Funky Koval

ON:

Gdy w Polsce jedynym znanym pismem związanym z science-fiction była „Fantastyka”, na rynku pojawiło się dzieło wybitne, które mimo upływu wielu lat nie zestarzało się wcale. Było to w czasach, gdy naczelnym nowo powstałego kwartalnika pt. „Komiks Fantastyka”, będącego uzupełnieniem wspomnianej wcześniej „Fantastyki”, był Adam Hollanek, człowiek znany i podziwiany w fantastyczno-naukowym świecie. Gdy piszę te słowa leży przede mną pierwszy zeszyt „KF”, wydany w 1987 roku, w którym znajduje się genialny, wspaniały, fascynujący i chyba najlepszy polski komiks wszechczasów – „Funky Koval”

Pamiętam to jak dziś, gdy jako 7 letni dzieciak wyprosiłem 180 złotych polskich i w podskokach popędziłem do kiosku znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Tam na wystawie leżał nieznany mi nigdy wcześniej komiks. Ponieważ nie czytywałem jeszcze wtedy „Fantastyki”,  nie miałem pojęcia, że  pojawił się on dużo wcześniej na łamach tego miesięcznika. Tyle, że wtedy było to wydanie w częściach i bez kolorów. Na mojej – trzymanej właśnie w ręce – wytartej już i lekko nadgryzionej zębem czasu okładce, zamieszczony jest kadr, na którym widać uciekających przed wybuchem Brendę Lear oraz Funkiego Kovala, oboje są w skafandrach kosmicznych, a przed nimi biegnie dziwny, przypominający insekta stworek. Później dowiedziałem się, że jest to Droll. Pod spodem widnieje napis „Bez oddechu” oraz „Funky Koval”.

Pani z kiosku wydała mi 20zł polskich, gdyż otrzymała ode mnie dwa czerwone banknoty stu złotowe, a ja tuląc do piersi nową zdobycz, wróciłem do domu, gdzie po umyciu rąk zasiadłem do lektury. Tak umyłem ręce. Od małego, za każdym razem, gdy siadam do czytania czy to książki, czy też komiksu myje łapy, aby nie zostawiać śladów na kartkach. Książkę boli jak się o nią nie dba, gdy zagina się jej kartki lub wygina grzbiet. Ale wróćmy do rzeczy. Wtedy dla 7 letniego dzieciaka nic nie mówiły nazwiska autorów, którzy stworzyli to dzieło. Kto to Paradowski? Kim jest Polch? Jaki Pan Rodek? Po wielu latach nadrobiłem brak swojej wiedzy i mogę powiedzieć, że panowie mieli wiele rzeczy na swoim koncie, ale nic nigdy nie przebiło „Kovala”.

funky_koval_marudzenie

„Bez oddechu” jest pierwszym z 4 tomów kosmicznej sagi sensacyjnej, z której pierwsze trzy zeszyty są majstersztykiem, a o czwartym się nie będę wypowiadał. Wszystko zaczyna się od wizyty buńczucznego i pewnego siebie Kovala w biurze szefa Departamentu Policji Kosmicznej. Już w progu zaczyna on swoją gadkę „Powiedziano mi, że licencje detektywów kosmicznych załatwia pan od ręki”. Grubawy policjant tylko zapytał: „A pańskie referencje?”. FK: „Por. Funky Koval. Air Star Force. Pięć lat czynnej służby. Miliardy na liczniku. Odznaczenia. Także Srebrna Gwiazda Palantiru.”

W ten oto sposób poznajemy cholernego przystojniaka, zawadiakę i genialnego przyszłego detektywa – F. Kovala. W ramach testu na licencje musi się wykazać podczas akcji, której celem jest eskorta przesyłki na promie kosmicznym. Po trzech dniach podróży szlag trafia jeden z silników statku, którym podróżuje on i ekipa. Wezwany pobliski pojazd ratunkowy przybywa w kilka chwil, ale coś nie pasuje detektywowi, gdyż jeden z kolesi jest do niego za bardzo podobny. Szybkie mordobicie i wszystko jest wiadome. „Sprawa jasna. To piraci” – mówi do siebie Funky. Nasz bohater nie pieprzy się z bandziorami, a przypadkowym pomocnikiem podczas akcji jest piękna brunetka. Okazuje się, iż Pani ta także jest z ochrony, a właściwie z prywatnej Agencjii Universs i zwie się Brenda Lear. Po wspólnej akcji poleca go swojemu szefowi – Paulowi Barleyowi, który postanawia dać mu szanse. I tak oto Funky ląduje w szeregach jednej z najlepszych, jak nie najlepszej agencji detektywistycznej w galaktyce.

Pierwszym zadaniem jest ochrona wyborów Miss Universum 2082, która w pewnej chwili przebiega bardzo wybuchowo. Nie ma sensu za bardzo rozpisywać się nad całą akcją, wystarczy wiedzieć, że uratował tyłeczek ślicznej Miss Lilly, z którą spędzi zasłużony urlop. W czasie gdy oddają się hedonistycznym przyjemnościom, zamieszki i rozróby opanują całą planetę. Ludzie po prostu zaczęli wariować. Wtedy też pierwszy raz pojawiają się Drolle, isnektopodobna rasa rozumna, która bez zgody ziemskiego rządu rozpoczęła manewry w całym układzie słonecznym. Agencja dostała rozkaz, aby zbadać sytuację. Padło na Kovala. Kolejna sprawa i kolejny sukces, a wiadomo – tacy ludzie jak on nie są szczególnie lubiani przez „złą stronę”. Podpadł on panom ze „Stellar Fox” – syndykatu, w którym interesy nie zawsze robi się w sposób zgodny z prawem. Historia zaczyna nabierać rumieńców. Stellarzy porywają detektywa i wszczepiają mu pod skórę nadajnik, który wyzwala jego najgorsze zwierzęce instynkty. Chip miał spowodować, że „marionetka” zastrzeli brużdżącego syndykatowi senatora Bobbera. Jednak Brenda podczas „małych igraszek” znajduje nadajnik i agencja stwierdza, że wykorzystają broń „Stellar Fox”. Nie wszystko idzie zgodnie z planem, senator zostaje zastrzelony, a Koval wrobiony w morderstwo. Tylko szybka akcja pracowników agencji ratuje jego tyłek. W mediach wrze, Funky się ukrywa, a biuro traci kontrakt na zlecenie rządowe na planecie DB-4.

funky_koval - marudzenie

Paul Barley nie daje się jednak tak łatwo zmanipulować i cała trójka udaje się na wspomnianą planetę, gdyż chcą wyjaśnić dlaczego komuś zależy na tym, aby ukręcić łeb tej ekspedycji. Jesteśmy w połowie komiksu, w połowie pierwszej części. Misja jakiej się podejmują, trochę wyjaśni, ale nadal pozostanie wiele niewiadomych. Nie będę zdradzał co się będzie działo dalej, ponieważ ciąg dalszy tej historii będziemy mogli śledzić w tomie drugim pod tytułem „Sam przeciw wszystkim”. Z ciekawostek warto powiedzieć, że Koval naprawdę namiesza pomimo złamanej ręki, Brenda wyląduje w szpitalu, a tajne akta „Stellarów” nie będą już tak tajne. Scenariusz drugiego tomu, to wręcz perełka, dzieło genialne. Jej uzupełnieniem jest ostatni tom prawdziwej serii pt. „Wbrew sobie”. Tutaj już nie mogę napisać za wiele, bo każda kartka tej historii odpowiada na kolejne pytania, jakie sobie zadawaliśmy wcześniej. Koniec jest wręcz intrygujący.

Minęło dobre dwadzieścia lat, zabrakło jednak geniuszu Rodka, a Polch i Paradowski pod presją fanów stworzyli ostatnie zamykające całość dzieło. Niestety, panowie się sparzyli na tym czymś, co nie za bardzo mogę nazwać godną kontynuacją. Komiks, zamiast wytłumaczyć wszystko, jest pełnym niedomówień, brzydkim graficznie tworem, który równie dobrze mógł nie powstawać. Każdy prawdziwy fan wie co mam na myśli.

Jeśli zaś skupimy się na pierwszych trzech tomach dostaniemy dzieło wybitne. Historia jest świetnie narysowana, wręcz sama się prowadzi, a my z zapartym tchem przewracamy kolejne strony czekając na następną zagadkę i kadr pełen akcji. Warto zauważyć, że wiele momentów, jak i scen, nawiązuje do tego co działo się w Polsce lat 80/90, między innymi „trójkątny stół”, postać „Urbana” itp. Komiks stał się tak znanym dziełem, że podobno miała się pojawić jego filmowa wersja. Pozostaje nam czekać.

Jeśli chodzi o kino polskie raczej nie mamy czego szukać w wielkim świecie. Okazuje się jednak, że inne rodzime dzieła potrafią zrobić światową furorę. Jednym z nich jest stary poczciwy Koval. Polecam, każdemu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad
  • Czaami żałuję, ze komiksy zawsze traktowałem jako biednych i dalekich kuzynów książek. Ale tylko czasami – Funky Koval, Thorgal i Bogowie z kosmosu to w zasadzie wszystko, co pamiętam z dzieciństwa. No i Tytus, Romek i Atomek :)