ONA:

Na podstawie filmów, które świadomie mniej lub bardziej wybieram, łatwo można określić mój aktualny stan psychiczny. Bez zbędnych szczegółów, ale komedie romantyczne wybieram w TE dni, horrory i thrillery gdy mam kurwice, a durne parodie – gdy jest mi ciężko psychicznie. Dlaczego? Bo żaden procac, xanax czy inny psychotrop nie działają równie dobrze, co zwykłe, klasyczne, zalecane przez lekarzy i farmaceutów ODMÓŻDŻENIE. To jakby połączenie stanu nieważkości, pływania i odlotu po dragach, zafundowane naszemu umysłowi i psychice. Polecam co najmniej raz w tygodniu.

„Haunted House” to nie jest film, który należy do grona ambitnych, eleganckich, wyrafinowanych dzieł. Ba, ono jest ekstremalnie daleko od tych cech. To nie jest film, w którym mamy kulturalny humor i gagi, tu jest pierdzenie, śmianie się z homoseksualistów, totalny brak poprawności politycznej oraz bazowanie na stereotypach. Ale co się dziwić, jest to debiutanckie dzieło kolesia, który do tej pory grał przygłupiego Shorty’ego w filmach spod szyldu „Scary movie”. Marlon Wayans nie tylko stanął za kamerą i napisał scenariusz, ale on przede wszystkim gra pierwsze skrzypce w tej produkcji i widząc jego uroczą mordkę wiem, że będzie dziko.

Zaczyna się od tego, że Malcolm (M. Wayans) kupuje nową kamerę i postanawia kręcić wszystko to, co dzieje się w jego życiu. A dzieje się wiele, szczególnie teraz, gdy wprowadza się do niego jego kobieta – Kisha (Essence Atkins). Koleś chce zrobić kronikę wydarzeń ich wspólnego życia… Liczy na dobre żarcie i jeszcze lepszy seks, ale cóż… Dodatkowo coś dziwnego zaczyna się dziać w ich domku i chyba… mają ducha. Przedmioty zaczynają się niebezpiecznie ruszać, słychać jakieś dziwne dźwięki i w ogóle wszystko jest dziwne… Czy ma to coś wspólnego z prochami ojca dziewczyny? A może sprzątaczka jest członkinią jakiegoś mrocznego kościoła? Robi się ciekawie…

Oczywiście „Haunted  House” to totalna parodia kina grozy, wypełnionego duchami, demonami, diabłami i całą resztą tajemniczych zjawisk paranormalnych. Widzimy tu motywy typowe dla różnego rodzaju „Egzorcyzmów” i „Egzorcystów”, „Paranormal Activity”, czy nawet „Sinistera”, a wszystko zanurzone w bezczelnym i chamskim humorze, bez świętości! I przyznam szczerze – kilka scen mnie ZABIŁO. Nie ma nic lepszego niż napad śmiechu, który wywołuje bezwarunkowe popłakanie się, zadyszkę i bezdech jednocześnie. Szczególnie o 1-2 w nocy, kiedy 3 na 5 domowników już smacznie chrapie. Natomiast – i tu informacja chyba najważniejsza i wręcz kluczowa – to jest pastisz, parodia, karykatura filmu, bo chyba nie wszyscy są tego świadomi, szczególnie ci, którzy wystawiają w dziesięciostopniowej skali najniższe noty. To ma takie być. To ma być chamskie, wredne, obrzydliwe i ohydne. To nie jest dzieło dla ludzi, którzy pozbawieni są zdrowego dystansu. Jeśli ktoś ma problem ze scenami wypełnionymi pierdzeniem czy masturbacją (nie zdradzę czym!), to zdecydowanie powinni zrezygnować z oglądania tego dzieła. Natomiast – i to powiem z totalną pewnością i odpowiedzialnością – moim zdaniem jest to kapitalne kino odmóżdżeniowo-imprezowe.

„Haunted House” to kinematograficzna chamówa. Prosta i ograniczona jak dres-ochroniarz pod klubem „Vanessa”. Ale beka – przednia.

ON:

Wieczór u Marudów przeważnie zapełniony jest pracą, a później do poduszki, kiedy Bowie już smacznie chrapie, odpalamy jakiś film. Różnie jest z repertuarem, zależny on jest od wielu czynników takich jak: humor, poziom zmęczenia, nastawienie do otaczającego nas świata. W dniu wczorajszym Papi stwierdziła, że powinniśmy obejrzeć jakąś komedię i tak oto trafiło na „A Haunted House”.

