Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

MUZYKA

St. Lucia – „When The Night”

ON:

Gdy weźmiemy do ręki album „When The Night” St. Lucia, nic nie przygotuje nas na to, co ma do zaoferowania ten krążek. Małe arcydzieło ubrane jest w popartową okładkę, trochę wyglądającą jak dzieło młodego fana Photoshopa. Pewnie większość z Was przeszłoby obok niego obojętnie.

Co tak zachwyca w produkcji Jean-Philipa Groblera znanego lepiej jako St. Lucia? Powiem krótko: wszystko. To kolejne z muzycznych arcydzieł. Jeśli kochacie lata 80-te i nie są wam obce syntezatory, gitary, progresywne klawisze, to właśnie znaleźliście krążek idealny!

Gdy właziłem po drabinie do piekarnika, w radiu leciały kawałki, które słuchając teraz, po 30 latach, nadal są mocnymi hiciorami, utworami ponadczasowymi. Yes, Simple Minds, U2, Madonna, Ultravox, Bowie i inni zbudowali 30 lat temu scenę, z której nie schodzą do tej pory. Trudno się na nią dostać tym młodym, nowym. Nie dlatego, że starzy się tak okopali i nie chcą ustąpić miejsca, nie. Powodem jest wysoko postawiona poprzeczka, którą przeskoczyć jest cholernie trudno. Raz na jakiś czas pojawia się jednak artysta, który ma daleko wszelkie konwenanse, nie chce bawić się w nowe brzmienia i tworzy coś, co potrafi najlepiej. Wyciąga na wierzch dźwięki swojej młodości, odpowiednio je przyprawia i tworzy dzieło, które równie dobrze sprzedałoby się w latach 80-tych.

„When The Night” zaczyna utworem, który mówi wszystko o twórczości St. Lucia – to koleś, który swoje dzieciństwo spędził z gwiazdami. Dlatego w otwierającym płytę kawałku mamy wokal jak z Level 42, klawisze, których nie powstydziłby się Yes, a może i Pendragon, chórki jakich nie ma już nigdzie indziej. To sama śmietanka mojej młodości, to utwór, przy którym ciary przechodzą po plecach, a włosy stają na głowie.

To płyta do smakowania. Nie można popełnić błędu, który zrobiłem ja podczas pierwszego odsłuchu. Nie wrzucajcie jej do kosza, dajcie szansę, bowiem będziecie później żałować. Ten album kojarzy mi się z najlepszym okresem muzycznym w historii i Globler to potwierdza. Gdy kolejne minuty uciekają, a nuty wpadają do naszych uszu i obijają się po głowie, zdajemy sobie sprawę z tego, że słuchamy swoich ulubionych zespołów tamtych lat. To “The best of 80’s”. Wszystko przez to, że w każdym ze znajdujących się na płycie kawałków pojawiają się motywy tych „największych”. Dzięki uwspółcześnionym aranżacjom mamy wrażenie, że jesteśmy na koncercie idealnym. Po jednej stronie sceny stoją gwiazdy sprzed 30 lat, nadal ostro mieszające na muzycznej scenie, po drugiej zaś pojawia się młoda, nowa ekipa: Mitzi, Atlas Genius, Elephanz. Koktajl, jaki powstałby z takiej mieszanki, zaserwował właśnie St. Lucia.

„When The Night” jest smakowite jak zimny drink popijany w upalne lato. Drink podany prosto do naszego leżaka, znajdującego się na egzotycznej plaży. Smakuje tak dobrze, że nie chce się przestać i słucha się dalej, i dalej, i dalej…