Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

Raymond Benson – “Dying Light. Aleja koszmarów”

ON:

Techland wydał „Dying Light” i podbił nim rynek. Tytuł sprzedaje się całkiem dobrze, kolejni fani czekają na następne dodatki. Wraz z premierą gry miała miejsce premiera książki Raymonda Bensona „Dying LIght. Aleja Koszmarów”. Powieść ta nie jest dziełem na miarę nagrody Pulitzera, ale naprawdę potrafi zaskoczyć. 

Harran. Miasto-państwo gdzieś na Bliskim Wschodzie. Jak każda tego typ metropolia przypomina to, co widzimy we współczesnym świecie. Z jednej strony slumsy i przymierająca głodem biedota, z drugiej bogacze, osoby, które nie muszą martwić się o nic. Prezydent zarządzający tym przybytkiem, to facet myślący tylko o zysku. Dla niego najważniejsze są międzynarodowe igrzyska, które mają odbyć się za kilka dni w mieście. Nie zwraca on uwagi na zastrzeżenia i uwagi lokalnego lekarza, który zasiada w radzie miasta. To właśnie on miał okazję pierwszy raz spotkać się z zarażonymi, obserwował ich zachowanie w swojej klinice.

Głównym bohaterem jest jednak ktoś inny – to nastoletnia Mel, która miała wziąć udział we wspomnianych igrzyskach. Niestety, w dniu imprezy na murawę dosłownie wylała się horda nieumarłych, którzy zdziesiątkowali ludność miasta, olimpijczyków i przyjezdnych. Dziewczyna zostaje pozostawiona samej sobie – wędrując przez zniszczone miasto, przemykając ulicami, uciekając przed zdziczałymi stworami. Poznajemy także historię miasta i samej epidemii.

Tytuł skierowany jest raczej do osób, które grały/grają w grę i chcą poznać historię całego zdarzenia. Jest tutaj trochę wzmianek na temat tego wszystkiego, ale brak postaci wiążących książkę z grą jest lekkim błędem. Mel podczas przepychanki na stadionie została pokąsana wielokrotnie przez zombiaki. Jej organizm się zmienia, zostało jej dosłownie kilkadziesiąt godzin na to, aby znaleźć ostatnią bliską jej osobę, poszukać szczepionki (jeśli takowa istnieje) i maksymalnie długo zachować świadomość.

Tytuł ten czyta się szybko i płynnie. Nie jest on napisany zbyt wymagającym językiem. To dobrze, bo nie mamy do czynienia z rozprawką na temat Wielkiej Schizmy, tylko z lekkim, wakacyjnym czytadłem, w którym po raz kolejny ludzkość dostaje po dupie.

„Dying LIght. Aleja Koszmarów” spodoba się każdemu, kto lubi proste, niezobowiązujące czytadła. Za cenę dwudziestu kilku złotych warto.