Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

MUZYKA

Smallpools – “LOVETAP!”

ON:

Feed Deezera podsuwa coraz to nowe rzeczy do przesłuchania. Czasami znajdują się tam płyty i utwory, których kijem bym nie tknął. Nie jestem w stanie rozgryźć tego dziwacznego algorytmu, który mówi mi co mam posłuchać. Na pewno bazuje on na mojej bibliotece, utworach i płytach dodanych do ulubionych. Dzięki tym danym łatwiej mnie zaszufladkować. Całe szczęście nie dałem się wsadzić do pudełka tak łatwo. Obok rocka, jest irlandzkie popowo-folkowe granie, niemiecki electro-gotic, dużo indie, popu, nawet czasem D’n’B. Na półce obok Wilsona leży DJ Shadow i Kavinsky. Jest w czym wybierać, a algorytm szaleje.

20 marca na feedzie pojawia mi się „LOVETAP!” od Smallpools. Amerykański indie-pop. Bardzo młodzieżowy w brzmieniu, ale zagrany dorośle i to w tej płycie mnie zauroczyło. Zespół składa się z czterech kumpli, którzy ruszyli dupę z NY do LA w poszukiwaniu pracy i inspiracji muzycznej. Okazało się, że to był bardzo dobry ruch. Udało im się nagrać utwór „Dreaming”, który znalazł się na playliście do „FIFY14”. Tak zaczęło się kręcić.

Z czym tak naprawdę je się „LOVETAP!”? Po pierwsze to krążek cholernie energiczny i jak na współczesne standardy – dość długi, bo trwa około 50 minut. Otwierający płytę „American Love” ma nam pokazać, co dostaniemy w dalszej części. Nie zawiedzie się nikt, kto uwielbia amerykańską szkołę indie-popu i indie-rocka. Dynamiczna perkusja wiodąca prym, ustępuje czasem gitarom, które walczą o pierwsze miejsce. Pewnie byłby to album taki jak wiele innych, gdyby nie smaczki. Chłopaki nie boją się używać klawiszy, sampli i innych wynalazków, które ufuturyczniają tę płytę. „Killer Whales” na swoim wstępie kojarzy mi się z Van Halenem i jego energicznym „JUMP”. Wspomniane wcześniej „Dreaming” to smakowita mieszanka elektronicznych dźwięków, brudnych klawiszy, które z czasem schodzą na drugi plan i podają się sesji rytmicznej pomieszanej z gitarami. Co ciekawe, pomimo różnych aranżacji utwory na płycie są spójne i jednolite. Przez co album nie męczy i nie denerwuje. To płyta lekka i takie chyba było jej założenie. Zakładasz na uszy słuchawki i odpływasz w dźwięki. Wszystko jest tak amerykańskie, jak to tylko możliwe. Fajne jest to, że dzięki wokalowi, specyfice, dodaniu wypomnianej elektroniki, to naprawdę „taneczny” debiut. „LOVETAP!” wykorzystuje ten sam, dobrze znany z Capital Cites, sposób tworzenia. Dla nich utwór ma być dynamiczny, skoczny, lekki. Założenie jest następujące. Jeśli na płycie znajduje się 14 utworów, to 10 z nich musi być hitami, nadającymi się na single. I tak kurde jest.  Spokojnie można wybrać 10 ścieżek i wsadzić je na oddzielne płyty promo. Taka sztuczka udaje się zespołom bardzo rzadko. Jednym z takich „złotych dzieci” jest niemieckie “Fury in the slaughterhouse”. Nie chcę porównywać Smallpools do innych amerykańskich zespołów młodego pokolenia, bo udało się im wyrwać z oklepanej schematyki. Muzycy zbudowali własny styl, który zmodyfikowali specjalnie dla siebie. To fajne posunięcie.

Pierwsze przesłuchanie jakoś mnie nie urzekło, ale zmusiło do dodania płyty do ulubionych. Kilka dni później postanowiłem do niej wrócić i to był strzał w dziesiątkę. Idealnie przeleciała w tle wieczornej pracy, później zrobiła to jeszcze raz i raz.

Jeśli lubicie amerykańskie luźne, skoczne klimaty, to spróbujcie. Teledysk jest poniżej: