Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA

Botoks – recenzja

Botoks - recenzja

A myślałam, że tego filmu nie obejrzę. Bo cholera, trzeba trzymać chociaż minimalny poziom… Tylko się ugięłam i trochę nie mam sil, by napisać coś więcej… Spróbuję!

Botoks – recenzja

Mamy cztery kobiety, które pracują w służbie zdrowia. Patolska Daniela (Olga Bołądź), charakterna Beata (Agnieszka Dygant), ambitna Patrycja (Marieta Żukowska) i przerażona Magda (Katarzyna Warnke). Każda z nich stoi trochę na życiowym zakręcie. Daniela wylądowała z dwójką dzieci, Beata po wypadku nie umie stanąć na nogi, Patrycja wylatuje z roboty i koniecznie chce zrobić coś więcej, a Magda jest w ciąży, o którą bardzo się boi. I nakręca się, bo kiedyś zajmowała się usuwaniem ciąż, więc teraz kwitnie w niej przerażenie, że „za karę” z jej dzieckiem coś się stanie.

Panie w fascynujący sposób połączone są z ordynatorem, ale oczywiście przesmradzają się tu również inni mężczyźni.

Fabuła filmu: szpitalno-medyczna, z dodatkiem koncernów farmaceutycznych, prywatnymi sprawami i solidną patolą. O samej treści filmu powiedziano już wszystko. I bez kitu – wszystko, co mówiono – jest prawdą. Opisując jednym słowem „Botoks” nie potrafię użyć innego słowa, niż „ohydny”. Kurewsko ohydny. Ok, to już dwa słowa

Jak dla mnie ocenianie tego filmu to trochę walka z wiatrakami, bo z jednej strony spora część osób zapowietrzy się, że to gówno nad gównami (szczerze powiedziawszy – widziałam gorsze), a z drugiej – film miał takie otwarcie, że domyślam się, że tym wszystkim ambitnym twórcom pękają żyłki pierdzące.

Poza tym, gra tu całkiem niezły zestaw aktorów. Jak dla mnie Żukowska, Chabior, Dygant i Szapołowska są świetni, ale to po prostu dobrzy fachowcy…

No ale nadal. Mam wrażenie, że lista osób, które pracowały przy tym dziele, to lista osób, które mają jakieś straszliwe problemy finansowe! Jakieś kredyty, zadłużenia, albo cholera wie co jeszcze… Bo przecież z góry można założyć, że to będzie straszny kał. I jeszcze, jak ktoś to robi dla hajsu – niemałego – to mi to nie przeszkadza. Gorzej, jak ktoś serio wierzy, że to dzieło wybitne, Kieślowski, Holland, Vega.

Wtedy to nie.

Obejrzeć można. Raz. Nie do niedzielnego obiadu z teściami.
A potem zapomnieć.

Tagi: Botoks – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów