ON:
„Gatling Gears” przeczekało na dysku mojego Xbox-a dwa lata. Dwa lata do czasu gdy wreszcie przekonałem się do jego rozpoczęcia i co najważniejsze ukończenia. Z pomocą przyszedł mój kumpel – „Szary”. Trzeba przyznać, że warto było dać grze szansę.
Produkcja stworzona przez Vanguard, a wydana pod skrzydłami EA, przenosi nas do wymyślonego uniwersum, w którym bardzo duża część zasobów naturalnych została wyeksploatowana, a sama struktura Ziemi jest bardzo krucha i często rozpada się pod ludzkimi stopami. Lekko steampunk’owy klimat uzupełniają machiny bojowe, którymi przyjdzie nam sterować. Wszystko zaczyna się w obozie szkoleniowym, gdzie nauczymy się podstaw kierowania naszymi maszynami. Planszę widzimy z lotu ptaka, właściwie w rzucie izomerycznym, który idealnie pasuje do tego typu gier.
„Gatling Gears” jest typowym shoterem, w którym jedna gałka pada odpowiada za ruch, a druga za strzał z broni głównej. Pod dwoma klawiszami mamy jeszcze wyrzutnię granatów oraz ciężkie działko. Każdy z elementów mecha można upgrade’ować po zebraniu odpowiedniej liczny złota, które znajduje się na każdym z etapów. Coraz to lepsze elementy pancerza i uzbrojenia przydadzą się szczególnie na wysokim poziomie trudności.
Gra podzielona jest na 5 rozdziałów, a każdy z nich posiada 5 etapów. Ostatni z nich to boss. Trzeba przyznać, że twórcy byli bardzo pomysłowi jeśli chodzi o tych „przyjemniaczków”. Mamy do czynienia z różnymi wielkimi maszynami, które trzeba zniszczyć w odpowiedni sposób. Ważne jest, aby zapamiętać wzór kolejnych strzałów i ruchów. Dzięki temu będzie nam o wiele łatwiej ukończyć każdą walkę. Ostrzegam jednak, że na poziomie hard, jest naprawdę ostro. Niestety, levele nie są zrównane pod względem trudności. Czasami są one bardzo krótkie, a czasami długaśnie i przepełnione przeciwnikami. Przygotujcie się na naprawdę duże wyzwanie.
Graficznie „Gatling Gears” jest naprawdę bardzo ładne. Kolorowe plansze zróżnicowane są pod względem wyświetlanego otoczenia. Zwiedzimy skaliste, pokryte lasem wzgórza, miasto pełne fabryk i lodowe przełęcze, ba – pozwolono nam połazić nawet po pustynnych jaskiniach. Nasze mechy zmieniają się za każdym razem, jak je ulepszymy, poza tym możemy odblokować kolejne wzory malowania, a także aurę i peta. Takie sympatyczne drobiazgi.
Gra dostępna jest na rynku Arcade i kosztuje około 30 złotych, to niewiele za około 10 godzin rozgrywki i to naprawdę dobrej rozgrywki. Za te pieniądze uważam, że warto.
