ON:
Jak rozjebać polską scenę muzyczną? Nagrać bardzo dobry album, który nie do końca jest oczywisty i nie wpasowuje się w swój gatunek, a później wydać go w naprawdę ładym digipacku i na koniec dać go fanom za grosze. Tak właśnie zrobił warszawski Moonglass.
Jeb! Headshot. Maj zaczyna się genialnym gitarowym brzmieniem, które wali nas w łeb swoją melodyjnością i pasującym do całości wokalem Mateusza Gudelisa. Do tej pory mieliśmy okazję smakować pojedyncze utwory, jakie serwował nam zespół. Znajdziemy je między innymi na YouTube. Oficjalna premiera „WEBS”, bo tak zowie się debiutancki krążek, zapowiedziana jest na 5-go maja, ale jeśli zamówiłeś płytę przed premierą, prawdopodobnie wylądowała już ona w Twoim czytniku. Wszystko dlatego, że zespół fantastycznie potraktował preorderowców i wysłał do nich CD-ki odpowiednio wcześniej, by już w weekend przed premierą mogli smakować ten zajebiście dobry krążek. Duże brawa!
Co dostaniemy wydając 30PLN na płytę? 46 minut muzyki, którą ciężko bardzo jednoznacznie zakwalifikować. Z jednej strony mamy tutaj pozostałości po Tides From Nebula co bardzo dobrze słychać w gitarze Macieja i klawiszach, które przepełniają “WEBS”. Z drugiej strony to zupełnie inna muzyka. Dodanie wokalizy do czysto instrumentalnego post-rocka sprawiło, że otrzymaliśmy bardzo świeży debiut. Tę płytę słucha się zupełnie inaczej niż Tides. Nie można także rozpatrywać jej tylko w tych kategoriach, bowiem skład Moonglass jest inny, niż w przypadku tamtego projektu.
„WEBS” Moonglass to płyta spójna i pełna emocji, które co dziwne, bardziej słychać w samych dźwiękach. Wokal jest tu dopełnieniem całości. Mamy tutaj także momenty spokoju, chwilę wyciszenia, gdzie w tle słychać tylko gitarę i klawisze. Te melodyjne przerywniki odrywają od ostrzejszego grania. Po pierwszym przesłuchaniu w ucho od razu wpadają „Red in Azure” oraz „The Weaving”. Oba aż proszą się o singla. Pierwszy jest bardzo dynamicznym, mocnym, składającym się z wielu warstw i trwającym prawie pięć minut utworem. Jego intro to perełka, która potrafi przyprawić o dreszcze. Gdy już myślimy, że mamy je za sobą, dostajemy rytmiczne werble i nałożony na nie wokal Mateusza. Ten praktycznie wyszeptany na początku kawałek, zaczyna biec, staje się trochę szybszy, wokal przechodzi z szeptu w normalny śpiew, aż w końcu staje się prawie krzykiem. Później następuje urwanie, wyciszenie, o którym pisałem. Odsyłam do czwartej minuty. Gitara, która tam się pojawia, jest wręcz nierealna. Przeciwieństwem jest „The Weaving” – spokojnie zaczynająca się ballada. Jej początek to same klawisze, słowa zawodzące tło. Jednak prawdziwe piękno zaczyna się około trzeciej minuty. Nakładające się na siebie wokale momentalnie znikają, a na ich miejsce wchodzą klawisze. Ale jakie? Ehhh… wiele zespołów zapomina, że takie dźwięki można wydobyć z ichnich instrumentów. Wielka szkoda. Ogromny plus dla Moonglass za to, że nie boją się takiego eksperymentu. Dzięki temu pozostają wierni klasykom. Dla mnie to klimat, który można spokojnie znaleźć w muzyce końca lat 80-tych i początku 90-tych. Ludzie nie zapominajcie skąd bierze się nasza wena, a przecież większość z nas, z pokolenia pamiętającego kartki na mięso, wie co to Kraftwerk.
Moonglassowy debiut jest smakowity i pewnie jeszcze lepiej zapamiętamy jego smak, jeśli posłuchamy go na żywo. Ten krążek, aż prosi się o zadymiony, ciasny klub. Domaga się piwa w ręce i ciemnej sali. I nawet jeśli akustyka będzie zjebana, to ta muzyka obroni się sama, bo to naprawdę górna półka nie tylko polskiego, ale i światowego grania.
Jeśli jeszcze nie kupiliście krążka to można go zamawiać pod adresem: moonglassmerch@gmail.com
Moonglass:
Mateusz Gudelis – vocals
Maciej Karbowski – guitars/keys
Łukasz Pasternak – bass/keys
Tomasz Stołowski – drums

