Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Madagascar (1, 2, 3)

ONA:

Specyfika mojego zawodu pozwala mi (niestety) być w miarę na bieżąco z bajkami. No cóż, czasami trzeba. I jest tylko jedna bajka, która mnie, dorosłego widza, powaliła na kolana. I nie żadne Szreki, Epoki lodowcowe, Nemo czy Walle. Tylko Madagaskar!

NYC. Sam środek urbanistycznej dżungli, zamiast gwiazd – helikoptery. Zamiast drzew – wieżowce. Zamiast dziczy – Central Park. A w środku ZOO, żeby dzieci mogły zobaczyć zwierzynę, która nie jest wepchnięta pomiędzy pieczywo. No i mamy czwórkę naszych bohaterów: lew Alex, zebra Marty, żyrafa Melman i hipopotamica Gloria. Alex jest królem, ma gęstą, lśniącą grzywę, lekki przerost ego i w ogóle – jest zajebisty. Marty z kolei ma ADHD, nosi go ciągle, bez przerwy się giba, marzy mu się wolność i skubanie trawki w Afryce. Albo w Connecticut. Melman jest hipochondrykiem, który na kolację łyka tacę z lekami i umawia się na kolejne wizyty u specjalistów. A Gloria to diva. Jej boska dupina kołysze się zachęcająco na prawo i lewo. A jak zatrzepocze rzęsami, to panowie padają do jej stóp. Kim Kardashian normalnie. Ale to nie wszyscy bohaterowie! Ba, śmiem twierdzić, że główny zwierzyniec został solidnie przyćmiony przez pingwiny i lemury.

W pierwszej części nasi milusińscy na skutek średnio przemyślanej akcji typu „Gigant”, trafiają na Madagaskar. Tam zewsząd atakuje ich natura, bo przecież to przyzwyczajeni do luksusów i podawania żarcia pod nos. Szukając kierownika ośrodka, znajdują wioskę lemurów i ich króla, pana i władcę – Juliana! Oj Julian to kapitalna postać w całej serii. Widzę w nim solidne podobieństwo do mnie, bo ustalmy coś – zajebistym trzeba się urodzić. Ale wracając do fabuły i pozostawiając nabrzmiałe ego w tle, nasz zwierzyniec w dziczy odnajduje się średnio. Ok, widoczki przepiękne, ale lemury to dość męczący gatunek, kurort nie spełnia podstawowych zasad, no i lew Alex odkrywa, że jest mięsożerną bestią.

W drugiej części bohaterowie planują zmianę lokalizacji. Dzicz się znudziła, czas zwijać manatki. Niestety, zbyt proste to nie jest. Może dlatego, że mamy do czynienia ze zwierzętami? Nie, to by było zbyt proste. Poza tym, pingwiny są cwane. Wystrzelonym z gigantycznej procy samolotem, prowadzonym przez biało-czarnych gamoni, za daleko dolecieć nie można. Pech (albo i szczęście) sprawiło, że maszyna rozbija się w rodzinnej „miejscowości” Alexa. Poznajemy jego rodziców, poznajemy historię rozbicia rodziny przez kłusowników. Marty spełnia swoje marzenie o byciu w stadzie, Gloria poczuła chęć randkowania i rozmnażania, a Melman staje się nadwornym szamanem żyraf. Oczywiście, nie może być zbyt prosto. Alex nie przechodzi przez lwi rytuał i musi opuścić stado. Marty zauważa, że jest taki sam, jak cała reszta zebr, co mu się nie podoba. Gloria poznaje MotoMoto, największego przystojniaka wśród hipciów, ale to chyba jednak nie to. A Melman? Melman odkrywa, że cierpi na śmiertelną chorobę oraz to, że kocha naszą Gloritę. Telenowela! Co z kolei robią pingwiny? Przy użyciu taśmy klejącej i śliny, ze wsparciem człekokształtnych, składają samolot. I idzie im to całkiem, całkiem… Żeby cała historia stała się bardziej tragiczna i katastroficzna, w naszej zielonej oazie zaczyna brakować wody. Wszyscy stają w obliczu śmierci. Melman postanawia oddać swoje życie bogom deszczu. Alex chce za wszelką cenę odzyskać honor (i przychylność ojca), dlatego wybiera się w samobójczą misję. A wszystko przez pewną żwawą staruszkę…

