozbawił go szansy na szczęśliwe zakończenie. Wade postanawia rozstać się z ukochaną, bowiem nie chce, aby oglądała go w stanie totalnego rozkładu. Podczas samotnych dni spotyka „Agenta Smitha”, który oferuje mu możliwość wyleczenia. Gdzie w tym wszystkim tkwi haczyk? Bardzo szybko się dowiemy!

Nie ukrywam, że najważniejszą decyzją było zakwalifikowanie historii o Deadpoolu do filmów klasy „R”, czyli Restricted. Dzięki temu mamy „dorosłego” bohatera, który nie pierdoli się z innymi. Tfu, wróć, właśnie, że pierdoli się z innymi i masturbuje się do jednorożca! A właściwie – co ja Wam będę pisał. „Deadpool” jest po prostu zajebisty. Nawet nie musicie znać komiksu, po prostu idźcie do kina.

ONA:

No przecież ja umarłam w tym kinie! Umarłam ze śmiechu, z brechtu, z rechotania. Trząsł mi sie brzuch, cycki i cała reszta. Dobrze, że wszystko zeżarłam zanim film się zaczął, bo najpewniej udusiłabym się naczosem, próbując złapać oddech. Na 100% tak właśnie by było!

„Deadpool” mnie poskładał! Nie stawiałam jakiś wyjątkowych oczekiwań. Wiedziałam, że będzie hardkorowo, ale chyba nadal gdzieś tam w tyle głowy obawiałam się, że twórcy będą sami siebie hamowali.

Nope, było zupełnie inaczej.

Co tu mamy:
trupy, wiadomo. Trupy być muszą!
spektakularnie pozbawione życia trupy – odcinanie głów zawsze spoko;
seks;
chlańsko;
dowcip z rynsztoka;
dowcip seksualny;
dowcip polityczny;
dowcip społeczny.

Właściwie mogłabym napisać, że twórcy napierdalają się z wszystkich. Z ludzi, z superbohaterów, z ułomności, problemów. Z bohaterów filmowych, aktorów, z postaci prawdziwych i fikcyjnych. Deadpool jest popieprzony! Ma zdrowo nawalone w głowie, ale nie oszukujmy się – mnie to bierze. To, jak zabija, jak podchodzi do świata, do rywali, ale nie tylko, to, jaki ma dowcip, jaki jest sarkastyczny i chamski, to jak się porusza, jak wygląda… No – ja jestem poskładana!

Nareszcie stworzono film o superbohaterze, który jest pod dorosłego widza. Oczywiście, trzeba mieć odpowiedni gust filmowy, by dostrzec w tej produkcji zalety, a nie tylko chamówę, kurwy, chuje i masturbację. Ja przepadłam. Do mnie to trafia idealnie, ale hej – ja nigdy nie kryłam się z tym, że takie „treści” mi pasują.