Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Despicable Me

ON:

W każdym z nas jest odrobina dziecka. Moja odrobina, jest taka ciut większa, a właściwie to całkiem duża i ma jakieś 100kg żywej wagi. Moje „dziecko” uwielbia grać na xboxie, czytać komiksy i oglądać bajki. Mowa oczywiście o tych bajkach, które niby są dla dzieci, ale tak naprawdę skierowane są do dorosłych. Mam kilka tytułów, które mogę oglądać zawsze i wszędzie. To między innymi „Iniemamocni”, „Gdzie jest Nemo”, „Madagaskar”, czy też „Epoka lodowcowa”. W kategorii bajek nie dla dzieci zawsze króluje „Koralina”.  Jednak na samym szczycie listy jest moja miłość, czyli „Jak ukraść księżyc”.

Głównym bohaterem historii jest Gru. Taki typ spod ciemnej gwiazdy, czarny charakter, który specjalizuje się kradzieży rzeczy. Na co dzień mieszka w wielkim, ponurym domu, porusza się srebrnym pojazdem, który mógłby mieć tablice rejestracyjne z napisem „możesz mi naskoczyć” i kombinuje jak zapisać się w annałach historii popełniając największą bronię w historii. Dlaczego tak mu na tym zależy? Ponieważ jakiś inny przestępca zwinął piramidę z Egiptu i teraz wszędzie o tym trąbią. Co by tutaj zwędzić, aby nikt nie przebił tej akcji? Szybkie obliczenia i wychodzi na to, że najlepiej będzie podjerdolić księżyc. Tak, dobrze widzicie – księżyc. Aby dokonać takiego przedsięwzięcia potrzebujemy: urządzenia do zmniejszania, rakiety, którą polecimy w kosmos i ekipy ogarniającej wszystko. Ekipa się znajdzie, ponieważ w podziemnym laboratorium Gru mieszkają setki, jak nie tysiące żółtych minionów. Urządzenie do zmniejszania da się zakosić Chińczykom, a kasę można pożyczyć z „Banku zła” (dawniej zwącym się Lehman Brothers). Wszystko idzie jak z płatka, do czasu, aż na scenie nie pojawi się młody geniusz zła o imieniu Vector. Jak by nie mówić, to chłopak ma potencjał – jest ambitny, pomysłowy i to on zakosił piramidę. Jemu także przypadnie zaszczyt wyrolowania naszego bohatera. Gru przez to, że dał się wykołować, musi się teraz dostać do fortecy Vectora. Nie jest to takie proste, bo jedynymi osobami które bez problemu mogą się tam dostać są trzy dziewczynki z sierocińca, które rozwożą ciasteczka. Nad głową złoczyńcy zaświeciła się mała żarówka, aby dostać się do willi konkurenta wystarczy zaadoptować trzy małe damy i wysłać je do pana V. Plan wydaje się genialny, tyle że co się stanie jeśli stary, zgorzkniały bandyta kawaler zacznie opiekować się trzema małymi dziewczynkami?

Cała historyjka jest prześlicznie animowana, pełna śmiesznych scen i dialogów. Pomimo przewidywalnego scenariusza bardzo dobrze się ją ogląda. Nie wiem czy oglądałem lepszą bajkę. Widziałem ją wczoraj po raz piąty i nadal jestem zauroczony. Miniony rządzą!

ONA:

Nie jestem typem „bajecznym”. Animacje na ogół mnie totalnie nudzą i ja od małego wolałam „Pulp fiction” albo „Se7en”. Jest raptem kilka tytułów z gatunku „animacja”, które mi się podobają, które lubię i do których wracam często. Na pewno będą to wszystkie części „Aut” czy „Madagaskaru”. Podobał mi się też „Frankenweenie” czy „Koralina”, ale to zdecydowanie historie bardziej dla dorosłych. Ale jest jedna bajka, którą ukochałam sobie najbardziej. Dziś o tym „Jak ukraść księżyc”