W wielką i nieukrywaną radością oglądałam zapowiedzi trzeciej części. Wybraliśmy się z rodzicami do kina (bo oni też bardzo lubią tą bajkę) i już wiem, że to był błąd. Mama tak rżała okrutnie, że następnym razem posadzimy ją w innej części sali. W trzeciej części nasi milusińscy ponownie chcą wrócić za wszelką cenę do NYC. Problemy napotykają od samego początku. Wyremontowany Szympansolot został przechwycony przez pingwiny, które po wypełnieniu go złotem i kamieniami szlachetnymi, uderzyli do Monte Carlo celem wzbogacenia się. I nie wracają coś za długo… Alex, Marty oraz zakochani w sobie po uszy Gloria i Melman, docierają do krainy hazardu. Chcą wtopić się w tłum, zabrać co trzeba i uciekać do domu. Prawie im się to udało. Prawie, bo teraz na ich głowy ma ochotę najsłynniejsza z hycli, Kapitan Chantel DuBois. Ale jak banda dzikiej zwierzyny ma wtopić się w tłum, w dużym europejskim mieście? Okazuje się, że da się. Ale trzeba wkręcić się w cyrkową trupę!

Dlaczego uwielbiam Madagaskar? Bo to jest bajka, na której dorośli bawią się lepiej niż dzieci. Pingwiny i lemury nadają mu charakterku, nie jest to kolejna ckliwa historia, w której dobro zwycięża. Owszem, są przepychane wartości pozytywne, ale w taki sposób, jaki ja kojarzę ze starych bajek od Disney’a. Bohaterowie są charakterni, mają swoje za uszami, ale i tak są pozytywni. Polski dubbing jest zrobiony rewelacyjnie, nawet papież Adamczyk wpasował się w rolę histetyczno-hipochondrycznego Melmana w sposób idealny. No i Jarek Boberek, ale to już klasa sama w sobie. Sama fabuła jest w miarę ciekawa, nawet dla widza dorosłego. A trzecia część jest do tego przepiękna. Klimat jak z Cirque du Soleil, piękne barwy, lekko psychodeliczne i jak po grzybach, ale w 3D musiało to wyglądać całkiem nieźle. Uśmialiśmy się okrutnie. Podteksty i drugie dno były w większości tekstów. No i całą drogę śpiewaliśmy piosenkę Marty’ego.

Polecam. Solidny kawał dobrego, pozytywnego kina, z hasłami, z  pięknym obrazem, z fajną historią.

ON:

Nowy Jork – miejska dżungla, w środku której dzikość znajduje swoją bezpieczną przystań. Małe zoo w Central Parku nie jest może obiektem wybitnym, ale przyznać trzeba, że jest atrakcją dla tych, którzy na co dzień oglądają tylko wieżowce, po których skacze Peter Parker. W kolebce spokoju mieszka czwórka przyjaciół na dobre i na złe. Hipopotamica Gloria, zebra Marty, hipochondryczna żyrafa Melman i lew Alex. Marty obchodzi właśnie dziesiąte urodziny. Niestety, gdzieś gen wolności mieszkający głęboko za kratami zoo, uwolnił się w dniu jego święta. Zebra chce pobrykać, poczuć wiatr w grzywie, trawę pod kopytami, wodę w pysku. Marzenia o wolności skończyłyby się na etapie gdybania, gdyby nie inna czwórka zamieszkująca zoo. Cztery pingwiny, które na pewno pochodzą z piekła albo mają tam niezłe koneksje. Skipper, Szeregowy, Rico i Kowalski to najbardziej szalona zgraja ptactwa, jaką przyjdzie nam oglądać na naszych ekranach. Dla tej czwórki ptasich kelnerów nie ma rzeczy niemożliwych, każde zlecenie, każde zadanie jest wykonalne. Chłopaki są właśnie w trakcie subtelnego wymykania się z zoo-więzienia, a w ich ślady idzie nasz pasiasty bohater. Noc, sikający co godzinę Melman, zauważa brak przyjaciela. Szybko powiadamia resztę ekipy i ruszają na poszukiwania swojego kumpla. Akcje ta kończy się na Grand Central, gdzie zwierzaki zostają osaczone przez NYPD oraz fanatyczną staruszkę, której w swoich szeregach nie poszczyciłby się sam ksiądz ojciec dyrektor. Po tych wydarzeniach zwierzaki lądują w skrzyniach (za naciskami zielonych) i zostają wysłane do Afryki. Pech chce, że piekielne pingwiny znów szaleją, przejmują kontrolę nad statkiem i wyruszają w lodowate rejony naszego globu. Podczas zmiany kursu, z pokładu zsuwa się ładunek z naszą ekipą, która dryfując dociera na Madagaskar. Zaczyna się ich przygoda z dziczą. Prawdziwą dżunglą, tą inną, gdzie steki nie przychodzą same do ciebie, gdzie nie ma lekarzy, którzy wyleczą wyimaginowane choroby. W tej madagaskarskiej dżungli nasz kwartet pozna króla Juliana, który jest postacią tak barwną, jak tęczowy rzyg pandy. Jego sławne „wyginam śmiało ciało” czy monolog o tym, jak postępować z kobietami zakorzeniły się na stałe w naszych głowach. Okazuje się jednak, że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Chęć powrotu jest duża, ale nie ma możliwości jej realizacji. Jak na zawołanie znów pojawiają się pingwiny. Podjerdolonym statkiem dobijają do brzegu…

