ONA:

Mało znam bajek, które nie pochodzą z tych najpopularniejszych studiów. Ja nie byłam nigdy zbytnio „bajkowym” typem. Dość szybko doceniłam filmy i gdy moi rówieśnicy śpiewali „Kolorowy wiatr” z „Pokahontas”, ja już miałam za sobą „Pulp Fiction”. Ale nadrabiam! Nie jest to dla mnie jakaś wyjątkowo dobra rozrywka, ale jednak jest wiele tytułów, które wypada znać. I podobno taką produkcją, z gatunku tych najlepszych, jest animacja „Sekrety morza”.

Ta historia jest wyjątkowa. Poza tym, że jest bardzo pięknie wykonana, trochę tak oldschoolowo, to nie jest infantylna. To nie jest jedna z tych animacji, która ma wyłącznie bawić i zachwycać rozmachem, z jakim została wykonana. Ta jest po prostu mądra. Nie ma tu oczywistych bohaterów, wyborów, prostej rozkminy pt. co jest dobre, a co złe. Fabuła wciąga. Zmysły pieszczone są przez świetny obraz, animacje, kadry, przez udźwiękowienie i piosenki. Jest subtelnie, ale intrygująco. Takim filmem są właśnie „Sekrety morza”.

Sirsza i jej brat Ben to dzieci, które z jednej strony żyją bardzo „typowo”, w zwykłej rodzinie, ale z drugiej – inaczej. Ich rodzina osiedliła się na małej wyspie, gdzie mieszkają w latarni morskiej. W LATARNI MORSKIEJ – czujecie? Przecież to musi być coś wyjątkowego! Ale nie wszystko, co dzieje się w tym „domu” jest równie wspaniałe. Rodzina trochę się sypie. Ben nie przepada za swoją siostrą. Drażni go, wkurza. Nie chce się nią opiekować. A Sirsza wymaga opieki. Jest niemową. Tato dzieciaków nie dostrzega trapiących ich problemów. Jest smutny, a smutek ten zrobił z niego ponuraka. Zapytacie o mamę? Mamy nie ma. Mama zniknęła bez słowa, bardzo tajemniczo… Benowi, który pamięta swoją mamę, jest bardzo ciężko. Żyje trochę w świecie, o którym opowiadała mu w swoich bajkach i historiach. Muszlę, którą otrzymał od niej, strzeże jak prawdziwego skarbu… I wtedy wykrada ją jego siostra… I zaczyna na niej grać…

Fascynująca jest ta opowieść po dziecięcym świecie, który wypełniony jest niesamowitymi, nierealnymi i pięknymi przygodami. Jest ona subtelna i sunie, a nie zalewa widza nadpobudliwą formą. Przyznam się szczerze, że mi poszczególne kadry bardziej przypominały ilustracje, niż animacje. Twórcy grają kolorami, jasnością i ciemnością, przenikaniem, tajemnicą. Nie dostajemy utartego szablonu, który definiuje strony. Nawet my, dorośli, musimy się domyślać kto jest kim i co takiego się wydarzyło. Ujęła mnie również ta cała „magiczna” sfera, która jest jak przyjemny sen. Jest tu akcja, ale nie jest ona mocna. Są tu też emocje, takie bardzo ludzkie, a nie nad wyraz wyeksponowane i przekoloryzowane. Co ciekawe, ta historia również jest bardzo „ludzka”, wręcz „przeciętna”, taka, która może się zdarzyć w każdej rodzinie. Oczywiście nie chodzi mi tu o tę strefę magiczną, tylko o to, że ktoś może zniknąć, kogoś może zabraknąć, co stanie się lawiną potęgującą inne rzeczy. „Skarby morza” mogą być plastrem na niejedną problemową sprawę. Tłumaczą wiele w bardzo mądry sposób. I przepełnione są najważniejszymi wartościami, takimi jak miłość, troska, zaangażowanie.

