Coraline

ONA:

Był taki czas, kiedy wszyscy dookoła pytali mnie, czy widziałam „Koralinę”, a ja przekornie odpowiadałam, że nie. Kolejna bajka, kolejna zaczarowana kraina, a ja od lat jestem wierna Alicji…

Ale Dave polecał bardzo. Właściwie, wszyscy polecali, jednocześnie podkreślając, że to bajka inna niż takie klasyczne. To animowany light horror, bardziej dla młodzieży i starszych, niż dla dzieci. Skusiłam się. Nie żałuję. Bajka jest świetna! Spełnia wszystkie kryteria filmu, do którego będzie się wracać wielokrotnie.

Koralina jest typową jedynaczką – wiem co mówię. Ale nie chodzi tu o rozkapryszone zachowania, ale o chęć skupienia na sobie uwagi i wypełnienie jej czasu wolnego. Rodzice, przyklejeni do komputerów, zupełnie się dzieckiem nie interesują. Ich głównym zajęciem jest stworzenie katalogu, a to co robi dziecko jest nieważne. Byleby była cicho. Dziewczynka szwędając się po domu dostrzega dziwne, małe drzwi… Po ich otwarciu widzi jedynie mur. Ale oczywiście, nie daje jej to spokoju. I kiedy dziwne sytuacje w nocy zaczynają się dziać, wszystko kieruje ją z powrotem pod małe drzwi. Tym razem muru już nie ma, a kolorowy, psychodeliczny korytarz zachęca ją, by weszła. I wchodzi. A tam widzi jej dom, w zupełnie innym świetle. Szarość i bylakość zmieniła się w coś wyjątkowego. Z kuchni dochodzą zapachy, a rodzice są mili, zainteresowani, troskliwi. Tylko zamiast oczu mają czarne guziki. Trochę creepy to wygląda, ale idźmy dalej. Koralina jest swoim „nowym domem” zachwycona. Ma tu wszystko to, czego brakuje jej po drugiej stronie korytarza. Ale jak to bywa, nic nie jest oczywiste. Okazuje się, że w idealnym świecie ktoś czyha na jej życie… Na szczęście może liczyć na pomoc.

Bajka zrobiona jest przepięknie. Nie ma tu typowych dla Disneya i Pixar zabiegów, nie ma słodko-pierdzących bohaterów, nie ma też typowej „kreski” w grafikach. Fizyczność bohaterów jest nieco dziwna, ale na tym polega cały urok tej historii. Wąskie talie, długie nogi, monstrualne biusty i wyleniały kot. No i te guziki zamiast oczu… Strasznie podobał mi się „krajobraz” wokół Koraliny i zderzenie dwóch światów. Jeden szary, nudny, drugi bijący feerią kolorów i radości. Do tego mamy kapitalną muzykę, idealnie wpasowaną w nastrój, która dodatkowo pobudza naszą wyobraźnię. Całość podana jest w sposób bardzo przyjazny, trochę naiwny, w końcu to bajka, ale bywa zaskakująca. Jest dziwna i podobna klimatem do Alicji w Krainie Czarów. Ale obie historie różni to, że Koralina jest mroczniejsza. Tematyka oniryczno-lustrzana pokazana jest w sposób bardzo dorosły, a zło jest realne.

Świetna sprawa. Baaardzo fajna produkcja. Można polecać!

ON:

Jak bym miał wymienić za co uwielbiam Gaimana, to lista byłaby bardzo długa. Jest jednym z tych autorów, którego historie potrafią przyciągnąć i oczarować tak bardzo, że czasem chcielibyśmy pozostać na zawsze w jego świecie. Po przeczytaniu „Nigdziebądź” chciałem, naprawdę chciałem, aby pod Londynem było „Under”. Czasami zastanawiam się czy jest coś tak baśniowego, jak jego książki i łapię się na tym, że codzienność jest szara, że gwiezdny pył jest po prostu naukowym wyjaśnieniem pewnego zjawiska, że nie ma „Klucza”, który otworzy wszystkie drzwi. Potem zdaję sobie sprawę z tego, że amerykańscy bogowie są zapomniani przez ich czcicieli, pająki mają wiele wspólnego z Anansim , a ja nie wiem czy wolę dym, lustra czy może opowieści z cmentarza. Przyciąga baśniowość, wspaniałość wymyślonych światów, postaci i historii.