…i zaczyna się Madagaskar 2. Teraz dowiadujemy się, że w statku nie ma paliwa, a jedyną drogą powrotu do NY jest droga powietrzna. Julian w tym celu udostępnia stary, nadwyrężony samolot, którego wrak leżał przez kilka lat w konarach wielkiego drzewa i służył za miejsce spotkań lemurów. Pingwiny, wraz z resztą zwierząt, poskładały go do kupy i za pomocą wielkiej procy wystrzeliły w powietrze. Oczywiście, cała akcja nie jest tak udana jak być powinna. Koniec, końców latające „coś” rozbija się na sawannie. W tej części dowiemy się w jaki sposób Alex znalazł się w miejskim zoo, zobaczymy historię niczym z “Króla lwa” i zobaczymy jak 3 bataliony szympansów potrafią naprawić rozwalony samolot. Oczywiście wszystko pod komendą Skippera. Bo któż inny może mieć tak wspaniały, kreatywny umysł? Zapomniałem jeszcze dodać o niezwykłej miłości międzygatunkowej.  Jak do tego wszystkiego dojdzie nie będę się rozpisywał, warto tylko powiedzieć, że pingwiny z małpiszonami i z samolotem wypełnionym złotem wybierają się do Monte Carlo.

 Ah, co to za miasto. Kasyna, piękne drogie auta, wąskie uliczki. Tutaj praktycznie zaczyna się Madagaskar 3. W tym miejscu pojawia się 4 naszych bohaterów, gdyż znudziło im się czekanie na pingwiny i sami chcą wziąć sprawy w swoje ręce (właściwie łapy i kopyta). Średnio udana akcja „ratunkowa” pozwala nam poznać Kapitan Chantel DuBois, szaloną jak wściekłe krowy, z tyłkiem jak szafa gdańska panią hycel. Za punkt honoru postawiła sobie złapanie naszej zwierzęcej gawiedzi, a szczególności Alexa, na którego głowę przygotowane ma specjalne miejsce na swojej ścianie. Brawurowa ucieczka zwierzaków kończy się wskoczeniem do cyrkowego pociągu, w którym poznają nowych bohaterów przygód. Ekipa cyrkowców jest tak dziwna, jak tylko dziwne może być zgromadzenie tych, którzy mieszkają w przyczepach, a wannę pełną wody widzą raz na miesiąc. Zaczynają się pierwsze spory  i miłostki. Celem zwierząt jest zdobycie uznania na pokazie cyrkowym w Londku nad Tamizą. Tam ma pojawić się Amerykański promotor i on może załatwić im pokaz w NY. Czyli teraz trzeba dać z siebie wszystko, aby wrócić do domu. Pojawiają się nowe wątki. Julian zakochuje się w niedźwiedzicy Sonii, której w ramach wielkiej miłości „kupuje” śliczny motor Ducatti. Jego rozmowy z ukochaną przechodzą wszelkie pojęcie. I potrafią zabić swoją szaloną konwencją. Ważne jest tylko, że zwierzaki z zoo bardzo dobrze aklimatyzują się w cyrku. Ale nie zapominajmy, że po piętach cały czas depcze im Pani hycel… Co się tam dzieje na tym ekranie.

Dla mnie trylogia Madagaskar była kompletną nowością. Nie miałem okazji oglądać wcześniej żadnego odcinka, co pozwoliło mi na łyknięcie wszystkich trzech części pod rząd. Dzięki temu nie traciłem wątków. Jest to kawałek świetnej bajki dla dorosłych, z elementami dla dzieci. Dlaczego tak piszę? Bo jaki dzieciak będzie wiedział o co chodzi z refundowanymi lekami z Kanady lub będzie się śmiał z monologów Juliana, które wychodzą czasem poza granice absurdu.

Kawał dobrego bajkowego kina. Polecam