
Ziemianie myślą, że są władcami planety. Eksplorujemy „naszą matkę” nie licząc się z konsekwencjami. Co jeśli jednak nie jesteśmy tymi, którzy pierwsi postawili nogę na ziemi, tuż po tym, jak zeszliśmy z drzewa? Przemysław Karda – „Interregnum” – recenzja
„Interregnum” Przemysława Kardy to sci-fi w najczystszej postaci, brudne, wzbogacone o pewne teorie, wizje, pomysły. Debiutancka książka autora ma swoje braki, ale to przeważnie niedociągnięcia warsztatowe, czasem problemy ze stylem. Jeśli chodzi bowiem o sam core, o opowiadaną przez niego historię, to nie mogę się do niczego przyczepić. Bardzo podoba mi się także styl narracji autora. Mozaikowa budowa fabuły, poszczególni bohaterowie i naprawdę nieźle przedstawione, oklepane w popkulturze pomysły, tworzą coś nietypowego. Niestety, lektura czasem męczy, książka potrafi mieć swoje słabsze strony, ale jest ich dosłownie kilka.
O co tutaj chodzi? Jedną z głównych bohaterek jest Monika Eden, pani doktor, która prowadzi badania w CERN. Jest uparta, bardzo inteligenta i doprowadza do niemożliwego. Wraz ze swoim zespołem rozpędzają neutrina mionowe powyżej prędkości światła. To, co wydawało się niemożliwym – stało się możliwe. Niestety, wojsko bardzo szybko zaczyna się interesować odkryciem, starają się je utajnić, a sama Monika zostaje wplątana w nie do końca bezpieczne wydarzenia. W międzyczasie poznajemy żołnierza Legii Cudzoziemskiej, który wraz z oddziałem wyrusza na dość ryzykowną misję. Gael Lescout, bo tak nazywa się legionista, natrafia na dziwny, prawdopodobnie kosmiczny artefakt. Niestety, nie tylko oni są zainteresowani znaleziskiem. Na miejscu pojawia się wysłannicy tajemniczej organizacji. Pojmani żołnierze Legii zostają poddani torturom, a na karty historii wkracza kolejna strona konfliktu CeRPER. Aby tego było mało losy Moniki i Gaela splatają się. Oboje mają dziwaczne wizje, w których główną rolę odgrywają pozaziemskie istoty.
Można powiedzieć, że się zaczyna. Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że nie są jedyną rasą we wszechświecie, nie jesteśmy nawet pierwszymi mieszkańcami Ziemi. Na dodatek naszej planecie grozi zagłada. Do tego wszystkiego pierwotni mieszkańcy „niebieskiej planety” postanawiają wrócić po swoje. Na tle tych wszystkich wydarzeń pojawiają się osoby, które są zwykłymi, przeciętnymi ludźmi. Nie bohaterami, super-herosami, tylko statystycznymi „Kowalskimi”, którzy mają żonę, samochód na kredyt i psa. To ich przeraża siła najeźdźców oraz własna bezsilność.
Książkę Przemysława Kady czytałem przez kilka wieczorów. Czasem padałem po ciężkim dniu i oczy zamykały mi się po kilku stronach, czasem jednak łykałem kolejne 50 i wybijałem się ze spania. Każdy wielbiciel science fiction powinien przeczytać tę książkę, bowiem ma ona w sobie „to coś”. Zresztą zobaczcie sami
