ONA:

Każda epidemia zaczyna się od jednej osoby. Dzień: 1, zarażeni: 1. A potem kolejne osoby. I kolejne. I kolejne… Potem choroba przekracza granice dzielnicy, miasta, kraju. Potem jest już na innym kontynencie.

Film „Epidemia strachu” zaczyna się od Dnia drugiego. Poznajemy blondynkę (Gwyneth Paltrow), która jest na służbowym wyjeździe za granicą. Po powrocie zaczyna czuć się bardzo źle, w końcu umiera. W tym samym czasie chorują kolejne osoby i wszystkie umierają. Zaczęło się.

Lekarze oczywiście nic nie wiedzą. Naukowcy zbierają próbki. Coś zaczyna się dziać, ale jak działać, jak nie wiemy z czym trzeba walczyć. Przeciwko chorobie stają najlepsi lekarze i epidemiolodzy. A czas goni. Umierają kolejne osoby. Kolejne dziesiątki, setki i tysiące osób.

Film jest świetny. Uwielbiam takie kino, taki bieg spraw, takie zakończenia. Uwielbiam filmy, które pokazują jak nisko jest w stanie człowiek upaść i co się dzieje, gdy jest źle. Ten film pokazuje z jednej strony ludzi oddanych sprawie, jak i tych, którzy chcą się na tej tragedii tylko wzbogacić. To film o moralności ludzi, o wyborach, o dbaniu o bliskich i o całej reszcie ludzkości.

To film, który sprawia, że sami zaczynamy się zastanawiać nad tym, co my byśmy zrobili w takiej sytuacji.

To również film, w którym Matt Damon jest lekko utytym tatuśkiem.

Nie chcę spojlerować. To film, który warto obejrzeć bez wgłębiania się w recenzje. POLECAM!

ON:

Wszystko zaczyna się od tej jednej osoby, która spotyka, dotyka lub całuje kolejną, ta kolejna kilka następnych i zaczyna się łańcuszek zarażeń. Pierwsza, później druga i każda kolejna śmierć. Im mniej oddalone są w czasie, tym bardziej zaczynają przyciągać na siebie uwagę mediów oraz służb odpowiedzialnych za opiekę medyczną. Później włącza się w tą sytuację WHO i zaczyna być naprawdę groźnie. Pierwsze dni i mamy kilkadziesiąt martwych osób, później kilkaset, a na końcu kilka milionów. Rządy nie panują nad ludźmi, zaczyna się szaber, przepychanki i morderstwa. To bardzo czarny scenariusz, ale niestety takiego można się spodziewać w chwili globalnego zagrożenia. Ludziom puszczają hamulce, nie ma już nas jest tylko jednostka, która chce przetrwać za wszelką cenę.

Zjawisko globalnej epidemii, która trwa kilka miesięcy przedstawiona jest krok po kroku, praktycznie dzień po dniu, dzięki temu możemy zobaczyć jak każda kolejna doba wyniszcza nie tylko ludzi, którzy są chorzy, ale i społeczeństwo, jako grupę, która boi się zarażenia. Całość podzielone na kilka wątków, które się przeplatają i doprowadzają do świetnego moim zdaniem finału.

Uwielbiam takie kino, filmy katastroficzne, które pokazują jak kruchymi jednostkami jesteśmy. Naprawdę dobrze nakręcone kino nie tylko dla wielbicieli gatunku.