Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA

The Circle – recenzja

The Circle recenzja

Taki ten nasz Tom Hanks kochany! Maluchem z Bielska jeździ, zawsze gra dobrych bohaterów, dobrze mu z oczu patrzy. Nawet jego imię i nazwisko brzmi dobrze – T.Hanks. Dziękuję. No świetny koleś!

I potem dostaję wiadomość, że Hanks gra niezbyt dobrego kolesia w filmie „Krąg”. O kurwełę! Biorę to!

The Circle – recenzja

Tematyka „The Circle” – poważna. Fabuła poprowadzona w dość subtelny sposób. A to o czym jest ten film, w pewnym momencie zaczyna Cię uwierać. Kiedy zaczynasz zdawać sobie sprawę, że jesteś o krok od podobnych zachowań, albo już je masz… Kiedy dostrzegasz, że pewne rzeczy wymykają się spod kontroli, to masz ochotę wyłączyć komputer, odłączyć się od sieci i najlepiej zaszyć gdzieś w głuszy, gdzie Twoimi jedynymi „obserwujacymi” bedą wiewiórki i mech na drzewach.

Poznajemy Mae (Emma Watson) – zwykłą dziewczynę, która zaczyna pracę dla gigantycznego korpo. Praca – ponoć – idealna. Uśmiechnięci ludzie, przyjemna dłubanina, wszystko określone protokołami, ale w sumie jest sympatycznie. Korporacja bardzo rozpieszcza pracowników, ale przede wszystkim – uzależnia od siebie. Pod przykrywką „pomocy” sprawia, że pracownicy nie tylko nie wiedzą jak żyć bez niej, ale – po prostu – nie chcą tego. Nasza bohaterka dostaje ciekawy projekt. I założenie jest bardzo szczodre, może nawet mądre, gdyby nie to, że ingeruje w prywatność. I każdego dnia tej prywatności jest mniej. Mae podpina się do sieci i relacjonuje swój dzień. Ma miliony widzów, którzy oglądają, oceniają, komentują jej codzienność. Oczywiście – sprawy nabierają tempa i nawet zaczynają się sypać. Tak fest… Ale już więcej nic nie napiszę, bo przez długi czas wydawało mi się, że rozpracowałam fabułę, a tu guzik!

Ja już trochę mam ten moment, kiedy wolę przeżywać, a nie relacjonować. Kiedy zaczynam znikać z sieci, a nie w niej zostawać. Kiedy inaczej dobieram ludzi. Kiedy nie chcę czasu tracić na polemikę i dyskusję, bo to czasami zaczyna mieć formy dyskusji na temat koloru turkusowego: jeden widzi w nim więcej odcieni niebieskiego, a inny zielonego. „The Circle” pokazuje nam coś, co jeszcze 5 lat temu wydawać by się mogło skrajną utopią, a dziś, w dobie tworzenia relacji na każdy możliwy temat, to norma. Plus dobrze jest oglądać Watson w innych rolach, nie wspominając już o Hanksie, którego tu niezbyt dużo, ale i tak daje radę.

Dobre kino, als na raz.

Tagi: The Circle – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów