ONA:

Obejrzałam „The Collector” z wypiekami na twarzy. Może to źle świadczy o moim guście, ale ten film pochłonął mnie totalnie. A potem mój ukochany mężczyzna powiedział mi „A wiesz bejbe, że kręcą drugą część?” Oj znowu musiałam klaskać wszystkimi możliwymi organami, którymi klaskać można.

Jak się skończyła część pierwsza – wiemy. Zaskakująco. W drugiej zaczynamy od sekwencji informacji z codziennych wiadomości telewizyjnych, z których jasno wynika co działo się w poprzedniku oraz, że policja jest na tropie mordercy. Wątki zaczynają się mieszać. Znowu głównym bohaterem jest Arkin i sadystyczny koleś ukryty pod ohydną maską, ale do tego duetu dołącza Elena – śliczna dziewczyna, z zadziorną krótką fryzurą. Podczas krótkiej rozmowy telefonicznej ze swoim facetem dowiaduje się, że kolesiowi coś wyskoczyło i nie będą mogli się spotkać. Cóż, bywa. Jej kumpela, korzystając z okazji namawia ją by odwiedziły pewien klub. Ekskluzywny, dziwny klub dla wybrańców, do którego można wejść tylko i wyłącznie za pomocą hasła. No i wchodzą. One jeszcze nie wiedzą, że z tego klubu nie ma wyjścia w jednym kawałku… Co jakiś czas na ekranie pojawia się sylwetka faceta… Ludzie zaczynają się bawić, tańczą do psychodelicznej muzyki. Nagle Elena zauważa swojego chłopaka, który zlizuje mejkap z jakieś dupy. Zrozpaczona dziewczyna pędzi przez cały klub, żeby znaleźć odosobnione miejsce. I trafia do małego pokoju, w którym stoi czerwony kufer. Ciekawska dziewczyna szybko zapomina o zdradzie faceta, bo cała jej uwaga skupiona jest na skrzyni. Uwalnia z niej przerażonego, poranionego faceta – Arkina. Jego los poznaliśmy w pierwszej części…

W tym samym czasie Pan Kolekcjoner uruchamia śmiecionośną machinę i w ekstremalnie finezyjny sposób zaczyna zabijać imprezowiczów. Najpierw kosi ich czymś w rodzaju kombajnu, a resztę ocalałych zgniata. Przeżyła – póki co – tylko Elena i Arkin. A pudło stać puste nie może… Kolekcjoner wypełnia go przerażoną Eleną… Arkin jakimś cudem ucieka. Po niedługim czasie dostaje propozycję nie do odrzucenia. Propozycję otrzymał od załamanego ojca Eleny, który za wszelką cenę chce odzyskać córkę – dodam – w jednym kawałku. Arakin jest znowu w grze. Razem z grupą ludzi trafia do opuszczonego miejsca, w którym całkiem ładnie urządził się pan Kolekcjoner. I zaczynamy zabawę.

Od razu mówię – film jest nieco gorszy od swojego poprzednika, ale mimo to trzyma w napięciu. To nie jest kino wysokich lotów, tu mamy patroszenie, bebeszki, stosy składające się z różnych części ciała itd. Grupę „dochodzeniową” witają istne zombie – stworzone przez Kolekcjonera kreatury: oślepione, pozbawione języków, z postępującym obłędem. Grupa najemników powoli się wykrusza, a my mamy możliwość zwiedzenia domu pana Kolekcjonera. W między czasie Elena ucieka i próbuje wydostać się z tego koszmaru. I mamy naprzemienne sekwencje: raz przerażona dziewczyna, raz grupa. Kto przeżyje?

Popieprzenie głównego bohatera wydaje się nie mieć końca. Bezkresny pojebizm zaawansowany. Do tego wszystkiego on zdaje się być prawdziwym koneserem tego, co robi. Film nakręcony jest w dynamiczny i zaskakujący sposób, nie sposób się nudzić i dosyć długo trzyma nas w garści. Co prawda nie ma równie zaskakującego finału jak w pierwszej części, ale mimo to daje radę. Klimat, totalnie mroczny, zły, przerażający, podbija muzyka – raz ciężka, mocna, raz jakby z pozytywki. Ale przede wszystkim nastrój budowały zdjęcia. Kadry wypełnione są ludzkimi członkami, leżącymi stosami kończyn, głów. A te, które w mniemaniu pana Kolekcjonera są unikatowe – złożone zostały w dziwne konstrukcje, przypominające rzeźby, które dumnie stały wyeksponowane w ogromnych, szklanych gablotach. Istna komnata strachów. Twórcy bawili się światłem i cieniem. Motyw mrugającej lampki kocham od momentu, gdy po raz pierwszy zobaczyłam „Milczenie owiec”… Ja się jaram, chociaż o wiele bardziej podobała mi się sadystyczna wersja „Kevina samego w domu”. Aaa! Mam nadzieję, że nikt nie łudzi się, że jest to górnolotne kino… Nie. To jest obrzydliwa rzeźnia – w sam raz na wieczór po ciężkim dniu w pracy.

