The Signal

ON:

Czasami jest tak, że trzeba chwilę zająć się innymi rzeczami. Dlatego w tym tygodniu recenzje będę pisał tylko ja – czyli Dawid. Poznacie moją cyberpunkową stronę ale nie tylko. Będzie tochę filmów, nie zabraknie gry oraz muzyki. Dziś na pierwszy strzał leci „The Signal” w reżyserii Williama Eubanka.

Eubank jest dziwnym twórcą. W swojej filmografii ma kilka produkcji, z różnych gatunków. Mamy horror, thriller sci-fi, a także piękną, ale dziwaczną etiudę pod tytułem „Love”. Jego najnowsze dzieło także zawiera w sobie sporą dawkę science fiction.

„The Signal” pomimo kilku scen jest filmem spokojnym. Swoistą opowieścią snutą w podziemnym szpitalu/labolatorium przez chłopaka o imieniu Nic. Skąd się wziął wśród białych ścian? Wraz ze swoim kumplem Jonah i dziewczyną Haley postanawiają odwiedzić pewne miejsce, z którego dochodzi sygnał emitowany przez hackera o ksywce Nomad. Dlaczego akurat chcą go znaleźć? Bo koleś od dłuższego czasu sieje spustoszenie w szkolnych komputerach i jest naprawdę niezły w tym co robi.

Nocne zwiedzanie „posiadłości” Nomada nie kończy się konfrontacją z cyberprzestępcą, a serią dziwnych zdarzeń, które doprowadzają do szpitalnego łóżka. Nic budzi się osamotniony. Sam w sterylnym pokoju z ręką zaopatrzoną w wenflon stara się poukładać strzępy obrazów jakie pozostały w jego pamięci. Niestety nie będzie mu dane to zrobić bo pomimo ran i zmęczenia ląduje w pokoju „przesłuchań” wraz z czarnoskórym naukowcem. Mężczyzna ubrany jest w kombinezon chroniący przed skażeniem i zadaje chłopakowi jedno ważne pytanie: „Czy miałeś wcześniej styczność z pozaziemskimi formami życia?”

W tym momencie zagadka powoli zaczyna się wyjaśniać, a jednocześnie jeszcze bardziej gmatwać. Po pierwsze dlatego, że nie może się spotkać ze swoimi przyjaciółmi pomimo wielokrotnych próśb, po drugie ekipa szpitala przeprowadza na nim coraz to dziwniejsze testy, po trzecie w jednostce zaczynają dziać się podejrzane rzeczy. Koniec końców Jonah i Nic kontaktują się ze sobą i obmyślają plan ucieczki.

„The Signal” powiela pewne schematy znane z innych, podobnych produkcji. Nie podam ich tytułów, aby nie zaspojlerować Wam kierunku w którym poszli scenarzyści. Warto powiedzieć, że pomimo swojej oszczędności film jest naprawdę bardzo plastyczny, szczególnie jego druga część. Trzeba też przyznać, że sposób w jaki snuta jest ta opowieść może się spodobać. Jeśli poddamy się jej urokowi to w pewnym momencie zauważycie, że przeżywacie rozterki wraz z głównym bohaterem, a o to chyba chodziło twórcom.

Dzieło to nie jest wyjątkowe, ale w swojej kategorii wbija się w tą wyższą półkę, co za tym idzie warto mu poświęcić 90 minut swojego życia.

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad