ON:
„Oto On, Inkwizytor i Sługa Boży, Człowiek Głębokiej Wiary”
Oto świat alternatywny, który godzi w katolicką wiarę. To rzeczywistość, w której Jezus zszedł z krzyża, a później wziął miecz i wraz z apostołami wyrżnął pół Jerozolimy. Słowa modlitwy „Ojcze nasz” brzmią tutaj inaczej „(…) i daj nam też siłę, abyśmy nie przebaczali naszym winowajcom”. Czas płynął nieubłaganie, a po naukach chrystusowych pozostało Święte Oficjum, organizacja kościelna, której wierni słudzy, Inkwizytorzy, przy pomocy ognia i miecza torują sobie drogę do wiary. Prawdziwe oddanie kościołowi zdobyto przelewając tysiące litrów krwi, kto jest przeciwko Oficjum, jest przeciw jednej i prawowitej wierze, przeciwko Trójcy Przenajświętszej. W tym świecie ciężko żyje się inaczej niż zgodnie z zasadami Pana, ale jakoś dużej ilości ludzi się to udaje. Całe szczęście my, zwykli, szarzy czytelnicy, mamy przewodnika, Inkwizytora wielkiej wiary – Mordimera Madderdina.
Mordimer jest postacią specyficzną. Z jednej strony jak najbardziej ludzki, pełen ludzkich słabości. Nie uniknie dobrego jadła, pięknego kobiecego ciała, czy inteligentnej rozrywki. Z drugiej, żyje według zasad „księgi”, często nad wyraz bogobojna z niego postać, tyle, że to przykrywka, której nie rozgryzie nikt, poza czytelnikiem, jego fanem. Tak szybko zaczynamy się utożsamiać z bohaterem, że nawet nie wiemy kiedy wydaje się nam, że jesteśmy jego cieniem, trzymamy rękę na ramieniu i zaglądamy przez nie na notatki, które sporządza podczas przesłuchania.
Z Mordem jest jeden problem, ma on umiejętność otrzymywania zleceń trudnych, często „śmierdzących”, które z czarną magią, guślarstwem i zabobonami mają one niewiele wspólnego. Okazuje się bowiem, że największymi demonami, potworami jesteśmy my sami. Czegoż to nie zrobimy, aby bliźniemu żyło się gorzej niż nam? Sprzedać brata za trzydzieści srebrników? Żaden problem, ważne aby waluta była „twarda”. I tak brniemy w ludzkim gównie, które sami na siebie spuszczamy, grzebiemy się w brudach innych osób, przyznać trzeba, iż to niewdzięczne zajęcie. Całe szczęście Jacek Piekara dawkuje nam tech ludzki chlew. Dzieli go na mniejsze chlewiki, przepełnione kolejnymi ludzkimi świniakami.
Autor z dystansem podchodzi do okresu średniowiecza oraz do religii samej w sobie. Rozprawia się z nią na swój sposób, trochę szydząc, trochę kpiąc i dlatego jego książki są takie smakowite. „Głód i Pragnienie” to piąty według chronologii i dziewiąty w ogóle tom cyklu. Są w nim dwa opowiadania „Wiewióreczka” oraz tytułowe „Głód i Pragnienie”. Piekara nadal trzyma formę, Mordimer się nie zmienia, Mordimer trwa i będzie trwać tak długo jak istnieć będzie Święte Oficjum.
Kolejny zacny tom z serii.
