ONA:
Nie mogę uwierzyć, że koleś, który grał w takich filmach jak: „Czas patriotów”, „Park Jurajski”, „Pulp Fiction”, „Szklana pułapka 3”, „Długi pocałunek na dobranoc”, „Mroczne widmo”, „Atak klonów” i „Zemsta Sithów”, który walczył z wężami w samolocie i do jasnej cholery – był Nickiem Furym zagrał w tak beznadziejnym filmie, jakim jest „Uniewinniony” Petera Howitta. No nie ogarniam.Życie młodego prokuratora generalnego jest bajkowe. Ma świetną pracę, piękną żonę i świeżo wyjęte z jej części intymnych dziecię. Wszyscy są tak szczęśliwi, tak śliczni, tak pozytywni, że można się porzygać z nadmiaru słodyczy. Mitch Brockden (Dominic Cooper) ma po prostu idealne życie. Oczywiście nie może być za dobrze! Pewnego wieczoru, kiedy po kilku głębszych nasz główny bohater siada za kółko, już wiemy, że być dobrze nie może. Oczywiście potrąca kogoś i zamiast wziąć na siebie odpowiedzialność za swój czyn, ten wzywa pogotowie i ucieka z miejsca wypadku. Nie mija zbyt dużo czasu i do sądu trafia sprawa Clintona Davisa (Samuel L. Jackson), w bagażniku którego znajdują martwego kolesia. Tego samego, którego potrącił Mitch… Robi się gęsta, nieprzyjemna atmosfera, szczególnie, że obaj panowie mają sporo do ukrycia i żaden z nich nie jest fair. Z każdą kolejną minutą filmu mamy coraz więcej niewyjaśnionych, dziwnych spraw, aż w końcu dochodzimy do punktu, w którym stwierdzamy, że to wszystko jest tak totalnie bezsensowne, nielogiczne i tragiczne, że dalszy seans to absolutne marnotrawstwo czasu.
O ile D. Cooper to dla mnie „fircyk” aktorski, który nadaje się do grania w rajtuzach, względnie w musicalach i nawet rola Howarda Starka niewiele mu pomogła, tak od Samuela L. Jacksona wymagam czegoś więcej. Nie zrozumcie mnie źle – aktorsko on jest w stanie nawet w polskim filmie, u boku Szyca i Karolaka, wypaść rewelacyjnie, ale ten konkretny film nawet tak dobry aktor nie jest w stanie pociągnąć. Jest nudno – to chyba największa wada tego dzieła. Bo co z tego, że non stop lawirujemy pomiędzy różnymi dziwnymi sytuacjami, jak żadna z nich nie umie wciągnąć i zaciekawić. Do tego totalnie z dupy dołożony jest wątek przyrodniego brata głównego bohatera, który w końcowej fazie zaczyna być absolutnie przesłodzony. Bo przecież i tak czeka na nas happy end, gdzie bajkową scenerię dopełnia braciszek. Wtedy już będzie do porzygu idyllicznie.
Nudny, dziurawy, nędzny. Tak można opisać „Uniewinnionego”. Raczej omijać.
ON:
Są filmy, które pomimo całkiem dobrej obsady i poprawnej gry aktorskiej, są nijakie. Takim dziełem była opisywana ostatnio „Niesłusznie oskarżona”, do takiej grupy zalicza się także „Uniewinniony” z Samuelem L. Jacksonem w jednej z głównych ról. Ten sensacyjny thriller zbudowany jest na bardzo prostym szablonie, który widzieliśmy między innymi w „Lakeview Terrace”.
Głównym bohaterem tego dzieła jest Mitch Brockden – młoda, wschodząca gwiazda palestry. Jest nieugięty i pewny siebie. W życiu prywatnym także ma się całkiem nieźle. Młoda, piękna żona i dopiero co narodzone dziecko nadają sens jego życiu. Wszystko wydaje się poukładane i zaplanowane. Wygląda na to, że facet dostał zielone światło od losu. Niestety, nie zawsze jest tak, jak sobie zaplanujemy. Wspólna impreza z kolegami z pracy kończy się bardzo alkoholowo, a pewny siebie Mitch nie zamierza wracać do domu taksówką i wsiada za kółko swojego auta. Jak możecie się domyślać – w drodze powrotnej do domu adwokat ma wypadek, a pod koła jego auta wpada młody mężczyzna. Brockden nie wie za bardzo co zrobić, ostatecznie targany wewnętrznymi rozterkami postanawia zadzwonić na pogotowie, ale aby nie być oskarżonym o jazdę po pijaku, ucieka z miejsca zdarzenia.
Wyrzuty sumienia nie dają mu spokoju. Następnego dnia jest rozkojarzony i zaniepokojony, a pojawiający się w kancelarii policjancie nie powodują u niego ataków radości. W ciągu dnia trafia na sprawę czarnoskórego Clintona Davisa (Samuel L. Jackson), u którego w bagażniku znaleziono zwłoki młodego mężczyzny. Kolejne dowody wskazują na to, że to potrącony dzień wcześniej facet. Tyle, że Clinton nie chce się przyznać do morderstwa i tłumaczy się tym, że chciał przewieźć ciało do szpitala. Koniec końców sprawa zostaje zamknięta, a Davis zwolniony.
Od tego momentu zaczynają się problemy adwokata. W nocy ktoś włamuje się do jego domu i kradnie mu narzędzia, cały czas wydaje się mu, że jest obserwowany, aż w końcu dowiaduje się, że na miejscu wypadku, w dniu zdarzenia był także Clinton. Zaczyna się więc rozgrywka pomiędzy adwokatem, a podejrzanym o morderstwo.
Pomimo tego, że opisany scenariusz wydaje się sensowny – to tak nie jest. Całość szyta jest grubymi nićmi. Pojawiający się motyw przyrodniego brata wsadzony jest na siłę i tylko po to, aby było kogo wysłać do starej fabryki. Takich drobiazgów jest tutaj więcej, szkoda. „Uniewinniony” jest słaby pomimo niezłej obsady. To film dla tych, którzy mają dużo wolnego czasu i nie wiedzą co z nim zrobić.
