ON:
“I UNDERSTAND “FUCKING JAP” YOU ASSHOLE”
Takeshi Kitano miał dość dziwną ścieżkę kariery filmowej. Pochodzący z biednej japońskiej rodziny, w której ojciec rzemieślnik trzymał wszystkich bardzo krótko, raczej nie podejrzewał, że kiedyś wyląduje przed filmową kamerą. Studenckie lata, pozwoliły wyrwać mu się ze szponów rodzinnego domu, a także posmakować innego niż do dotychczas życia. Zmienił kierunek studiów i szukał swojego miejsca na świecie. Przypadkowo spotkał Kiyohi Kaneko, z którym założył komiczny duet „The Two Beats”, od tego czasu zaczął posługiwać się scenicznym pseudonimem Beat Takeshi. Brak poprawności politycznej i złośliwy, chamski dowcip bardzo szybko przyniosły im rozgłos. Ciężko było mu zerwać z etykietką komedianta, ale nadarzyła się okazja, której nie miał ochoty zmarnować. Był to klasyczny już film „Merry Christmas, Mr. Lawrence” z Davidem Bowie w roli głównej. Kariera Kitano zaczęła pędzić. Jego filmy często poruszały tematykę japońskiego środowiska mafijnego, które pomimo, że brutalne, jest także diablo honorowe i kieruje się specyficznym kodeksem. Z tego powodu wielokrotnie zarzucano Takeshiemu, że jego rodzina miała powiązania z Yakuzą, czemu stanowczo zaprzeczał. W 2000 roku pojawił się jego pierwszy film wyreżyserowany i nakręcony poza granicami rodzinnego kraju, kultowy i brutalny „Brother”.
Film z jednej strony bardzo amerykański, z drugiej – czerpiący garściami z japońskiej kultury i mafijnych honorowych zasad. Yamamoto (Kitano), który musi opuścić rodzimy kraj po tym, jak jego „klan” zostaje wymordowany, przenosi się do USA. Tutaj odnajduje swojego brata, płotkę w lokalnym, narkotykowym półświatku. Typowy kolo na posyłki zawsze dostający po dupie. Yamamoto dość szybko bierze sprawy w swoje ręce i zaczyna rządzić grupką. Szybko wychodzi na wierzch jego stara azjatycka szkoła. W szeregach pojawiają się nowi członkowie, a mieszana ekipa rośnie w siłę.
Kitano nie przebiera w środkach i w sposobie serwowania opowieści. Brutalność, to jej podstawowy element. Yamamoto, Ronin bez pana, zakłada własną rodzinę, co jest raczej złamaniem kodeksu samurajskiego, gdyż powinien popełnić samobójstwo i odejść z honorem wraz z głową klanu. Oddanie i przywiązanie do tradycji widać także w osobie Kato, przyjaciela Yamamoto i to klasyczny przykład ślepej wierności do „mafijnego brata”. Kato nie obawia się chwycić za broń, nawet w chwili, gdy musi na szali postawić swoje życie. Beat Takeshi dość mocno rysuje kreskę oddzielającą od siebie dwie kultury – japońską i amerykańską. Czarnoskóry Denny jest tego najlepszym przykładem. Jego zmiana, sposób w jaki dojrzewa do tego, aby przyjąć mafijne zasady, jest symboliczna. Nie będzie on nigdy oddany kodeksowi w sposób, jaki był Ghost Dog z filmu Jermusha, ale i tak widzimy tą metamorfozę, szczególnie w drugiej części filmu. Nie mogło oczywiście zabraknąć wątku miłosnego, który wypełnia tutaj azjatycka prostytutka/gejsza. Kato podsumowuje ją jednym zdaniem „Nie wiem czy jest ładna, czy brzydka, ale na pewno ma klasę”. Ona także dodaje pewien element komiczny.
Film Kitano można rozkładać na wiele warstw i analizować go na wiele sposobów i żaden nie będzie zły. Wszystko dlatego, że azjatycka mafijna opowieść, przeniesiona na amerykański grunt, przyjęła się bardzo dobrze i poza tym jest ona uniwersalna, gdyż porusza te same wartości, które pomimo różnicy kulturowych, są uważane za wzór. Mowa o oddaniu, przyjaźni, zasadach, które niezależnie od koloru naszej skóry zawsze stawiamy na pierwszym miejscu, gdyż mają one największą wartość. Takeshi Kitano stowrzył dzieło wyjątkowe pomimo swojej surowości i japońskiego stylu, który tak bardzo różni się od znanego nam kina i czasami przez to odrzuca od siebie widza.
“Brother” to klasyka, którą trzeba zobaczyć.
