Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Casino

ON:

Są dwa filmy „gangsterskie”, które uważam za dzieła wybitne: „Heat” Michaela Manna i „Casino” Martina Scorsese. Pierwszy dlatego, że jest kompletny. Historia w nim opowiedziana jest w taki sposób, że za każdym razem przeżywam ją na nowo. Poza tym na jednym ekranie pojawili się De Niro i Pacino, którzy wcześniej razem pracowali tylko raz, przy „Ojcu chrzestnym”. „Casino” to epicka opowieścią o mafii, Vegas i wielkiej kasie, którą oglądałem już 6 razy i oglądnę pewnie drugie tyle.

Nie będę się za bardzo zagłębiał w fabułę, gdyż jest ona tak obszerna, że można pogubić się w ilości nazwisk i wątków. Ogólnie wszystko zaczyna się gdy chicagowski Żyd – Sam Rothstein (De Niro), dostaje zielone światło od mafii na zarządzanie dużym kasynem w Vegas. Rothstein ma głowę na karku, ma zasady i jest naprawdę niezły w tym co robi. Dzięki temu z jego domu hazardu do szefów mafii przyjeżdżają walizeczki pełne kasy. Jest to swego rodzaju danina dla władców, aby Ci nie interesowali się za bardzo tym, co dzieje się na pustyni. Stały dopływ pieniędzy dla „makaroniarzy” oznacza spokój, a spokój oznacza wolną rękę podczas kolejnych zmian. Włosi jednak mieli swoje plany. Jak to się mówi: „Pańskie oko konia tuczy”, dlatego wysyłają do Las Vegas Nicky’ego Santoro (Joe Pesci), który pilnuje, aby w mieście nikt nie podskoczył Samowi. Z biegiem czasu Nicky zaczyna szaleć, można powiedzieć, że mu odpierdala, a jego wyskoki mają bardzo zły wpływ na interesy. Nie może zabraknąć także pięknych kobiet. Tutaj tę rolę odgrywa Ginger McKenna (Sharon Stone), która z wyzwolonej dziewczynki lubiącej grać w kasynach, przeradza się w mało przykładną żonę Rothsteina. Rola ukochanej ją przerasta, wie, że jest uzależniona od swojego męża oraz od jego kasy. Cała sytuacja doprowadza do tego, że zaczyna pić, ćpać i puszczać się na lewo i prawo. Nic dobrego z tego nie wychodzi. Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilku dobrych lat, Scorsese idealnie pokazał zmiany jakie zachodziły w Newadzie. Pokazał jak miasto pełne korupcji, stało się mekką wycieczkowiczów z całego świata. Kolejne lata zmieniały nie tylko przestrzeń miejską, ale i ludzi. Pewnie rzeczy przestało się załatwiać przy pomocy pistoletu i kija baseballowego, teraz zaczęto używać kasy, szantażu i zastraszeń. Pomimo tego, że dzieło jest długie, nie odczuwa się tego, trzeba przyznać, że wychodzi to na jego korzyść. Dzięki temu możemy smakować kolejne sceny i kadry, które są naprawdę wyjątkowe. Nic nie jest upchane na siłę, każdy element ma swoje miejsce i pasuje do niego idealnie.

„Casino” jest filmem, który trzeba zobaczyć.

ONA:

„Kasyno” Martina Scorsese to film wyjątkowy. Dla mnie jest numerem jeden, jeśli chodzi o gangsterskie kino na najwyższym poziomie…

Sam (Robert De Niro) jest hazardzistą. Ale nie takim typowym, który trwoni bezmyślnie kasę. Oj nie. Sam jest genialnym graczem, którego wyjątkowe umiejętności zwracają na siebie uwagę mafii. Dostaje on od nich ważne zadanie. Ma przeprowadzić się do Miasta Świateł i Grzechu, czyli do Las Vegas, gdzie ma pełnić nadzór nad kasynami. Pomaga mu w tym jego nieobliczalny przyjaciel Nicky (Joe Pesci). I o ile Sam jest fachowcem jeśli chodzi o kasę, Nicky specjalizuje się w sprawnym likwidowaniu niewygodnych osób. Pomyśleć by można było, że to duet, którego nic nie jest w stanie zatrzymać. I właściwie tak było. Panowie bardzo szybko dorobili się zawrotnych fortun. Wtedy na horyzoncie pojawia się ona – Ginger (Sharon Stone), posągowa piękność, której nie umie oprzeć się żaden facet.

„Kasyno” to film, który opowiada o ludziach, biznesach i interesach, o mafii i gansterce, z dodatkiem zwykłych emocji. Jest długi, właściwie nawet bardzo, ale ciężko opowiedzieć tak ciekawą historię w typowych 100 minutach. A tu dzieje się i to dużo. Właśnie dzięki wielowątkowości ten film nie traci dynamizmu. Oczywiście, kręcimy się przede wszystkim wokół dwójki głównych bohaterów, którzy są jednocześnie naszymi narratorami (pokazując wydarzenia z dwóch punktów widzenia). W Las Vegas czas płynie nieco szybciej. Żyje się mocniej, bo nigdy nie wiesz kiedy staniesz komuś na odcisk, kiedy ktoś postanowi wbić ci nóż w plecy, lub gdy popełnisz mały błąd, za który zapłacisz kasą lub życiem…

„Kasyno” to film trójki aktorów, którzy mistrzowsko weszli w swoje role. De Niro jest rewelacyjny. Widzimy bezpardonowo odegraną rolę, która przyćmiewa wszystko, co na ekranie się pojawia. Sam to człowiek, któremu udało się, bo ciężko pracował na swoją pozycję. Musiał mieć oczy dookoła głowy, musiał być cwany i drapieżny, ale jego ludzkie uczucia nigdy nie zniknęły. Marzył o dostatku, ale też o rodzinie, o dzieciach, o żonie. To kolejna rola, w której De Niro udowadnia, że jemu nie grozi coś takiego jak sztampowość postaci, chociaż przyznam szczerze, jak najbardziej lubię go wkurzonego. Jest pieprzonym aktorskim geniuszem! Ale Pesci i Stone też dają radę. On ma rolę popaprańca, którego głównym zadaniem jest wykonywanie czarnej roboty w bardziej lub mniej finezyjny sposób. Ona to klasyczna dziwka, której marzy się jedno: bogactwo. Jest w stanie dla niego wiele zrobić. Decyduje się więc na małżeństwo z rozsądku, bo przecież Sam jest bogaty. To postać bardzo tragiczna. Szybko uzależnia się od różnych substancji, ale najbardziej przywiązana jest do swojego byłego alfonsa.

„Kasyno” to film totalnie dopracowany. Poza świetnym scenariuszem, opartym na książce Nicholasa Pileggiego o tym samym tytule, która tak w ogóle bazuje na faktach, mamy również rewelacyjne tło. Scenografia, kostiumy, muzyka – jakby żywcem wyjęte z epoki. Do tego jesteśmy świadkami przemian, jakie zachodziły w kulturze na przełomie lat. Zmienia się moda, zmieniają się i gusta. Zmieniają się też ludzie i samo miasto. Sam pod koniec filmu powiedział „Mieliśmy raj i utraciliśmy go. To miasto nigdy nie będzie już takie samo. Dziś wygląda jak Disneyland.”

Tematy gangstersko-mafijne są mega fascynujące. Niezależnie, czy widzimy je w „Ojcu Chrzestnym”, czy w „Chłopakach z ferajny”, czy nawet w „Pulp fiction”. To rodzaj kina, który ogląda się zawsze z wypiekami, który zaskakuje, wciąga, daje do myślenia. No i nigdy się nie nudzi.