ONA:

Uwielbiam być przez film zaskakiwana. Uwielbiam, gdy moje oczekiwania są średnie, a potem okazuje się, że mam przed oczami kawał zajebistego kina. Uwielbiam unikać mrugania podczas seansu, żeby nie stracić żadnego smaczku. I uwielbiam, gdy mogę wam potem napisać „Tak, to było niezłe”.

Czekałam na ten film. Moje oczekiwania były spore. I sam fakt, że nie potrafiliśmy się od niego oderwać, oglądając go do prawie 3 nad ranem w środku tygodnia, gdzie pobudka czekała nas za 4 godziny świadczy o tym, że musi coś w nim być. I jest. Jordan Turner (piękna Halle Berry w okropnej fryzurze) pracuje w dyżurce numeru 911. Jej zadanie nie należy do łatwych. Każdego dnia zmaga się z wieloma ludzkimi tragediami, od tych zupełnie błahych, po te ogromne i jeszcze większe. Musi mieć trzeźwy umysł i analityczne podejście do tego co słyszy. Musi działać szybko, wręcz instynktownie. I co? Jest w tym świetna. Przyzwyczaiła się już trochę do pracy na tak wysokich obrotach. Niestety, wszystko trafia szlag podczas pewnej zmiany. Odbiera telefon od przerażonej nastolatki, która zgłasza, że właśnie do jej domu (w którym ona oczywiście jest) ktoś się włamuje. Dziewczyna jest sama i przepełniona trwogą. Ale po drugiej stronie kabla jest Jordan, która szybko i sprawnie pomaga potencjalnej ofierze. Napastnik odchodzi i w tym momencie dziewczyna gubi zasięg. Operatorka traci zdroworozsądkowe podejście i klika w „oddzwoń”, zdradzając momentalnie położenie dziewczyny. Potem jest tylko krzyk i przerażająca cisza. Mija pół roku. Jordan nie pracuje już przy operatorskiej konsoli, ale uczy innych jak działać dobrze i skutecznie. Aż do kolejnego felernego dnia, gdy jej nowo przyjęta koleżanka nie potrafi poradzić sobie z kolejnym zgłoszeniem. Tym razem numer 911 wykręciła Casey (Abigail Breslin), która właśnie leży w bagażniku, bo została porwana. Nasza główna bohaterka po raz kolejny staje w ekstremalnie podobnej sytuacji, ale tym razem – nie popełni żadnego błędu. Tak przynajmniej chce. I to dopiero mamy początek „The Call”.

Od razu uprzedzę: ten film ma w sobie kilka fajnych zagrywek i zaskoczeń, ale bywa też bardzo przewidywalny i wtedy zwykle ja kłócę się z telewizorem, wrzeszcząc „Nie leź tam ty tępa dzido!”. Ale jest też bardzo dynamicznie i autentycznie, zaczynamy żyć losami bohaterów. Ciągle zastanawiamy się dlaczego nastolatka została porwana i jaką kolejną wskazówkę da jej operatorka, by w końcu wydostała się z tej niewoli. To również film, który w całkiem ciekawy sposób pokazuje nam procedury i mechanizmy, które rządzą dyżurkami numerów alarmowych i nie wiem jak dla was, ale dla mnie było to interesujące. Przez 2/3 filmu siedzimy jak na szpilach. Końcówka jest niepotrzebnie wydłużona, ale mam to gdzieś – całość oglądało się świetnie, a to przede wszystkim zasługa Berry i fajnego scenariusza, który w około 75% zadowala, ale przecież musi być gdzieś jakiś absurd, dzięki któremu mamy serię niekończących się zwrotów akcji.

Niemniej, mamy czerwiec, a ja z pewnością umieszczę „The Call” w ciekawszych filmach z 2013 roku.

ON:

“The Call” po raz pierwszy zobaczyłem na „apple trailers” i wtedy pomyślałem, że to może być całkiem dobre kino. Później widziałem zajawkę w kinie, moja chęć zobaczenia tego dzieła wzrosła o kolejne 50% i w końcu się udało. Panie i panowie przed wami „The Call” – jeden z lepszych thrillerów jakie przyszło mi oglądać w ciągu ostatnich miesięcy.

Nie ukrywam, że na pewno znajdziecie w tym obrazie pełno nieścisłości i luk, ale idę o zakład, że nie będą one przeszkadzały wam w obgryzaniu paznokci. Wszytko przez to, że brak tutaj przestojów, a akcja nie zatrzymuje się ani na chwilę. Od pierwszych sekund coś się dzieje, wydarzenia toczą się swoim torem i doprowadzają nas do finału, który nie musi się każdemu spodobać. Czytając komentarze w internecie spotkacie dwie grupy: jedna będzie bronić zaciekle tejże produkcji, a druga jedzie po niej niemiłosiernie. Każdy niech sam osobiście sprawdzi, jak jest naprawdę. Ja zdradzę tylko w kilku zdaniach o czym opowiada opowiedziana przez scenarzystę i reżysera historia.

Jordan Turner (Halle Berry) pracuje na centrali numeru 911. Tutaj dzwoni każdy potrzebujący pomocy. Niezależnie czy postrzeliłeś kogoś, czy ktoś postrzelił ciebie, czy twój kot zjadł nawóz, a w ogródku wylądowali kosmici, to musisz zadzwonić na 911. Praca w takim miejscu to stres i ciągłe napięcie, tutaj nie ma miejsca na błędy. Ale wiadomo, ludzką rzeczą jest się mylić. Podczas jednego z dyżurów Jordan odbiera telefon od przestraszonej nastolatki, która zgłasza włamanie do domu. Dyspozytorka wysyła pod wskazany adres policję i sama stara się pomóc dziewczynie uniknąć kontaktu z napastnikiem. Można powiedzieć, że połowicznie się jej to udaje, bo koleś ma już zamiar opuścić mieszkanie, ale błąd panny Turner doprowadza do tragedii. Napastnik wraca do sypialni i znajduje ukrytą nastolatkę. Mija jakiś czas, a policja odnajduje ciało blondynki, zakopane gdzieś na odludziu. Po tych wydarzeniach życie pracownicy linii 911 zmienia się o 180 stopni. Mija sześć miesięcy, Jordan nie dobiera już telefonów i w chwili obecnej po prostu szkoli młodą kardę. Wszelkie złudzenia, jakie miała związane z jej pracą, pękły jak bańka mydlana. Tego dnia musi jednak po raz kolejny postawić czoło swoim fobiom i psycholowi, który porwał młodą kobietę.

Napisałem bardzo mało na temat samej fabuły, bo grzechem byłoby psuć wam zabawę. Uważam, że mamy do czynienia z naprawdę świetnym thrillerem, który trzyma na w ogromnym napięciu. Jestem trochę nieobiektywny, bowiem uwielbiam takie kino i niezależnie jak bardzo scenariusz byłby zepsuty, to pewnie bym go bronił od ostatniej kropli krwi. Pierwsze minuty to tylko wprowadzenie do tego, co będzie się działo później, a uwierzcie mi – jest na co popatrzeć. Niech najlepszą rekomendację jest to, że pomimo późnych godzin nocnych, z zapartym tchem śledziliśmy poczynania Jordan. Nie było zamykających się powiek, nie było ziewania, ale za to pojawiła się adrenalina, pompowana w ogromnych dawkach do naszego organizmu.

Uważam, że „The Call” powinien obejrzeć każdy fan dobrego kina sensacyjnego. Warto!