ON:

Są animacje, które wydają się być magicznymi opowieściami o tym, co znajduje się obok nas. Dorośli zapomnieli już dawno, że w ciemnym pokoju dzieje się magia, że pod łóżkiem bebok czeka, aby obdarzyć nas złymi snami, a dobre skrzaty pomagają w domu, jeśli tylko rzuci im się łyżkę strawy z każdego obiadu. Zapominamy, że w każdymi wierzeniu jest odrobina prawdy, a wraz z wiekiem nie obawiamy się wróżek, gnomów i demonów, a ZUS-u, Urzędu Skarbowego i choroby. Tomm Moore, reżyser „Sekretów morza”, postanowił przypomnieć dorosłym, że przez zabieganie i konsumpcję zapominamy o ważnych, ba – najważniejszych wartościach, jakimi są miłość, oddanie i rodzina.

„Sekrety morza” to bajka dla dorosłych, chociaż dzieciaki znajdą w niej coś dla siebie, chociaż więcej w niej „dojrzałych” treści, które nie zawsze muszą być rozumiane przez dzieciaki. Rzecz się dzieje gdzieś na Północy, gdzie na małej wyspie mieszka sobie rodzina, oddzielona od współczesnego świata, przepełnionego technologią i złymi nawykami. Rodzina składa się z czterech osób. Ojciec, wielki jak dąb chłop, który czasem wyskoczy na kufelek czegoś mocniejszego. Mama to krucha istota, która opowiada dzieciom historie niesamowite, wspomina o skrzatach i fokach, które żyją blisko nich. Uzupełnieniem jest dwójka dzieciaków. Starszy chłopiec Ben, który z racji wieku stara się oddzielić od siostry jak tylko może i właśnie siostra – Sirsza, która ma jedną przypadłość, jest niemową. Szybko można ich polubić, bowiem wydają się osobami, które mają w sobie wiele ciepła, nawet jeśli je ukrywają pod grubą warstwą emocji.

Pewnej nocy wiele się zmienia. Mama opuszcza dom, odchodzi i nikt tak naprawdę nie wie, co się z nią stało. Chociaż może nie jest to do końca prawdą? Ponieważ ojciec sam nie daje sobie rady z wychowaniem dzieci, postanawia skorzystać z pomocy swojej mamy, czyli babci dzieciaków. Starsza kobieta ma w sobie coś demonicznego. Od razu decyduje, że dzieciakom najlepiej będzie w mieście, tam z dala od morza i latarni, z dala od wspomnień, rodzeństwo będzie mogło dojść do siebie. Przyjazd do metropolii nie jest jednak tak dobrym lekarstwem. Ben jeszcze tego samego dnia bierze nogi za pas i postanawia wrócić na wyspę, aby odzyskać swojego psa. Sirsza nie chce zostać sama i postanawia wyruszyć za bratem. Ta dwójka młodych wagabundów rozpoczyna przygodę swojego życia. Zaopatrzeni w rysowaną mapę, muszlę piszczałkę i ogromną ilość samozaparcia, kierują swoje kroki w kierunku przystanku autobusowego. Nim jednak do niego dotrą, Sirszę dopadnie trójka dziwnych postaci, które okazują się być skrzatami. Tak, dobrze czytacie, skrzatami. Potrzebują one pomocy małej dziewczynki, bo tylko ona może uratować ich przed sowami, stworami nocy, które żywią się ich uczuciami i emocjami.

Ta niesamowita opowieść czerpie garściami z legend, baśni i wierzeń. Praktycznie każda minuta, to smakowita część tej historii. Podróż rodzeństwa będzie ciężka i pełna niebezpieczeństw, ale podczas niej Ben zda sobie sprawę z tego, jak ważna jest siostra. Dowiedzą się także co stało się z ich mamą. Wszystko jest przepięknie animowane. Nie mamy tutaj do czynienia z bajkami tworzonymi przy pomocy grafiki trójwymiarowej. Tutaj wszystkie tła i postacie są malowane, a cały film wygląda jak jedna, piękna i ruchoma akwarela.

„Sekrety morza” potrafią chwycić za serce i starają się nam przypomnieć, że w każdym z nas jest odrobina dziecka, które czasem musi walczyć z własnymi demonami.