Jamie Tworkowski - Emocje za bardzo - recenzja1
Zawsze mi się wydawało, że „czucie za bardzo” to etap ściśle powiązany z byciem nastolatkiem. Wtedy wszystko jest za bardzo. Wszystko może być „najlepszym” i „najgorszym” momentem życia. Wszystko może sprawić, że urosną skrzydła albo skończy się świat.

Jamie Tworkowski – Emocje za bardzo – recenzja

Ta książka jest o tym, by się nie poddawać. Kiedyś znalazłam, zupełnym przypadkiem, pewien cytat. „If the plan doesn’t work, change the plan but never the goal” – i przyznaję, że mocno wrył się w moją głowę. To tak naprawdę działa. Czasami trzeba zmienić wiele, by dojść do istotnego, ważnego i dobrego punktu.

Jamie napisał książkę „To write LOVE on her arms”, w której opisał jak pomagał swojej przyjaciółce z wyjścia z życiowego gówna. Z historii powstała organizacja, która jest liderem w dziedzinie zapobiegania samobójstwom. Ponoć w jakiś dziwny sposób daje nadzieję.

„Emocje za bardzo” to właśnie książka o nadziei. Trochę pozwoli pomyśleć, podumać, poczytać o innych historiach, które bardzo często są dziwnie zbliżone do tego, co nas żre każdego dnia. I gdy tak czytasz coś, z czym się utożsamiasz, sugestia jaką drogę obrać, albo chociaż jakie kroki, kroczki zrobić.

Przede wszystkim ludzie potrzebują ludzi. Nawet, jeśli twierdzą, że nie. Potrzebują kompanów podczas życiowej wędrówki. Ludzi, którzy uczą, motywują, wyciągają ręce – nawet wtedy, gdy cały świat się odwraca.

Ciągle mam dużo wątpliwości, jeśli chodzi o tego typu „gatunek” książek. Mam wrażenie, że bardzo często piszą je ludzie, którym wydaje się, że mają moc uzdrawiania skrzywdzonych dusz. To tak niestety nie działa.

Ale to kolejna pozycja, która mnie zaskakuje takim dziwnym… „ciepłem”, bijącym w moją stronę, za pośrednictwem liter, wyrazów, zdań… To niesamowite, że w całym tym pośpiechu, w potrzebie indywidualizacji wszystkiego, jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa daje świadomość, że tonie tylko jedna konkretna osoba przechodzi przez coś gorszego. Że nie tylko jedna osoba jest zestresowana, samotna, ma pęknięte i skrzywdzone serce. Że nie ufa i boi się. Trochę łatwiej, tak myślę.

Tagi: Jamie Tworkowski – Emocje za bardzo – recenzja, książki recenzja, recenzje książek, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie, blog recenzencki