Ponieważ uwielbiam horrory, to komedia napierdzielająca się z klasyków gatunku jest dla mnie jak znalazł. Od początku bowiem doszukiwałem się podczas kolejnych scen nawiązań do znanych mi filmów grozy. Zaczyna się od tego, że poznajemy Malcolma, który przy pomocy swojej nowej kamery zaczyna nagrywać wydarzenia z jego codziennego życia. Sprzęt nagrywający staje się jego nowym przyjacielem. Dzięki filmom, jakie powstaną z jego i nie tylko jego ręki, będzie się on dowiadywał o wszystkim, co wydarzyło się w domostwie. Najlepszym pretekstem do rozpoczęcia nagrywania, jest wspólne zamieszkanie razem z Keishą, jego ukochaną. Niestety, początek nowego, wspólnego życia przestaje być wspaniały już na samym początku, kiedy kobieta rozjeżdża włochatego czworonożnego przyjaciela. Malcolm mało nie wypłakał oczu, ale w końcu pozbierał się do kupy i postanowił, że nie będzie się dołował, bowiem czeka go pierwsza noc z ukochaną, a co za tym idzie będzie dużo wyuzdanego seksu. W czasie gdy ukochana przyodziewa się w „coś wygodniejszego”, bohater zabawia się z dwoma pluszakami, aby pokazać nam co ma zamiar zrobić ze swoją kobietą. Uwierzcie mi, rzeczy są baaaardzo, ale to baaaardzo wyuzdane. Nie dochodzi jednak do stosunku, ale i tak pierwsza noc jest dość wyjątkowa. Wszytko przez to, że ukochana pierdzi jak koń. Jej bączysławy podnoszą kołderkę, mówią ci “Cześć” i rozpływają się w powietrzu. Pierwszy, drugi, trzeci, piąty i oczy Malcolma zaczynają łzawić. Kolejne noce są spokojniejsze, jeśli chodzi o użycie gazów bojowych, ale w zamian w domostwie pojawia się jakaś niewidzialna siła, która chyba nie do końca ma pokojowe zamiary. Zakochani postanawiają zasięgnąć pomocy specjalistów. W domu pojawia się medium – facet, którego bardziej ciekawi czarny tyłek Malcolma, niż coś co nawiedza mieszkanie. Znajomi, którzy ich odwiedzają, także skupiają się na zabawach cielesnych i wymianie partnerów, a nie problemach jakie otaczają parę. Zaczynamy się zastanawiać, co jest powodem zjawisk paranormalnych. Czy to dziwna gosposia, a może urna z prochami ojca stojąca w salonce? Ciężko powiedzieć.

„A Haunted House” nabija się ze wszystkiego co święte. Nie ma tutaj poprawności politycznej, za to są stereotypy, pierdzenie, sranie i ruchanie. Uważny widz, fan horrorów znajdzie tutaj nawiązania do „The Blair Witch Project”, „Sinister”, „Egzorcyzmów”, ale i „The Ghostbusters”, czy też „Rec”. To oczywiście tylko kilka z wielu filmów, z których sceny zostały sparodiowane. Nie jest to ambitne kino, ma braki, ale jako imprezowy odmódżacz sprawdza się idealnie. Zgadzam się z tym, że to kino „na raz”, ale jest to „raz” całkiem śmieszny. Naprawdę warto zobaczyć „A Hanted House” dla kilku „zabójczych” scen.

Na koniec mini konkurs.

Dla naszych fanów portal pozwalający zamówić jedzenie na wynos foodpanda www.foodpanda.pl przygotował niespodziankę. Wśród wszystkich, którzy skomentują dzisiejszy wpis, rozlosujemy jedno podwójne zaproszenie do kina Atlantic w Warszawie. Bilety można wykorzystać na dowolny film (nie może być to seans premierowy ani film 3D). Macie czas do juta do końca dnia. Bilety ważne są do 30 czerwca 2013.

Foodpanda – pokaże Ci oferty wielu restauracji w Twojej okolicy. Po prostu wpisz swój adres lub kliknij na swoją lokalizację na mapie i przeglądaj restauracje. Możesz też uporządkować restauracje pod względem kuchni lub przedziału cenowego. Wyszukiwarka pokaże też czy restauracja jest otwarta i do której godziny można składać zamówienie. Zamawianie jedzenia przez internet jeszcze nigdy nie było takie proste!