ON:

„Lilo i Stich” to bajka, którą widziałem w dniu premiery. Jakimś cudem poszedłem na ten film do kina. Dlaczego? Już nie pamiętam. Wiem tylko, że wyszedłem z kina urechotany i naprawdę zadowolony. Wszystko dlatego, że ta animacja jest naprawdę dobra, wzruszająca i śmieszna. 

Gdzieś z krańców galaktyki ucieka małe stworzonko. Jest ono niepozorne, ma niebieską skórę i paszczkę pełną zębów. Nie imają się go kule i ogień – tak przynajmniej napisali w jego kartotece. Jest za to inny problem: Eksperyment 626, bo tak zowie się ten osobnik, to chodząca bomba zegarowa. Jest on nieprzewidywalny, a jego naturalnym schematem zachowań, są wszystkie te, które mają na celu sianie zniszczenia i totalnej destrukcji. Ukradzioną kapsułę 626 kieruje w kierunku Ziemi, bo tutaj będzie łatwo się ukryć, przynajmniej tak wydaje się uciekinierowi. Statek rozbija się na Hawajach. Dzieje się to w nocy, a jedynym świadkiem tego wydarzenia jest mała dziewczynka – Lilo. Myśli ona, że ma do czynienia ze spadającą gwiazdą i wymawia życzenie. Chce mieć przyjaciela, który już zawsze będzie o nią dbał. Następnego dnia w pobliskim schronisku znajduje dziwnego „psa” o imieniu Stich (to nasz rozbitek), którego zabiera do domu.

Lilo mieszka na Hawajach wraz ze swoją siostrą, która opiekuje się nimi. Ich rodzice nie żyją i na głowie starszej spoczywa sprzątanie, pranie, gotowanie i zajmowanie się całym gospodarstwem. Problemem ich nie do końca spokojnej codzienności jest facet z opieki społecznej, który wygląda jak agent FBI i który postawił sobie za zadanie odpowiednie pognębienie dziewczyn. Jeśli do tej pory było ciężko przekonać go, że one dają sobie radę, to w momencie pojawienia się Sticha jest jeszcze gorzej. Ten stwór nie myśli o niczym innym, tylko o tym jak niszczyć, plądrować, rabować i robi to w sposób niesamowicie nieudaczny i zabawny. Na dodatek po jego piętach depcze dwójka międzygalaktycznych agentów, którzy mają zamiar go zabrać do domu.

Fenomenalne jest to w jaki sposób pokazane są relacje pomiędzy dziewczynkami oraz to, jak zachowanie małej Lilo wpływa na Sticha, który z dnia na dzień robi się coraz to lepszym stworzonkiem. Tylko czy wszystko skończy się szczęśliwie?

Dla mnie ta bajka to jedna z lepszych animacji Disney’a. Pełna ciepła i subtelnego humoru powinna spasować i dzieciakom, i dorosłym. Warto.

ONA:

Mały potworek ucieka z odległej planety i znajduje schronienie na Ziemi. Tu przyjmuje nieco bardziej „ziemską” postać i udaje psa. No przyznam szczerze, że jest to „psiak” dosyć nietypowy i nie chodzi mi tylko o jego kolor. Trafia do przytuliska, a z niego wprost w ramiona małej Lilo, która marzy o przyjacielu. Jej siostra, która się nią opiekuje, godzi się i niebieski niby psiak zostaje z nimi. Otrzymuje dumne imię „Stich” i wywraca ich życie do góry nogami.

Po wypadku i śmierci rodziców to Nani wychowuje małą Lilo, która jest baaardzo problemowym dzieckiem. Nic więc dziwnego, że dziewczynami mocno interesuje się opieka społeczna. Starsza siostra robi co może, by ta młodsza nie trafiła do jakiegoś domu dziecka. Pracuje, zupełnie rezygnuje ze swojego życia prywatnego i uczuciowego, a Lilo i tak wszystko komplikuje. Przygarnięcie psa wydawało się najlepszym pomysłem, bo mała wreszcie znajdzie kompana. Tylko one jeszcze wtedy nie wiedziały, że Stich ma niewiele wspólnego z psem, a młodsza z sióstr owszem – znajdzie kompana, ale do psocenia!

Tak, beczałam. Właściwie przebeczałam cały tydzień, ale tak pozytywnie, bo z dobrych emocji. Podejrzewam, że to dlatego, bo wybraliśmy bardzo mocne produkcje, które dają do myślenia, a przecież są tylko bajkami. Nigdy wcześniej nie widziałam przygód Lilo i Sticha i przyznam szczerze – tego drugiego to kojarzyłam wyłącznie z etui na telefon. A tu takie zaskoczenie. Moim zdaniem sam wątek sióstr jest bardzo fajny, bardzo mądry i pouczający, a dołożenie do niego Sticha, apetycznego chłopaka i bezdusznego kuratora daje nam perfekcyjną fabułę. Jest tu wiele ponadczasowych prawd i motywów, ale przede wszystkim jest tu dużo przygód (również nie z tej ziemi!) i jeszcze więcej humoru. Stich jest łajzą, ale pocieszną. Lilo ma swoje za uszami, a Nani jest szalenie dzielna.

„Lilo i Stich” to bardzo duże zaskoczenie. Spodziewałam się fajnej bajki, a dostałam bardzo fajną i mądrą opowieść, która będzie moim „plastrem” na złe chwile i dni. Aż się chce obejrzeć coś więcej, byle w tym pojawiłby się Stich.