ON:

W pierwszym „Kolekcjonerze” specjalizujący się w horrorach Marcus Dunstan zostawił sobie furtkę na kolejną część tego horroru. Chociaż horror jest zbyt mocnym określeniem, bo ten film to po prostu świetny thriller/slasher. Pomimo wielu błędów i niedociągnięć, twórcom udało się uzyskać naprawdę wyjątkowy efekt końcowy. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek powstanie druga część i dowiemy się co tak naprawdę wydarzyło się po ostatnich scenach, które pojawiły się w filmie.

Okazuje się, że bardzo się pomyliłem i kilka tygodni temu w naszych kinach pojawił się „Kolekcjoner”, co jest lekką zmyłą, gdyż oryginalny tytuł brzmi „The Collection”, czyli prościej mówiąc „Kolekcja”. Jest to bezpośrednia kontynuacja historii, jaką było nam dane oglądać kilka lat wcześniej. Zacznijmy od tego, że obraz ten jest dużo, dużo słabszy niż jego starszy brat. Zrezygnowano z wielu zabiegów, które powodowały, iż „Collector” był taki smakowity, a postawiono na rozwałkę i to niestety – zabiło cały klimat.

Historia zaczyna się od przedstawienia głównych postaci tego krwawego widowiska. Poznajcie Elenę, której kaleki ojciec zrobi wszystko, aby jego córka była szczęśliwa i bezpieczna. Dziewczę wraz z dwójką przyjaciół ląduje w „ekskluzywnym” klubie, do którego wstęp mają tylko Ci, którzy znają hasło. Zabawa kręci się na całego. W tym czasie w TV pojawiają się pierwsze zmianki o Kolekcjonerze i jego ofiarach. Reporter wspomina także o znanym z poprzedniej części Arkinie i jego udziale w całej sprawie. Niestety, problemem jest zlokalizowanie sprytnego włamywacza. Tymczasem w klubie zaczynają się prawdziwe krwawe żniwa, gdyż na scenę wkroczył nasz ukochany zamaskowany psychopata. W jego ręce wpada Elena, ale zanim się to stanie, dziewczę przypadkowo uwolni Arkina. Facet nie zastanawia się długo, raz miał już okazję stanąć oko w oko z pojebem i wie do czego ten jest zdolny. Szybki skok przez okno ratuje jego nędzny tyłek. Jakimś cudem dokuśtykał on do szpitala, gdzie momentalnie pojawia się policja, która zadba o to, aby nie dał nogi. Dopiero wtedy mogą zabrać się za niego lekarze.

Poskładanego Arkina odwiedził niejaki Lucello. Pokazał on włamywaczowi zdjęcie przedstawiające Elenę i w ten sposób upewnił się, że dziewczyna wpadła w ręce kolekcjonera. Składa więc ofertę nie do odrzucenia: Arkin musi pomóc mu ją odszukać. Dlatego padło na niego, bo jest jedyną osobą, która uszła z życiem z rąk psychola. No jak mus, to mus. Kilkuosobowa uzbrojona ekipa ląduje u wrót opuszczonego hotelu na przedmieściach, który jest kryjówką świra.

Co będzie dalej możecie się domyślać sami. Kolejne trupy i pułapki, ciała i ból. Oczywiście team zabijaków z bronią nie ma szans z mordercą, który zna teren jak własną kieszeń. No i na końcu czeka nas wielki finał.

„The Collection” jest dużo słabsze niż pierwsza część, a spowodowało to wiele czynników. Nie ma już takiego napięcia, zastanawiania się kto wyjdzie cało z opresji. Tutaj wszystko zostało podane na tacy. Część postaci wciśnięta jest na siłę, podziemia hotelu wypełnione sią ludzkimi zombie, a nasz „łowca” posiada piękną kolekcję zalanych formaliną zmodyfikowanych ciał. Trochę tego za dużo. Nie oznacza to jednak, że jest to słabe kino. Wielbiciele shlasherów będą zachwyceni, a fani serii nadal będą się dobrze bawić, szczególnie, że końcówka znów potrafi zaskoczyć.