Manhunt_recenzja_marudzenie2

ON:

Kilkanaście lat temu Rockstar wypuścił na rynek grę, która od początku narobiła ogromnego zamieszania w branży. Była brutalna, wulgarna, brudna i bardzo niepoprawna. Tytuł ten przeznaczony był tylko dla dorosłego, dojrzałego odbiorcy. Mowa oczywiście o niesamowicie klimatycznej skradance o wiele mówiącym tytule „Manhunt”. Przemoc pokazywana w tej produkcji jest nie tylko związana z przeżyciem naszego bohatera, chociaż może lepiej powiedzieć antybohatera, ale także ma charakter czysto rozrywkowy.

James Earl Cash to koleś, który na swoim koncie ma bardzo wiele złego. Czyny, których się dopuścił doprowadziły go do więzienia, zaś sąd wydał jedyny możliwy wyrok – śmierć. Wyrok został wykonany, lecz Cash nie trafił do piekła, czy nawet na cmentarz, ale do zamkniętego pokoju pełnego kamer. Obok stołu na którym leżał znajduje się słuchawka, niewielka, taka która mieści się do ucha. Bohater ją bierze i tutaj zaczyna się nasza przepełniona krwią jazda bez trzymanki. Niejaki Starkweather wyciągnął ogromną kasę na przygotowanie części miasta pod perwersyjne show. Na ulicach i w budynkach zamontowano kamery, które nadają na żywo wydarzenia z zamkniętej części miasta. Starkweather przekupił także władze, aby sfingowały śmierć Casha i dostarczyły go na plan popieprzonego reality show, którego celem jest zaspokajanie chorych potrzeb widzów, a którego reżyserem jest sam Starkweather.

manhunt marudzenie

Facet na początku tłumaczy byłemu więźniowi jakie w „mieście” panują zasady. On jest zwierzyną, po ulicach krążą patrole, które składają się z członków różnych gangów. Ich celem jest wykończenie osadzonego. Mają to zrobić w dowolny, ale najlepiej brutalny sposób. Reguły są więc proste: albo zabijesz, albo będziesz zabity.

Zaczynamy więc podróż, która ma zapewnić rozrywkę innym. „Manhunt” nie bierze jeńców. Tutaj każda znaleziona rzecz może posłużyć do wykończenia przeciwnika. Plastikowy worek? Nie ma sprawy,bo przy jego pomocy możemy delikwenta udusić. Kawałek szkła? Idealny do wykucia oczu, a następnie podcięcia gardła. Młot? Domyślajcie się sami. Każdą „bronią” można wykonać trzy poziomy egzekucji. Z czego trzeci jest najbardziej brutalny. Po ukończeniu poziomu otrzymujemy punkty za styl. Wiadomo, show musi się sprzedawać, a im bardziej brutalne, tym więcej widzów. Aby wykończyć szukających nas typów musimy trzymać się w cieniu, korzystać z rzeczy, które pomogą nam odwrócić uwagę od miejsca naszego ukrycia, a potem po cichu zajść delikwenta od tyłu i zrobić mu krzywdę na jeden z wielu sposobów. Każda nasza akcja jest komentowana przez Starkweathera. Można powiedzieć, że czasami jest on naszym „aniołem stróżem”, bowiem kilka razy pomaga wyjść z opresji, ale robi to tylko dlatego, aby zwiększyć oglądalność. Tu nie ma tak naprawdę dobrych bohaterów. Gliniarze są skorumpowani, politycy także, zjeby chcą rozrywki w TV, a inne zjeby wyjdą na ulicę, aby mordować.

manhunt

Całkiem niedawno na PSN pojawiła się reedycja tego tytułu. Poprawiono trochę grafikę, umożliwiono sterowanie przy pomocy pada do PS4, dodano trofea. Cała ta akcja obyła się bez wielkich zapowiedzi i fanfar. Na kilku portalach pojawiły się informacje, że od teraz można po raz kolejny zagrać w „Manhunt” i nic poza tym. Dlaczego? Obstawiam, że nawet po latach to gra, która budzi kontrowersje. Chociaż grafika nie rzuca na kolana, sterowanie trochę kuleje, a bardziej brutalne gry pojawiły się w międzyczasie, to nadal jest to gra, którą zalicza się do klasyki i którą warto ograć, choćby dla tego, aby zobaczyć, jak się robiło skradanki ponad dekadę temu.

Manhunt (PS4) recenzja