ON:

„War. War never changes.”

Od zarania dziejów ulubionym sportem człowieka było zabijanie. Małpy tłukły się po łbach kośćmi innych małp, człowiek pierwotny walił po łbie innego człowieka pierwotnego pałką lub kamieniem, w średniowieczu lubowaliśmy się w nawalankach na miecze, a współczesne czasy przyniosły pistolety, karabiny i bombę atomową. Przyciśnięcie czerwonego guzika nie jest takie trudne, w końcu znajdzie się debil, który będzie miał wszystko tak głęboko, że bez zastanowienia odpali pierwszy pocisk. 

Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia… Albert Einstein powiedział, że w Czwartej Wojnie Światowej będziemy napierdalać się maczugami. Jest w tym dużo prawdy, bowiem człowiek lubi zabijanie.

Gdy w moje ręce wpadła „Podziemna Wojna: Genoboty”, spodziewałem się czegoś na pograniczu „Red Faction” i można powiedzieć, że moje oczekiwania zostały spełnione. Gdy wgryziemy się w pierwsze strony tego brudnego sci-fi zdamy sobie sprawę z tego, że niezależnie gdzie jest wojna – jest tak samo popierdolona. Zawsze znajdą się osoby, które na niej zarobią, hieny, które ukradną i kumple, którzy pójdą za Tobą choćby w ogień.

Przyszłość mniej lub bardziej odległa. USA nawala się z Rosją o złoża drogocennych metali. Robią to kulturalnie w podziemnych kopalniach usytuowanych w Kazachstanie. Kazachstan lub w skrócie Kaz, to mekka żołnierzy. Tutaj dzieje się krwawa magia wojny. Niezależnie czy na powierzchni, czy też pod nią – liczą się tylko dwie rzeczy: Twoi kumple i spluwa, którą masz w ręce. W tym miejscu ląduje główny bohater powieści – Oscar Wendell, facet, który pozbywa się wszelkich zahamowań. Po rozstaniu z kobietą można robić dwie rzeczy: pić na umór lub iść na wojnę i on wybrał to drugie. Jako korespondent wojenny węższy najlepszy materiał jaki kiedykolwiek powstał i pomimo braku kamery. Porzucając wszelkie blokady dziennikarz stara się wdepnąć w największe bagno, jakie w życiu napotkał.

Szybko okazuje się, że tak naprawdę wszyscy daleko mają kto zgarnie surowce, kto wygrywa, a kto przegrywa. Ważna jest sama wojna, zabijanie, zapach krwi i śmierci. Taplając się w ludzkich resztkach, Oscar zaczyna zdawać sobie sprawę z tego co robi. Jak daleko zabrnął i do czego może go to doprowadzić. Zezwierzęcenie i wyzucie z wszystkich ideałów stało się jego chlebem powszednim. Czy tędy prowadzi droga do dziennikarskiego sukcesu?

„Podziemna Wojna: Genoboty” to nie tylko niezłe wojenne sci-fi opowiadające o walce człowieka i z innym człowiekiem, ale i ze zmodyfikowanymi genetycznie żołnierzami. Już nie ludźmi, ale jeszcze nie maszynami. To dobre czytadło o konflikcie na linii człowiek – technologia.