Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Seeking a Friend for the End of the World

ONA:

Majowie się mylili – to już wiemy. Przetrwaliśmy koniec świata, a życie w post-apokaliptycznym świecie nie jest inne, niż to przed, z tym, że jednak czekało na nas przedświąteczne szaleństwo i sklepy wypełnione ludźmi. To dopiero był koniec świata. Ale jednocześnie, skoro wszyscy dookoła tak strasznie „panikowali”, a twórcy prześcigali się w tworzeniu kolejnych produkcji związanych z końcem całkowitym, Marudy też trochę gdybały. Wiecie, hipotetycznie. Co by było gdyby jutro miał się skończyć świat.

Oczywiście większość naszych wizji była panicznie wyuzdana, podlana wszystkimi tymi zakazanymi substancjami, ale to my. Nie wiem, nie za bardzo jestem w stanie zastanawiać się co czuję ludzie, mając świadomość, że koniec drogi doczesnej jest blisko. Nie mam tu na myśli tylko Armageddonu, ale bardziej chodzi mi po głowie widmo nadciągającej śmierci na skutek choroby, wojny, wypadku. Ja bym pewnie histerycznie panikowała…

Lorene Scafaria, kobieta o twarzy, którą jakimś dziwnym trafem kojarzę, mimo, iż nie powinnam, grała w filmach, była scenarzystką i w końcu wpadała na pomysł, żeby coś wyreżyserować. Padło na coś, co reklamowane było jako komedia romantyczna, mimo, że to poważny dramat, z kilkoma skeczami. Ona i on, a w tle pędząca w stronę Ziemi asteroida, o wdzięcznym imieniu Matylda.

Film zaczyna się od sceny w samochodzie. Widzimy Dodga (Steve Carell) i jego żonę. Siedzą w samochodzie i jedynie dźwięki jakie do nas i do nich dochodzą, są z radia. A tam właśnie spiker przekazuje okrutną wiadomość. Ostateczna misja, której celem było uratowanie świata, okazała się fiaskiem. Ludzkości pozostały 3 tygodnie do godziny zero, kiedy to za pomocą solidnego pierdzielnięcia, staniemy się nicością. I kiedy spiker kończy tą okropną przepowiednię, z samochodu w popłochu ucieka żona. Dodge zostaje oficjalnie porzucony. Z czasem dowiaduje się, że jego ślubna skakała na boki. Więc wraz z końcem świata, kończy się jego małżeństwo. I co tu robić… Początkowo wszystko wydaje się być normalne. Ludzie chodzą do sklepów, spotykają się ze znajomymi, Dodge nawet chodzi do pracy. A potem nagle te same imprezy są wypełnione niezobowiązującym seksem, wódą i dragami. Pozorne normalne życie kończy się razem z początkiem zamieszek, kiedy to rozjuszony tłum wyszedł na ulicę, niszcząc wszystko to, na co napotka. I w takich warunkach Dodge poznaje swoją sąsiadkę – Penny, która do tej pory była mu zupełnie obca, mimo iż dzielili ze sobą ten sam dach. Uciekając z upadającego miasta, przemierzają kraj. Ona chce dojechać do rodziny, on chce pożegnać i zamknąć przeszłość… I jak to w życiu bywa, kiedy wszystko się sypie, dla tej dwójki wszystko się zaczyna…

Ten film to klasyczne romansidło. Romansidło z wielkim dramatem w tle. Ten film nie ma wad, nie ma zalet, on po prostu jest. Z każdą kolejną minutą było coraz mniej żartów, za to coraz więcej smutów. Autorka mimochodem próbuje przeanalizować radzenie sobie ludzi z taką tragedią: jedni balują do upadłego, robią wszystko to, na co nie odważyli się wcześniej, inni wynajmują płatnego zabójcę, by zakończył ich żywot szybko i bezboleśnie. Jeszcze inni próbują delektować się ostatnimi dniami, rozmawiają, uśmiechają się. Są momenty, kiedy parskałam śmiechem, ale były i takie, kiedy coś ściskało moje gardło i z wielką siłą próbowałam powstrzymać ciecz, która pchała się, by wypłynąć z mojego oka.

Na końcu nie ma happy endu. Faktycznie, asteroida uderza w Ziemię. Ale nie dodam nic więcej…

PS. Jedynym interesującym aktorem w tym filmie jest Martin Sheen.

