Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner GRY RECENZJA

Helldivers (PS4)

ON:

„Żołnierze kosmosu” to jeden z tytułów, który w jakimś stopniu przypomina grę w „Helldivers”. Propaganda wylewa się ze ekranu, a nasi żołnierze, to po prostu tryby w maszynie. Całe szczęście tryby, które mogą walczyć o swoje życie.

Gdy po raz pierwszy odpaliłem grę, która zupełnie bez echa pojawiła się na rynku PSN, byłem niesamowicie zaskoczony. Zachęta do przyłączenia się do obrony Super Ziemi jest tak wielka, że ciężko się jej oprzeć. Wolność i demokracja wołały o moją pomoc! Postanowiłem, że pomogę!

helldivers-recenzja-marudzenie

I dobrze wybrałem, bowiem „Helldivers” potrzebuje żołnierzy – osób, które poświęcą swój czas na ratowanie galaktyki. Warto zwrócić uwagę, że każda chwila naszej gry, to niesamowita, przewrotna propaganda, która zmusza nas do wykonania kolejnych kroków, zadań, misji. Gdy zastanowimy się przez chwilę, zdamy sobie sprawę z tego, że jesteśmy jedynie pionkiem w kolejnych partiach, zażądanych przez „los”. Mamy bowiem do czynienia z różnym rodzajem przeciwnika, który atakuje w sposób niejednoznaczny i nie pozwala łatwo zabrać sobie ziemi.

Z racji możliwości współpracy możemy mówić o „shooterze” podobnym do Left 4 dead. Dlaczego? Bowiem, pojawia się tutaj współpraca kanapowa, friendly fire i kilka innych drobiazgów. Nasz bohater ginie bardzo szybko i trzeba naprawdę się postarać, aby nie umrzeć podczas wykonywania misji. Całe szczęście podczas zadań możemy korzystać ze wsparcia w postaci dodatkowej amunicji, nalotu, czy też mechanicznych pojazdów. Gdy skorzystamy ze wspomnianych ulepszeń, musimy przeczekać chwilę, na odnowienie umiejętności.

PS4-HELLDIVERS-recenzja marudzenie

Nasi wrogowie to bardzo zróżnicowana ekipa. Mamy drobnicę, która atakuje w zwarciu, pojawiają się cyborgi wyposażone w broń do destrukcji, ale nie stanowiące większego problemu, a na koniec pojawiają się lluminates, których pokonanie stanowi dość duże wyzwanie. Misje rozgrywają się na losowo przygotowanych mapach, a nasi żołnierze mogą zginąć zupełnie niespodziewanie, np. podczas zrzutu broni.

„Helldivers” wygląda naprawdę niesamowicie. Każda planeta to praktycznie inny klimat. Walczymy między innymi na bagnach, w lasach, miastach czy na pustyniach. Nasze zmagania wspomagane są efektami specjalnymi, takimi jak wybuchy, pociski, ślady broni laserowej. Wszystko to wygląda niesamowicie dobrze, a każda planet jest nowym wyzwaniem. Tak naprawdę gra pokazuje swoje pazurki w chwili, gdy chcemy zagrać online z innymi gracami. Wtedy mamy do czynienia z zupełnie innym produktem. Inni gracze posiadają broń, która jest dla nas niedostępna, dropy pojawiają się niespodziewanie, a przeciwnicy potrafią spuścić nam łomot – i to zupełnie przypadkiem. Ten tryb pokazuje tylko, jak bardzo gra sieciowa potrafi być zmienna.

„Helldivers” jest tytułem, który pojawił się na konsolach zupełnie bez zapowiedzi, bez echa, a okazał się niesamowitym produktem, który potrafi dostarczyć godzin rozrywki. Nic tylko grać.