The Trials of Cate McCall

ONA:

Są aktorki, które dobrze wyglądają z lateksowych wdziankach. Inne – najlepiej wypadają bez bielizny. Jeszcze inne – w mundurkach. I nie, nie dzielę się tu moimi porno fetyszami. Mówię tu o klasycznym filmie. Jeśli chodzi o przylegający lateks – tu moim zdaniem rządzi Scarlett Johansson. Bez bielizny świetnie wypada Sharon Stone, tak – nawet teraz. A jeśli chodzi o uniformy, to zaskoczeniem dla mnie jest to, że bardzo z takimi kostiumami kojarzy mi się Kate Beckinsale. Chyba za dużo razy widziałam „Pearl Harbor” i mocno mi ta produkcja wypaczyła sposób postrzegania tej aktorki… Nie należy ona do moich ulubienic. Kłóciłabym się też, gdyby ktoś ją nazwał „wybitną” – ot, taka tam odtwórczyni ról, zwykle bardzo podobnych mimicznie. I naprawdę ciężko by mi było wymienić więcej niż 5 produkcji, w których powierzono jej role. Jednak w „Niesłusznie oskarżonej” podobała mi się bardzo. Zresztą, film też całkiem mi siadł, ale ostrzegam – to „babska” sensacja, czyli taki dramat z tajemnicą. Cate McCall (K. Beckinstale) to prawniczka, która po chwilowym kryzysie wraca do akcji. Zawodowa ambicja i natłok pracy sprawił, że rozpadła się jej rodzina. To z kolei wpłynęło na to, że kobieta coraz częściej raczyła się lampką wina, no, może dwoma – góra siedmioma. I kiedy wszystko legło w gruzach, w końcu Cate postanawia zawalczyć o własne szczęście. Z urzędu zostaje jej przydzielona dość ciężka sprawa. Nasza prawniczka ma oczyścić z zarzutów pewną dziewczynę, która została oskarżona o morderstwo. McCall szybko obnaża wszystkie błędy, naciągane dowody i całą ukrytą prawdę. Jej klientka zostaje zwolniona z więzienia. Cate z miejsca dostaje propozycje od najlepszych kancelarii. Kariera szybko nabiera tempa i wtedy pojawiają się dwa problemy. Były mąż, który sprawuje opiekę nad ich wspólną córką, pragnie wyprowadzić się wiele tysięcy kilometrów od niej, na co otrzymuje zgodę sądu, a dziewczyna, którą Cate wyciągnęła z więzienia, wcale nie jest taka niewinna, jak o sobie mówiła i jak widziała ją prawniczka. Kariera, rodzina, prawda. Wszystko w jednym czasie – w czasie wyborów, w czasie podejmowania decyzji.

Całkiem możliwe, że ze względu na to, iż jestem kobietą, ten film mi się nawet podobał. Cate McCall to fajna postać, a Beckinstale, ubrana w idealnie skrojony żakiet, ze swoimi problemami, ochotą na karierę i przy jednoczesnej walce o rodzinę, wypada zaskakująco dobrze. Historia – nie powiem – zaskoczyła mnie. Moja czujność została przyjemnie połechtana, kiedy w połowie filmu okazało się, że bohaterka jest niewinna i wychodzi. No heloł? A co się będzie później działo? Co prawda ja bym dodała tam nieco więcej przemocy, jakieś krwi, poodcinanych członków i może z jakimś porwaniem, ale taka delikatniejsza – rzec można „babska” wersja, nie była totalnie spartaczona. Wątpię, że kiedykolwiek wrócę do tego dzieła, ale z dużym dystansem polecić go można.

ON:

Ostatnio praca goni nas tak bardzo, że musimy filmy oglądać hurtowo. Nadganiamy w jeden wolny dzień, którym przeważnie jest niedziela i jedziemy wtedy do oporu. Staramy się wybierać różne gatunki, aby było trochę urozmaicenia, jednak nie zawsze się nam to udaje. Ostatnio trafiliśmy na kilka „dzieł sądowych”, w tym na „Niesłusznie oskarżoną”.

To film, któremu daleko do genialnych „Firmy” czy „Klienta” na podstawie prozy Grishama. Gdzieś rozmywa się ten klimat sali sądowej, zabieganych i dociekliwych adwokatów oraz cwanych przestępców. Głowna bohaterka  -Cate McCall, to dobrze zapowiadająca się prawniczka, która przez problemy z alkoholem nie może opiekować się własną córką, a jej mąż nie stara się jej ułatwić tych spotkań. Ona sama jest na warunkowym, doszła do etapu, w którym dalsze losy będą zależeć od tego, jak bardzo ulegnie terapeutce oraz nadzorowi z urzędu. Teraz nie może sama wybierać sobie klientów i ma zajmować się każdą, przydzieloną z góry osobą.

Właśnie taką jest sprawa młodej kobiety, oskarżonej o morderstwo. Ma dojść do ponownego rozpatrzenia tego procesu. Podczas spotkania z Cate osadzona przyznaje się do wielu czynów, ale nie do morderstwa. Dodatkowo jej zeznania obciążają inne osoby, w tym lokalnych policjantów. Sprawa śmierdzi, lecz jej kolejne elementy wydają się idealnie wpasowywać w cały ciąg zdarzeń. Dociekliwość pani mecenas jest na tyle ogromna, że dochodzi do ponownego procesu, przebadania dowodów i przesłuchań, a koniec końców do zwolnienia i uniewinnienia. Sukces cieszy jak nigdy. Prawdziwe dochodzenie zaczyna się jednak dopiero po zejściu z wokandy.

Ten film niebyły zły, gdyby nie jego niedopracowanie i miałkość. Chyba najlepszą postacią w całym obrazie jest Henry Bridges, grany przez Nicka Nolte’go. Tyle, że jedna drugoplanowa rola nie uratuje całego dzieła. Kate Backinsale jest słabiutka i nieprzekonująca w swojej roli, a cała tajemnicza sprawa, nie jest tak bardzo tajemnicza jakby się to wydawało. Przez to historia wlecze się niemiłosiernie. Z każdą minutą oczekujemy niesamowitego finału, ale go nie otrzymamy.

„Niesłusznie oskarżona” to kino, którego nie trzeba obejrzeć. Nie wniesie ono nic do Waszego życia, a dodatkowo stracicie 90 minut, które można przeznaczyć na inne przyjemniejsze rzeczy.

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad