ON:

„Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina” to książka napisana przez Jacka Wróbla i wydana przez Genius Creation. W ofercie wydawnictwa możecie znaleźć polską fantastykę, pisaną przeważnie przez młode pokolenie rodzimych pisarzy.

Od momentu w którym otrzymałem e-booka „Cudów i Dziwów Mistrza Haxerlina” minęło trochę czasu. Natłok obowiązków oraz różne zdarzenia doprowadziły do tego, że książkę czytałem wieczorami, czasem nawet w nocy, po kilka, kilkanaście stron. Nie dlatego, że jest ona zła, czy słaba, tylko dla tego, że codzienność bardzo weryfikuje nasze plany.

Jeśli czytaliście opowiadania Jacka Piekary o Arivaldzie i przypadły Wam one do gustu, to będziecie ukontentowani zbiorem opowiadań Jacka Wróbla. Między obiema postaciami jest dużo różnic, ale także ogromna liczba podobieństw. Między innymi to, że obaj panowie uwielbiają kłopoty.

Haxerlin to czarodziej, który z czarami ma bardzo mało wspólnego. Jego „magiczność” praktycznie nie istnieje, a artefakty sprzedawane podczas podróży – to atrapy. Mistrz-czarodziej pomyka przez kraj niewielkim wozem/kramikiem, który to zwie się właśnie „Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina”. Z racji swojego ubioru i braku umiejętności unika on wielkich miast, gdzie może trafić na prawdziwych magów i osoby, które w łatwy sposób udowodnią mu jego niekompetencję. Całe szczęście są przecież małe wioski, miasteczka, zamieszkane przez lokalnych przygłupów, którzy łyknął wszystko, jak pelikan młodą rybkę. To do nich tak naprawdę Haxerlin kieruje swoją ofertę. Uwierzcie mi, dużo osób kupuje do niego niesamowite badziewie i jest z tego zadowolona. Problemy zaczynają się wtedy, gdy niezadowolony klient chce reklamować towar, a na drodze kramiku pojawią się bandyci lub nawet demony. Haxerlin trochę tak Arivald zawsze spadnie na cztery łapy, ale w jaki sposób to zrobi? Warto sprawdzić.

Książkę Wróbla czyta się bardzo lekko, napisana jest językiem pasującym do opowiadanej historii. Wszystko okraszone jest odpowiednio dużą dawką humoru – sam „miszcz” magii bardzo szybko zyskuje naszą sympatię i czasem aż szkoda nam jego osoby, która nie zasługuje na te wszystkie złe zdarzenia. Poza tym to jednak tchórz, który w sytuacji zagrożenia chowa się do nory. Całe szczęście zdaje sobie on z tego sprawę i często nawet żali się nad swoim losem, bo chciałby być prawdziwym bohaterem.

Kramik Mistrza Haxerlina to miejsce mało magiczne, ale za to niesamowicie zabawne. Podróż wraz „magiem” i jego pomocnikiem, jest lekka i przyjemna. To książka, którą możemy przeczytać jednym tchem, oczywiście jeśli tylko mamy na to czas. Polecam każdemu miłośnikowi awanturniczego i magicznego fantasy.