Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner MUZYKA RECENZJA

Gary Numan – „Splinter (Songs form a Broken Mind)”

ON:

Obstawiam, że większość kojarzy Gary’ego Numana z kawałkiem „Cars”, który powstał w 1979 roku. Elektronika w wydaniu Numana była brudna, okraszona prawdziwą, a nie cyfrową perkusją i wnosiła do nurtu pewien powiew świeżości. Artysta zaliczył jednak kilka mocnych upadków i odbiło się te na jego karierze. Mocny wpływ na jego pracę miały wydarzenia z życia prywatnego. W pewnym momencie można powiedzieć, że całkowicie zniknął on z mediów. Zapadł się pod ziemię.

Całe szczęście dwaj panowie wyrwani z industrialnej fabrykii postanowili wielokrotnie powtórzyć, że są wielkimi fanami Numana, że miał on wpływ na ich muzykę i że bez niego nie byłoby ich płyt. Tymi dwoma osobnikami byli Trent Reznor oraz Marylin Manson. Fani tych dwóch dość szybko podchwycili muzykę specyficznego Brytyjczyka. Widać bowiem było, że doszło do pewnego wzajemnego napędzania się gatunków muzycznych. Trent i Manson czerpali z Numana, a Numan czerpał z nich. W ten oto sposób powstaje „Exile”, a następnie trochę nierówny, ale bardzo mocny pod względem tekstów „Pure”, na którym Numan wylewa wszystkie swoje żale. Związane jest to między innymi ze stratą bliskiej osoby.

Mija 35 lat od wydania pierwszego krążka. Numan postanawia zagrać ponownie i zrobić to w naprawdę wielkim stylu. Wydaje „Splinter (Songs form a Broken Mind)”, który powstawał przez bardzo długi czas. To jego powrót do korzeni. Widać to bardzo dobrze, bowiem po raz pierwszy od 30 lat płyta ląduje w pierwszej „20” na brytyjskiej liście przebojów. Dlaczego tak się dzieje? Wydaje się, że spowodowane jest to konstrukcją i naleciałościami znanymi z innych płyt. Gary Numan ma specyficzną manierę budowania utworów, a także całych płyt. Na „Splinter” nie znajdziemy nic, co by nas zaskoczyło, a jednocześnie pojawia się tu wiele nowego. Przeplatające się wzajemnie szybkie i wolne utwory wprowadzają pewną harmonię, która pozwala smakować ten krążek. To muzyka niepokoju. Strasznie mroczna i pasująca do industrialnego kotła. Wrzucić można ją do gara wraz ze wspomnianymi Mansonem, Reznorem, ale także ze Stabbing Westward, czy też z niemieckim Einstürzende Neubauten. Jeśli w przypadku trzech pierwszych zespołów podobieństwo nie jest przypadkowe, to z Niemcami Numan ma bardzo wiele wspólnego szczególnie gdy zabierzemy się za płyty „Silent is Sexy”, czy też „Tabula rasa”.

Pomimo ciężkich dźwięków trudno domówić „Splinter (Songs form a Broken Mind)” melodyjności. Nie jest to płyta skoczna, ale na pewni wpada w ucho. Warstwowo zbudowane utwory składające się z wielu instrumentów i sampli są małymi perełkami i wywalają w kosmos surowe elektroniczne industrialowe dźwięki innych kapel, które chcą wybić się na tym tle. Ponad 30 lat doświadczenia sprawiły, że Numan pokazał, jak robi się albym na naprawdę wysokim poziomie. Wszystko oczywiście odpowiednio stylizowane i otoczone tajemniczością. No ale czego oczekiwać od faceta w cylindrze i ciężkim płaszczu? Może jedynie tego, że wyciągnie z kapelusza białego króliczka. To naprawdę mocny, przemyślany i pełen osobliwości album, nagrany przez legendę muzyki dark-electro.