ON:
Nie ukrywam, że uwielbiam kiczowate kino science-fiction, szczególnie to końca lat 80-tych i początku 90-tych. Jak by nie patrzeć, to lata mojej młodości, a większość „dobrych” filmów oglądało się wtedy na VHS lub od czasu do czasu w „Kinie Zorza” w Rzeszowie. Dziś zaproponowałem Paulinie seans „Człowieka demolki” i zrobiłem to po to, aby zobaczyła, jakie obrazy tworzyło się wtedy, kiedy ona sikała w pampersy. Stanowcze „Nie!” mojej ukochanej uświadomiło mi, że nie dorosła jeszcze do „ambitnych” dzieł. Pozostaje mi pokazać młodemu pokoleniu, co ich ominęło.
Jest rok 1996, bezkompromisowy i brutalny glina John Spartan (Stallone) od wielu miesięcy ściga bezwzględnego przestępcę Simona Phoenixa (Snipes). Konfrontacja jest dość wybuchowa. Udaje się pojąć bandziora, ale przy okazji ginie cała masa zakładników. Ktoś z wymiaru sprawiedliwości wpadł na pomysł, że odpowiedzialność za śmierć niewinnych osób ponosi John. Wyrok zapadł i obaj panowie lądują w więzieniu. Jednak postanowiono ich podać eksperymentalnemu „zahibernowaniu”, a zwolnienie warunkowe może się odbyć dopiero za około 40 lat. Mijają kolejne zimy, więźniowie się zamrażają, a otaczające społeczeństwo zmienia się i ewoluuje. Nastaje rok 2032. Wyeliminowano przestępstwa, używki i wszystko, co jest szkodliwe, zostało zakazane. Za przekleństwa możesz dostać mandat. Bzykanko jest nielegalne, całowanie jest nielegalne, papierosy są nielegalne. „Świat stał się skończoną autoparodią, a rządzą nim cipy w szlafrokach” – to słowa Simona. W tym wyidealizowanym, spokojnym społeczeństwie nie ma chaosu. Oczywiście do czasu, ponieważ jakimś cudem podczas procedury rozmrażania, Phoenix daje nogi za pas i robi to w iście filmowym stylu. Kilkanaście trupów, rozwalone samochody i budynki, to dopiero początek jego krwawej krucjaty. Ponieważ „ciotuchowate” służby policyjne nie potrafią sobie poradzić z jednym kolesiem z XX wieku, młoda i ambitna pani policjant – Lenina Huxley (Sandra Bullock) wpada na pomysł, aby rozmrozić jego największego wroga, czyli Johna Spartana. Pomysł nie podoba się jej przełożonym oraz kreatorowi tego wyidealizowanego świata, doktorowi Reymondowi Cocteu. To właśnie ten facet przyłożył swoją rękę do ucieczki przestępcy, a zrobił to po to, aby wykorzystać go do własnych demonicznych celów. Spartanowi w końcu zaproponowano zwolnienie warunkowe w zamian za złapanie i doprowadzenie przed wymian sprawiedliwości ciemnoskórego „muthafuckera”. 36 lat w zmarzlinie nie wpłynęło za dobrze byłego policjanta, poza tym styczność z tym, co nowe, powoduje u niego mały wkurw. Zamiast papieru toaletowego w kiblu są jakieś trzy muszelki, za każdym razem jak przeklniesz automat wydrukuje ci mandacik, a w restauracji dostaniesz niejadalne gówno. Jego przewodnikiem po nowym świecie zostaje wspomniana pani policjant. Spowodowane jest to tym, że dziewczę od wielu lat zafascynowane jest dwudziestym wiekiem i dzięki temu jest w stanie nawiązać jakiś kontakt z policjantem z przeszłości. Będzie wiele wybuchów, strzelanin, pościgów, chamskich tekstów i mordobicia. Nie jest to kino wybitne i wyszukane, ale świetnie relaksuje, szczególnie, jeśli oglądacie go w męskim gronie z odrobiną wódeczki.
