ON:

“War. War never changes.
Since the dawn of human kind, when our ancestors first discovered the killing power of rock and bone, blood has been spilled in the name of everything: from God to justice to simple, psychotic rage.”

Każdy fan gier komputerowych bez problemu powie, z jakiego dzieła pochodzą te słowa i jaki aktor je odczytał. Nie ma się, co dziwić gdyż mamy do czynienia z dziełem wręcz kultowym. Mowa o serii, „Fallout”. W 2008 roku minęło dokładnie 10 lat od momentu, kiedy Black Isle Studio, odpowiedzialne za pierwsze dwie części tej wspaniałej gry, wyciągnęło kopyta, a projekt „Van Buren” pozostawił po sobie tylko tony dokumentacji i grywane demo technologiczne. Wielu z nas graczy, w tym ja, stwierdziliśmy, że już nigdy nie wyruszymy na pustkowia. I pewnie tak by się stało, gdyby nie Bethesda Softworks, która oznajmiła, że odkupuje od konającego Interpleya prawa do marki i świata. Pojawiło się światełko w tunelu, a każdy fan modlił się, aby światełko nie okazało się pośpiesznym do Warszawy. Blady strach padł na community, bo Bethesda do tej pory najbardziej znana była z wysoko ocenianego, ładnego, ale tylko po zmodowaniu i nudnego jak flaki z olejem „Obliviona”.

W końcu na konsole  i na PC-ty pojawił się „Fallout 3” zwany potocznie F3, a przez złośliwców ochrzczony modem do “Obliviona”. Jak by nie patrzeć tytuł ten korzysta z silnika tego cRPG. Bethesda porzuciła stary model izomerycznego, turowego RPG kosztem FPS-a, mającego aktywną pauzę podczas walk. Przez to początki gry dla osoby, która pamięta piksele na ekranie, mogły być trudne i wielu graczy zadawało sobie pytanie: „Co ci kolesie zrobili z Falloutem?”. Całe szczęście nie taki diabeł straszny, jak go malują i po pierwszych kilkunastu minutach gry bez problemu można było się przestawić na inny tryb rozgrywki.

Od „Obka” upłynęło trochę wody w rzekach Imperium, co spowodowało, że i postacie stały się ładniejsze, twarze dokładniejsze, a sama grafika nie budziła zbytnich zastrzeżeń. Ale najlepsze czekało na nas, gdy już poradziliśmy sobie z „K.O.Z.Ą” i opuściliśmy Kryptę. Ogromne było moje zaskoczenie, gdy mym oczom ukazał się ciągnący się po horyzont postapokaliptyczny świat. Zniszczone budynki i pojazdy, wypalona ziemia i martwe zwierzęta, hordy mutantów i bandytów, którzy nie mając jedzenia zabijali i zjadali napotkanych podróżnych. Oczywiście, sprzęt wszelaki, mimo, że uległ lekkiej modyfikacji graficznej, nadal pozostał stylizowany na retro future i przypomina rzeczy użytkowe i nie tylko z lat 50-tych. Nie zmieniono także systemu „skili” i „perków”, jaki był nam dobrze znany z poprzednich części, pojawiło się kilka nowych, ale nie ma to wpływu odbioru całej gry. Dodatkowo w czasie podróży przez pustkowia, jeśli pojawimy się w zasięgu anten nadawczych, to przy pomocy naszego PipBoy 3000 możemy posłuchać sobie lokalnych stacji radiowych, które nadają często ważne dla nas informacje, a wraz ze sposobem naszej rozgrywki pojawią się także wzmianki o naszych czynach.

Główny wątek związany jest z poszukiwaniem naszego ojca, który opuścił kryptę i nie kwapił się nam powiedzieć dlaczego. Historia ta jest tylko szkieletem i może zostać ukończona dosłownie w kilka godzin, ale każdy prawdziwy gracz nie odpuści sobie przeczesania pustkowi w celu znalezienia ogromnej masy lokalizacji i przedmiotów. Podróże te przepełnione będą dodatkowymi questami oraz randomowymi spotkaniami z wrogami i nieznajomymi.

Główna zaletą F3 jest to, że nie stracił on za wiele z klimatu, jaki miały poprzednie części. Dzięki widokowi pierwszoosobowemu można powiedzieć, że czasem jest nawet straszniej, bo nie wiemy, kiedy jakiś „bebok” wyskoczy nam na plecy.

Na chwile obecną mam za sobą 76 godzin gry, odkrytą całą mapę i zrobionych około 90% questów z podstawki oraz wydanych później DLC. „Fallout 3” potrafi wciągnąć niemiłosiernie, bo jest to naprawdę świetna gra. Po pierwszym uruchomieniu mnie odrzuciło, ale przełamałem się i nie żałuję tej decyzji, gdyż satysfakcja, jaką otrzymałem była ogromna. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zagrać w tę grę, to warto sobie ją zakupić, szczególnie, że w chwil obecnej wersja GOTY kosztuje grosze.