ONA:

Są ludzie, który czytają poradniki na różne tematy i tacy, którzy bardzo kpiąco podchodzą do tego typu wynalazków. Ja należę do tej drugiej grupy, a jak u jakiegoś znajomego widzę półkę z samymi poradnikami, to z miejsca stwierdzam, że coś się „niepokojącego” w jego życiu dzieje. Chyba jedynymi poradnikami, które względnie toleruję, są te zawodowe, mówiące o tym, by walczyć o swoje, chociaż one również bywają bardzo problemowe, szczególnie, gdy ktoś rzuca dobrą pracę, by zajmować się graniem na ukulele lub by hodować jedwabniki.

Teraz „modne” są książki, które również w jakimś stopniu powinny wpływać na czytelnika, ale ich idea jest dość zaskakująca. Nastolatki szaleją na ich punkcie, YouTube puchnie od kolejnych filmików, gdzie zamieszczane są tipy i kroki, a ja ciągle zastanawiam się jak do cholery ma to komuś pomóc… Mam na myśli wszelkie „Zniszcz ten dziennik” i wyrastające jak grzyby po deszczu kolejne wersje…

Postanowiłam sprawdzić na sobie, czy moje kpienie faktycznie ma sens… Co prawda nie zdecydowałam się na pozycję ze stajni Keri Smith, ale na coś innego. Coś, co dla niespełna 29-latki powinno być lepsze – „Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy” Claire Fay. Oczywiście ja nie należę do tych, którzy nudzą się w pracy, a jak już, to biorę wilka i idziemy w las. Ewentualnie idę spać.

Pierwsza strona zeszytu jest oczywiście zapoznawcza. Imię, nazwisko, zawód itp. Potem jest trochę miejsca, w którym szef ma ocenić kompetencje. No cóż… Nie mogę napisać Wam co mi mój szef napisał o mnie, bo jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że pracuję w „Samoobronie”. A potem jest już z górki… Oczywiście, większość zdań jest skrajnie abstrakcyjna i wymaga niekpiącego podejścia do tematu, ale dałam radę. Co ciekawe – podobało mi się. Przede wszystkim podoba mi się dowcip: „Zalej robaka”, „Zatuszuj sprawę”, „Zamaluj pusty śmiech” albo „Narysuj obraz nędzy i rozpaczy”. Razem z szefem zaczęliśmy bawić się tym zeszytem, chociaż na okładce wyraźnie napisano, by przed szefem ją chować.

I teraz tak sobie pomyślałam, że tego typu poradniki, świetnie sprawdzą się w szkoleniach czy treningach, zarówno dla młodszych, jak i starszych. Nie uważam, żeby jakoś wybitnie Zeszyt wpłynął na moją kreatywność, ale bawiłam się dobrze podczas wykonywania zadań. I chyba tak naprawdę o to chodziło.

Jeśli czytają mnie teraz szefowie, to przede wszystkim Wam polecam kupienie Zeszytu. Dla Waszych pracowników.