Właściwie za recenzję „Darksiders” powinienem zabrać się bardzo, bardzo dawno temu. Nie zrobiłem tego z kilku powodów, między innymi uważałem, że piszę za słabo, aby oddać hołd dziełu, które wydaje się być perfekcyjnym. Gryzłem się z tematem. Udało mi się ukończyć „Darksiders II”, a ja nadal nie pisałem recenzji. Chyba dalej bałem się zemsty Wojny i Śmierci za to, że napiszę do dupy tekst.

Pierwszych „Darksidersów” nie kupiłem na dzień premiery. Ba, czekałem na obniżkę i czekałem długo, bowiem cały czas wydawało mi się, że ten tytuł nie jest tym, czego oczekuję. Koniec końców zaszedłem na giełdę pod Stodołą i w jakiś weekend kupiłem przygody Wojny. Bez emocji wróciłem do domu i wrzuciłem płytę do czytnika. Przygotowałem się na kilka godzin gry. Zamówiłem pizze, kupiłem kilka browarków i redbulli. Wiedziałem, że pogram chwilę, a wieczorem wezmę dupę w troki i przejadę się do centrum, przespaceruję przez ciemne uliczki starego miasta i zapalę sobie papierosa. Niestety, wszystko poszło nie tak jak oczekiwałem. Przygodę z Wojną zacząłem w sobotę około godziny 11:00 zakończyłem dwa dni później, potem zaś dokańczałem brakujące achki. Plan okazał się prosty do zrealizowania: najpierw pizza i browar, później 2x redbull i gra do wyczerpania baterii w organizmie. W niedzielę o 11 znów byłem na nogach. Kawa, konsola, na obiad chińczyk i znów redbulle. Poniedziałek i wtorek urlop. Po trwającym kilka dni maratonie mogę powiedzieć, że trafiłem na idealną grę akcji, która zapewnia długie godziny, zajebistej rozrywki.

Za „Darksiders” odpowiada Vigil Games, a tytuł wydało nieistniejące już THQ. Po upadku wydawcy prawa do gry przejęło Nordic Games i dzięki temu seria ta nadal żyje, a co lepsze – zapowiada się jej kontynuacja, przecież jeźdźców apokalipsy było czterech. Nim jednak poznaliśmy przygody Śmierci, dane nam było wraz z Wojną przemierzać Ziemię i światy wszelakie, aby dowiedzieć się dlaczego Apokalipsa zaczęła się wcześniej niż zaplanowano.

Wojna to facet! Nie babeczka, ale twardy kolo, z siwymi włosami i wzrokiem, który może zmrozić krew w żyłach. Wojna to nieokiełznana maszyna do zabijania, wyposażona w miecz, którego nie uniesie żaden śmiertelnik, w pistolet, który powstrzyma niejedną bestię i rękawicę dającą ogromną siłę. Wojna pojawia się na Ziemi przedwcześnie, a jej nadejście nie wróży niczego dobrego. Jednak im dalej w zgliszcza dogorywającej cywilizacji, tym więcej zagadek i niewiadomych. Zaczynają rodzić się pytania: Kto? Jak? Dlaczego chciał doprowadzić do zagłady ludzkości. Na światło dzienne zaczynają wychodzić brudy i konflikty pomiędzy wysłannikami piekła i nieba, a wojna stoi w środku, pozostawiony sam sobie, bez wsparcia, bez nadziei.

Pod względem graficznym „Darksiders” było i jest jedną z najładniejszych gier, jakie widziałem na konsolach starej generacji. Sama grafika nie jest wyjątkowa, ale bardzo klimatyczna i co najważniejsze – świetnie dopasowana do rozgrywki i występujących w grze postaci. Kolorystyka tego tytułu jest idealna. Za każdym razem przemierzając krainy miałem nieodparte wrażenie, że ktoś musiał poświęcić wiele czasu na przemyślenie znajdujących się tu elementów. Krainy pustynne są pełne skał i piachu, w zielonych rejonach nie zabraknie bujnej roślinności i wody, tereny zimowe są skute lodem. Całość wygląda obłędnie.

Wojna na początku gry zostaje pozbawiony swoich umiejętności i gadżetów. Jednak podczas swojej podróży zaczyna powoli odzyskiwać w pełni swoją władzę. Dzięki czemu lokacje wcześniej niedostępne, stają dla niego otworem. W pewnej chwili zasiada on z powrotem na grzbiecie swojego konia zwanego Ruin i wraz z nim przemierza pustkowia, gdzie między innymi walczy z wielkim Lewiatanem. Sposób odblokowywania kolejnych miejsc, który znany jest z „Devil May Cry” i „Soul Reaver”, sprawdza się idealnie. Dzięki czemu cieszy nas ponowne zwiedzanie tych samych lokacji i odnajdowanie wcześniej niedostępnych sekretów. Warto też zwrócić uwagę na walkę, której w grze nie brakuje. Dzięki kombinacjom, kolejnym odblokowywanym ciosom i umiejętnościom, tworzymy zabójcze dla wrogów sekwencje. Miecz plus pistolet i rękawica to bariera nie do pokonania i nawet potężniejsi wrogowie w pewnym momencie muszą skapitulować.

„Darksiders” jest jednym z tytułów idealnych, w których nie ma się czego do czego przyczepić. Każdy element tej gry jest dopracowany, wręcz dopieszczony. Jedynie czego żałuję to, że nie kupiłem tej gry na premierę.