Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

MUZYKA

Penguin Prison – „Lost in New York”

ON:

Zakochany jestem w Penguin Prison od pierwszego odsłuchu. Nie wiem dokładnie kiedy był nasz „pierwszy raz”, wiem za to, że z debiutanckiego krążka zasłuchiwałem się tylko w „Don’t Fuck With My Money”. Nie dałem tej płycie szansy przez chyba rok. W końcu się przemogłem i okazało się, że ten album jest naprawdę świetny i miesza ze sobą wiele gatunków, między innymi synthpop, dance-pop i indietronicę.

Penguin Prison to tak naprawdę Chris Glover. Młody multiinstrumentalista, który wychował się w Nowym Jorku. Jak sam wspomina jego edukacja muzyczna rozpoczęła się od gwiazd country, których uwielbiała jego matka. On sam nadal zasłuchuje się w Cashu. Kariera Chrisa była nie do końca oczywista. Niby wszystko kręciło się wokół muzyki, ale sukcesem stał się dopiero pierwszy album pod tytułem „Penguin Prison”. To było mocne uderzenie przepełnione ukochanymi przeze mnie dźwiękami. Ilość sampli, elektronicznych zapożyczeń i przesterów, do tego cała sekcja rytmiczna i ukochana gitara Chrisa, no i jego wokal – nadały niesamowitego smaku. Gdy wyruszyłem w tą muzyczną podróż, to nie chciałem się zatrzymywać. Dlaczego? Bo to płyta hitów – 11 świetnie zagranych, dobrze wyprodukowanych, a co najważniejsze równych utworów.

Piątego maja 2015 roku Chris wypuszcza na rynek swoje drugie dziecko. „Lost in New York” to płyta, która jak poprzedniczka składa się z 11 piosenek. Nim jeszcze nastąpiła premiera otrzymaliśmy dwa single: „Calling Out” oraz „Never Gets Old”. Pierwszy tak bardzo przypomina mi poczynania Tesla Boy, że myślałem że to jakieś wspólne dzieło obu artystów. Drugi może kojarzyć się z muzyką Davida Bowiego i wydaje mi się, że czuć w nim trochę naleciałości z jego początków. Słuchałem więc tych dwóch singli i odliczałem dni do premiery.

„Lost in New York” otwiera „Try to Lose”. Rytmiczny, dynamiczny, klawiszowy kawałek, który porywa i pokazuje czego spodziewać się po tym albumie. Przede wszystkim robotę robi wokal Chrisa Glovera, który potrafi w niektórych momentach wejść tak wysoko, że dech w piersiach zapiera. Kolejne na liście są wspomniane utwory z singli, które są mocne, ale wydaje mi się, że spokojnie można było je zastąpić jeszcze mocniejszymi z tego krążka, np. spokojnym muzycznym pejzażem „Don’t Tell Me How it Ends”, który zapożycza wiele nut z muzyki klubowej lat 70-tych i 80-tych poprzedniego stulecia. Noga sama zaczyna wybijać rytm. Podróżując dalej z Penguin Prison zgubimy się i odnajdziemy w tytułowym Nowym Jorku. To longplay świetnie opisujący tę metropolię. Pomieszanie elementów muzycznych, hołd złożony muzyce klubowej, dźwięki ulicy, których tutaj nie brakuje, to wszystko składa się na kompletny, dojrzały i niesamowity krążek, który trafi nie tylko do fanów. Dajcie mu tylko jedną szansę, a zobaczycie, że nie pożałujecie.