Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

William Wharton – “Last lovers”

ONA:

„Spóźnieni kochankowie” to książka, którą znam na wylot i gdy ją czytam, przeżywam za każdym razem równie mocno, równie intensywnie, zalewając się łzami jak w kreskówkach. Jest wiele powieści, które podczas czytania emanują zapachami, kolorami, dźwiękami i właśnie to dzieło do nich należy. Książka z 1991 roku, z fabułą osadzoną w połowie lat 70. A o czym jest? Banalnie, o miłości. O miłości tak innej, że aż fascynującej.

On jest biznesmenem po czterdziestce. Nie do końca odnajduje się w swojej pracy i odkrywa, że żona puszcza się z innym. Więc ucieka ze Stanów prosto do Paryża, wywracając swoje życie absolutnie. W Mieście Miłości chce znaleźć to wszystko, czego brakowało mu w jego dotychczasowym życiu. Zaczyna malować, to jego hobby, które porzucił dawno temu. Wiedzie nieco włóczęgowe życie, ale odpowiada mu to bardzo. Ma to, co potrzebuje – kawałek miejsca do spania, trochę jedzenia, farby i pędzle. Pewnego dnia, podczas malowania kościoła Saint-German-des-Pres zderza się ze starszą panią. Po chwili zauważa, że staruszka jest niewidoma. Zaczynają rozmawiać, on zmywa z jej płaszcza farby (i autentycznie czujesz zapach terpentyny), poznaje kilka faktów o babuszce. Ma na imię Mirabelle i opiekuje się gołębiami. Między Jackiem a nią rodzi się swoista więź. Artysta opisuje jej każdego gołębia, mówi o kolorach, wielkościach. Jest jej oczami. Babcia natomiast  zaprasza go do jej domu, na poczęstunek. Czytając o tym co zostało podane, czujesz jak ślinianki pracują na zwiększonych obrotach. A gdy finałem jest Poire William – czujesz zapach gruszki, która od wielu lat siedzi zamknięta w butelce. Amerykanina fascynuje płynność z jaką niewidoma porusza się w swoim ciemnym świecie. Więź robi się coraz głębsza… Jack w końcu zaczyna mieszkać u babuszki. Razem „malują” obrazy. On opisuje jej wszystko co widzi. Zaczyna remontować zaniedbane mieszkanie Mirabelle. Dostaje również zlecenie: Mirabelle chce by Jacques ją sportretował. Ich rozmowy są wymianami przeżyć i historii, zarówno jego, jak i jej. Ona dowiaduje się dlaczego on zaczął żyć jak kloszard, a on – dlaczego kobieta straciła wzrok. Opowiadają historię swoich losów, co zbliża ich do siebie niemożliwie. Okazuje się, że strasznie dużo ich łączy, chociaż na pierwszy rzut oka, to drobnostki. Między bohaterami rodzi się romans. A sposób, w jaki Wharton opisuje ich współżycie, sprawia, że zapominamy, że ona jest babciuszką (i dziewicą). Ich seks jest pełen pasji, delikatności, rozbudza zmysły, sprawia, że pojawia się gęsia skórka. Następnego ranka dzieje się coś niemożliwego. Mirabelle odzyskuje wzrok, ale widzi jedynie obrazy. Jednocześnie, okazuje się, że Mirabelle to niezłe ziółko – gra na klawesynie, zna języki obce i bardzo, bardzo rozbudziła się jej seksualność. Utrata jej wzroku była podbita emocjami, dlatego w końcu zaczyna widzieć i Jacka. Ich seks staje się coraz bardziej namiętny. Wierzcie mi, tą książkę warto przeczytać właśnie dla pobudzania własnych zmysłów: smaku, dotyku i wzroku. Ale co dobre, szybko się kończy. Mirabelle umiera… Jack postanawia pożegnać swoją ukochaną najgodniej jak tylko może… I tu ja zwykle mdleję z odwodnienia, ponieważ z oczu tryskają mi fontanny. Tak, mnie. Zimnej bijacz.

Absolutnie jedna z najukochańszych książek. Polecam, nawet nie wiecie jak bardzo.

Na tak wiele sposobów, wniosłeś światło w moje życie.