Wszystko zaczyna się dosyć nietypowo. Widzimy pasterza, który kroczy gdzieś po pustyni, ze stadkiem swoich zwierzaków. Słońce praży solidnie. I nagle pojawia się busik po brzegi wypełniony Jankesami. Dodam: typowymi Jankesami. Na skutek różnego rodzaju dziwnych wydarzeń okazuje się, że ta pustynia znajduje się w Egipcie, w sąsiedztwie najsłynniejszych piramid i – co ciekawe, jedna z nich została na bezczel zastąpiona nadmuchiwaną kopią. Wygląda na to, że jakiś cwany złoczyńca ukradł budowlę! Świat wstrzymuje oddech. Wojsko i policja w różnych krajach, wyposażeni w broń różnego rodzaju starają się chronić najważniejsze skarby, z których słyną ich państwa. Ktokolwiek niepowołany znajdzie się w pobliżu zabytku, zostanie zlikwidowany w niekoniecznie humanitarny sposób. Ale kim jest tajemniczy złoczyńca?

Kolejna scena. Nieznane miasteczko i taki trochę pseudo-hipster, który idzie na kawę. Szaliczek, rurasy na wątłej dupinie i napój bogów w ręku, oczywiście na wynos. Ale Gru nie jest typowym człowiekiem. Ma dziwny nos, jeszcze dziwniejszy akcent i jest profesjonalnym złoczyńcom, czyli czyni zło z pełnym wyrachowaniem (Dawid widzi pewne podobieństwa pomiędzy mną a Gru, dziwne, bo ja mam nosek całkiem uroczy). I do tej pory był numerem jeden. Największe, najznamienitsze kradzieże były jego dziełem. A tu wyrosła mu konkurencja! Jakiś śmiały szczyl czyha na jego pozycję. I co gorsza, wychodzi mu to całkiem nieźle! Ale Gru jest wizjonerem! Jego kolejny skok, podbijający jego potęgę, ma być czymś niesamowitym! Celem jest księżyc. Ktoś by mógł pomyśleć, że zajumanie satelity musi być trudne, ale nie w bajkowym świecie. Wystarczy zdobyć zmniejszać, zbudować rakietę i już. Gorzej, jak na ten sam cel czyha jeszcze ktoś inny. Przewagą Gru jest jego doświadczenie, doktor Nefario i chorda małych, żółtych, pociesznych i pokracznych Minionów. No i urażona ambicja! Ale Vector, młody złoczyńca, za wszelką cenę chce pokazać, że to on zasługuje na pierwsze miejsce. Wygląda na to, że Gru i jego armia mogą przegrać ten pojedynek. I wtedy nasz bohater wpada na szalony pomysł. Okazuje się, że w ukradnięciu księżyca mogą pomóc mu trzy małe dziewczynki, sierotki, które mieszkają w domu panny Hattie. Margo, Edith i Agnes najbardziej na świecie pragną, by je ktoś adoptował. I tu pojawia się Gru…

Ta bajka to klasyczna walka dobra ze złem, to również idealna historia o tym jak człowiek zmienia się pod wpływem miłości. Fabuła krąży wokół ważnych tematów i mimo to, że bywa ckliwa (beczę zawsze na niej), jest skrajnie naiwna i wiemy, że czeka nas uroczy happy end, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Uwielbiam ją! Ukochałam sobie tych wszystkich przerysowanych bohaterów, z wielkimi dupami czy nosami, a trzy małe dziewczynki tak strasznie przypominają mi moje bachorki, że aż strach. I co z tego, że są momentami uciążliwi, że pyskują, wiercą dziurę w brzuchu i zadają miliony pytań – ciężko by mi było się z nimi rozstać. No i Miniony! No przecież to są najbardziej rewelacyjne stwory EVER! Żadne tam Gumisie, Smerfy, czy cała reszta. Nie, to Miniony rządzą, rozbrajają i rozśmieszają do łez. Dawid jak chce rozładować atmosferę podczas kłótni albo gdy jest syndrom Prepare to Meet Satan, z wzrokiem spaniela mówi mi „Papoj?” i już nie ma szans, żebym nie parsknęła śmiechem, mimo, iż gotuję się w środku.

„Jak ukraść księżyc” to przecudowna bajka dla dzieci, na której dorośli będą zwijać się ze śmiechu. Nie sposób jej nie kochać i nie polecać. Starszym polecam wersję bez dubbingu!

Ps. Chcę Miniona!