Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

Jonathan Carrol – “Ucząc psa czytać”

ONA:

Literatura, którą wybieram, na ogół dzieli się na powieści sensacyjno-kryminalne i biografie, chociaż czasem poczytam też coś super lekkiego. Raczej nie sięgam po historie „dziwne”. Ale okładka książki, którą dziś zrecenzuję, zrobiła na mnie jakieś takie właśnie „dziwne” wrażenie i postanowiłam zatopić w niej zęby. I nagle okazało się, że jest środek nocy.

Czytając powieści „dziwne” na ogół czuję się tak, jakby przejechał obok mnie różowy słoń na deskorolce, w kasku i z ochraniaczami na kolanach i łokciach, i zapytał mnie: „Przepraszam, czy tędy dojadę do Stumilowego Lasu?” I widząc mnie, z rozdziawioną paszczą, powtarza to zdanie jeszcze w dwóch, trzech innych językach. I tak też było tym razem. Ja do końca nie wiem, czy przysnęło mi się, podczas czytania książki Jonathana Carrola, czy ona jest tak bardzo oniryczna. Jedno jest pewne – da się ją pożreć na raz. Bez popijania.

Życie Tony’ego Areal było bardzo przeciętne. Praca, dom, praca, dom. I tą nudną egzystencję przełamał prezent – niewielkie puzderko, za to z wielką zawartością. Zegarek z firmy Lichtenberg, o którym Tony marzył od lat i na którego nie było go po prostu stać. Zegarek z „sylwetką”. Nagle pojawia się, przychodzi zwykłą pocztą, bez wyjaśnienia, wprost z fabryki zegarków. Areal początkowo myślał, że to żart – niezbyt przyjemny żart, ale otwierając delikatnie pudełko, wreszcie stanął „twarzą w twarz” z najprawdziwszym, wymarzonym lichtenbergiem. Założył go na rękę i zakochał się w nim totalnie. A potem ktoś podrzucił mu w pracy kolejną kopertę. Tym razem znalazł w niej dokumenty i kluczyki do pachnącego nowością Porshe Caymana. Szary metalik, jasnoczerwona tapicerka, a pod maską – prawdziwa bestia. A potem zakochała się w nim najpiękniejsza dziewczyna z biura. Czy to normalne, że tak nagle życie Tony’ego nabrało barw? Że spełniły się jego marzenia?

Oj, dziwna jest ta książka. Ale ta „dziwność” nie odrzuca. Ona wciąga i doprowadza do tego, że chcesz przeczytać jeszcze jedną stronę i potem kolejną, i następną. Aż do ostatniej. Sen miesza się tu z jawą. Przenikają się światy, czasy i tak naprawdę nic tu nie jest oczywiste. A co, jeśli to nasze życie, jest wyłącznie snem, z którego nie umiemy się wybudzić? A co, gdy tak naprawdę jesteśmy jedynie elementem pewnej układanki, która z góry jest rozplanowana? A co, gdy tak naprawdę to wszystko nam się wydaje?

„Ucząc psa czytać” to krótka, bo niespełna 100 stronicowa powieść, ale wciąga, zadziwia i burzy pewne wyobrażenia. Daje do myślenia. I moim zdaniem, mogłaby posłużyć pod dobry scenariusz filmowy. Ale nie popełnijcie mojego błędu i nie czytajcie jej przed snem, bo do rana będziecie rozkminiać i zastanawiać się, czy w tym wszystkim, w tej błahostce zwanej „życiem”, jest jakikolwiek sens.