ON:

Rozumiem, że rodzimi dystrybutorzy muszą zarabiać kasę jak tylko się da, ale powiem brzydko: „jebanie” widzów i przyciąganie ich do kin jakimiś wymyślonymi sloganami, podpinanie filmów pod kategorie, do jakich wcale nie należą, to jawne chamstwo. Niby każdy może sobie zobaczyć trailer w Internecie i na jego podstawie zdecydować czy wydać pieniądze na dany film, le co z osobami, które wyskoczą na romantyczną komedię, a dostaną dramat, który opowiada o końcu świata?

Przyjrzyjmy się dobrze polskiemu plakatowi do filmu „Seeking a Friend for the End of the World”, u nas „Przyjaciel do końca świata”. Na samej górze hasło: „Nadchodzi koniec świata to ostatnia szansa, żeby dać czadu”, a poniżej „Komedia z endem”. Już widzę te pary, które idą na pierwszą randkę na komedię do kina, a po wszystkim on jest wkurzony, a ona zdołowana.  Prawda jest taka, że „Przyjaciel do końca świata” jest dramatem i romansem w jednym, a co do komediowych motywów, to więcej śmiesznych scen było „W to nie jest kraj dla starych ludzi”. Ha! Wiem gdzie jest ten element komediowy! Czarna komedia to właśnie to, w jaki sposób polski dystrybutor przerabia zachodni plakat i wali w „koko” potencjalnego widza, a ten widz daje się na to nabrać.

To, co napisałem powyżej, nie ma wpływu na to jaki jest sam film. Bo jeśli popatrzymy na niego przez „pryzmat dramatu”, to dostaniemy poprawnie zmontowane kino. Nie zachwalajmy pod niebiosa pani reżyser, której opisywany film to debiut. Jak słyszę „Scafaria jest niezrównana, gdy z satyrycznym zacięciem pokazuje spektrum społecznej reakcji na nadchodzący koniec świata”, to telepie mnie. Babka zrobiła zwykły film, a to że opowiada o końcu świata i że każdy zareaguje na niego inaczej, możemy zobaczyć w pierwszym lepszym filmie katastroficznym. To nie jest jakieś studium psychologiczne grupy czy też jednostki. To po prostu film o samotności i zbliżającej się śmierci, o strachu, że nikt nie będzie trzymał nas za rękę, gdy nadejdzie ta ostatnia sekunda. A to, że jacyś kolesie będą demolować ulice,  jedni popełnią samobójstwo, inni do końca będą wykonywać swoje obowiązki, a jeszcze inni pojadą do rodziny w prosto w twarz powiedzą im „Fuck You!”, to nie żadne odkrycie. Ok, ufff znów mnie poniosło.

Poznajcie Dodge’a: na 21 dni przed końcem świata od faceta odchodzi żona, okazało się że pani lubiła się zabawić – mówi się trudno i żyje się dalej. Ponieważ ostatnia nadzieja ziemi, prom z grupą śmiałków, którzy mieli nas uratować przed asteroidą nazwaną Matyldą, zmienił swój stan ze stałego na lotny, to oficjalnie podano już datę końca świata. Przy okazji czy zauważyliście, że większość cyklonów i innych nieszczęść nazwanych jest kobiecymi imionami? Meteorologowie poznali się na kobietach? Dodge został sam, stara się jakoś pogodzić z tym, że raczej nie będzie mu dane umrzeć przy kimś bliskim. Po głowie chodzi mu miłość jego życia, kobieta żyjąca wiele kilometrów od niego – ale czy jest sens do niej jechać? Znajomi stwierdzają, że hedonistyczny żywot to jedyne co im pozostało, lecz Dodge raczej nie chce się bawić w ten sposób. Przypadek chce, że na jego drodze staje sąsiadka – Penny. Dziewczyna mieszka ze swoim „niedojebanym hipsterem” kilka pięter niżej i jakoś tak wychodzi, że ląduje w mieszkaniu naszego bohatera. Od tej chwili zaczyna się opowieść o specyficznym związku pomiędzy tą dwójką. Z powodu zamieszek muszą oni uciekać z miasta i stwierdzają, że ostatnie dni wykorzystają na spotkanie się z najbliższymi. On chce odszukać swoją miłość i odwiedzić ojca, z którym nie żyją w najlepszych stosunkach, ona chce pojechać do rodziców. Po drodze spotkają kolesia, który wynajął sam na siebie zabójcę, mieszkających w schronie kumpli oraz grupę ludzi chrzczących się w morzu. Jak przebiegnie koniec świata tej dwójki? Nie powiem.

Ogólnie film jest przeciętny, nie powala ani grą aktorską, ani realizacją. Wszystko jest tutaj poprawne, ale nic ponad to. Można poświęcić te 1,5h na seans, ale czy trzeba – tego już nie wiem. Lepiej poczytać jakąś dobrą książkę.