Właśnie „baśniowość” jest jedną z cech, którą bardzo trudno oddać w filmach bazujących na dziełach Neila. Trzeba przyznać, że „Stardust” był świetny, piękny, wprost idealny. Niestety, miałem też okazję widzieć kilka innych „stworków”, nie nadających się do niczego. Jest dla mnie jedno dzieło, które kocham i uwielbiam tak bardzo, jak komiks „Sandman”. Bajka, którą mogę oglądać w kółko, bo nie ma w niej ani grama błędu. To „Koralina”, prześliczna poklatkowa animacja, podrasowana delikatnie komputerowo. Pamiętam jak oglądałem ją w kinie kilka lat temu. Na wielkim ekranie wyglądała wprost zachwycająco, teraz po kilku latach odpaliłem ją na laptopie. Tak w ramach wieczornego seansu, do poduszki i uważam, że nie ma znaczenia na czym ją oglądamy. Ona jest tak śliczna, że pewnie na starym „Rubinie” będzie wyglądała genialnie. Animacja to nie pierwsza mocna strona filmu, kolejną jest muzyka wspaniale opisująca całą historię. Każda nuta, każdy dźwięk wpływa nie tylko na to, co dzieje się na ekranie, ale i na nasze emocje. Cudo.

Tak rozpisuję się i zachwalam aspekty dźwiękowe i wizualne, a nie piszę nic o samej fabule. Już to naprawiam. Kto zna Gaimana, na pewno czytał książkę, a także miał do czynienia z obrazem. Jeśli jednak nie mieliście okazji oglądać tej bajki, to biegiem do wypożyczalni lub sklepu i nadrabiać zaległości. Koralina (tak to nie przejęzyczenie) jest jedynaczką. Dziewczyna przeprowadza się wraz z rodzicami gdzieś na dzikie obrzeża, gdzie w wielkim domu mieszkają relikty czasów zamierzchłych. Pan Bobiński, po akcencie wnioskując były rosyjski cyrkowiec, zajmuje się teraz tresurą myszoskoczków. W celu poprawienia ich wyników, zamawia ogromne ilości „cheddara”. Panny Spink i Forcible to dwie podstarzałe aktorki, które otoczone są setką wypchanych sznaucerów. Sam dom także jest „zabytkiem” pełnym skrzypiących podłóg, przeciekających okien i ogromnych przestrzeni. Bohaterka jest skazana na siebie, bo jej rodzice non stop pracują, siedzą przy komputerach i klepią jakiś katalog dla swoich klientów. Więc samotnie spędza kolejne dni, zwiedzając okolice domu, węsząc w każdym możliwym zakamarku. Podczas tych podróży poznaje szalonego chłopaka Wybiego, któremu jadaczka się nie zamyka. Po ogrodzie czasem przemyka także czarny, wyleniały dachowiec, który jest takim brzydkim bratem kota z „Alicji w Krainie Czarów”. Od początku wiadomo bowiem, że coś jest z nim nie tak. Podczas jednej z „wypraw” dziewczyna znajduje małe zatapetowane  drzwi, które otwiera „guzikowy” kluczyk. Od tego czasu zaczyna nocne wyprawy do krainy po drugiej stornie. Co jest dziwne, w ciągu dnia przejście okazuje się zamurowane. A co jest po drugiej stronie? Drugi dom z drugą mamą i tatą. Różnica jest jednak taka, że Ci interesują się Koraliną, gotują jej pyszne obiady, troszczą się o nią. Dostaje ona wszystko, czego zawsze jej brakowało, nic tylko zostać tutaj na zawsze. Jedynym problemem jest to, że rodzice oraz wszystkie osoby w tym świecie zamiast oczu, mają przyszyte guziki. Świat obok naprawdę przyciąga naszą bohaterkę, kolejne cudy pokazywane dziewczynce przez jej drugą mamę po prostu zapierają dech w piersiach. Aby mieć tak cudowne życie i stać się częścią tego świata wystarczy pozwolić przyszyć sobie czarne guziki zamiast oczu. Dziewczynka jest coraz bliższa tej decyzji, jednak okazuje się, że druga mama nie jest tym, za kogo się podaje…

Ja „Koralinę” kocham, ubóstwiam i uwielbiam i zawsze będzie dla mnie na TAK! Warto.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad
  • Klaudia

    Nie zapomnę jak w dniu premiery dzieci wychodziły zapłakane z sali kinowej… Po pierwszym seansie już wiedzieliśmy, że musimy ostrzegać rodziców przy kasie, że bajka jest „mroczna”.

  • koffinkat

    A na mnie kilka osob mawia Koralina nawet :)